Melitta Linea kosztuje w Wielkiej Brytanii 74,99 funta, czyli około 378 zł. Jak na żarnowy młynek z regulacją stopnia mielenia, elektronicznym sterowaniem i kilkoma sprytnymi rozwiązaniami brzmi to całkiem rozsądnie. Zwłaszcza że urządzenie celuje w osoby, które chcą wyjść poza kawę mieloną fabrycznie, ale niekoniecznie planują urządzać na kuchennym blacie laboratorium baristy.
Świeże mielenie czuć w filiżance
Mam wrażenie, że młynki mają jeden problem – są zdecydowanie mniej widowiskowe od ekspresów. Nie spieniają mleka, nie przygotowują latte za jednym dotknięciem i trudno pochwalić się nimi znajomym. Za to właśnie od sposobu zmielenia ziaren w dużej mierze zależy, jak kawa zostanie zaparzona.
Melitta Linea korzysta ze stalowego młynka stożkowego i oferuje 13 ustawień grubości mielenia. Zakres ma obejmować zarówno drobniejsze mielenie do espresso, jak i grubsze do kawy filtrowanej czy French Pressu. Producent dorzucił również dotykowe sterowanie oraz wyświetlacz LCD. Można wybrać porcję odpowiadającą od jednej do dziesięciu filiżanek oraz jeden z trzech poziomów intensywności.
Taka prostota wydaje mi się tutaj największym atutem. Początkująca osoba nie musi od razu uczyć się czasu mielenia z dokładnością do dziesiątej sekundy ani zastanawiać się nad kilkudziesięcioma stopniami regulacji. Wybiera grubość, ilość i mieli.
Oczywiście 13 ustawień może okazać się ograniczeniem dla kogoś, kto traktuje espresso bardzo poważnie i chce precyzyjnie dopasowywać przemiał do konkretnego ziarna. W takim świecie jedna niewielka zmiana potrafi decydować o całym naparze. Linea wygląda raczej na sprzęt dla normalnej kuchni niż stanowiska treningowego przed mistrzostwami baristów. I akurat w urządzeniu kosztującym niecałe 400 zł trudno uznać to za wadę dyskwalifikującą.
Melitta pomyślała nawet o bałaganie wokół młynka
Każdy, kto choć trochę eksperymentował z mieleniem kawy, wie, że pył i drobinki kawy potrafią zostać na pojemniku, obudowie i blacie. Elektryzowanie się zmielonych ziaren sprawia czasem, że przesypywanie kawy wygląda mniej elegancko niż w reklamach.
W Linea zastosowano technologię jonizującą, która ma ograniczać elektryzowanie się cząstek i ich rozsypywanie podczas mielenia. Sprzęt używany codziennie ocenia się przecież również po tym, ile dodatkowego sprzątania funduje właścicielowi.
Pojemnik na ziarna mieści 100 g kawy i został wyposażony w przyciemniane ścianki oraz zamknięcie AromaSafe. Według producenta ma ono pomagać w zachowaniu świeżości ziaren. Sam pojemnik wystarcza maksymalnie na około dziesięć filiżanek kawy filtrowanej.

Rozsądnie rozwiązano też czyszczenie. Pokrywę, górną część mechanizmu mielącego oraz pojemnik na zmieloną kawę można wyjąć, a w zestawie znajduje się szczoteczka. Elementów nie należy jednak wkładać do zmywarki.
Mały młynek ma jeszcze jedną zaletę – nie zajmuje połowy kuchni
Linea ma 23,8 cm wysokości, 9,1 cm szerokości i 17,6 cm głębokości. Moc wynosi maksymalnie 160 W. Jest więc znacznie łatwiejsza do ustawienia na blacie niż kolejny duży element kawowego zestawu. Producent przewidział nawet możliwość schowania przewodu w obudowie oraz gumowe nóżki stabilizujące urządzenie.
Podoba mi się ten kierunek, bo domowa kawa przez ostatnie lata trochę za bardzo zaczęła przypominać hobby wymagające osobnego pomieszczenia. Ekspres, młynek, waga, dystrybutor, tamper, dzbanek, pojemniki, filtry – blat szybko zaczyna wyglądać jak zaplecze małej kawiarni.
Tymczasem wiele osób chce po prostu rano zmielić świeże ziarna, przygotować espresso albo kawę z French Pressu i pójść dalej żyć. Linea jest projektowana właśnie dla takiego odbiorcy.
Cena za zmianę smaku wydaje się dobra
74,99 funta, czyli około 378 zł, stawia Melittę w ciekawym miejscu. To już wyraźnie więcej niż koszt najprostszych młynków ostrzowych, ale nadal daleko od cen sprzętu kierowanego do bardzo wymagających miłośników espresso. Na brytyjskiej stronie producenta nowość jest obecnie oznaczona jako niedostępna, więc zainteresowanie najwyraźniej nie jest małe.
I być może właśnie takie urządzenia mają największą szansę przekonać kolejne osoby do kupowania kawy ziarnistej. Granica wejścia pozostaje stosunkowo niska, obsługa nie wymaga studiowania instrukcji przez pół wieczoru, a efekt można zauważyć przy praktycznie każdym sposobie parzenia.
Nie twierdzę, że młynek za niespełna 400 zł nagle zamieni kuchnię w rzymską kawiarnię. Za to może zrobić coś znacznie bardziej praktycznego – pokazać, jak wiele smaku tracimy, kupując kawę zmieloną wiele tygodni wcześniej. I po takim odkryciu powrót do starego opakowania leżącego w szafce potrafi być zaskakująco trudny.
