powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Nauka

Kropla na patelni może napędzić magazyny energii. Baterie dostały zaskakujący dopalacz

Czasem rozwój technologii wygląda jak gonitwa za nowością, a czasem jak… odzyskiwanie zapomnianych sztuczek z lekcji fizyki. Tym razem bohaterem jest efekt Leidenfrosta. Ten sam, który sprawia, że kropla wody na rozgrzanej patelni zaczyna “tańczyć” i jeździć jak po lodzie, bo unosi ją cienka warstwa pary. Zjawisko opisano około 270 lat temu, a dziś wraca jako element przepisu na katodę do baterii sodowo-jonowych.

M
Monika Wojciechowska
03.03.2026·3 minuty·
Kropla na patelni może napędzić magazyny energii. Baterie dostały zaskakujący dopalacz
Chcesz czytać więcej treści jak „Kropla na patelni może napędzić magazyny energii. Baterie dostały zaskakujący dopalacz"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

W badaniu opublikowanym w czasopiśmie Small zespół z kilku ośrodków (m.in. w Indiach i Wielkiej Brytanii) pokazuje, że ta parowa poduszka może być czymś więcej niż ciekawostką do popularyzacji nauki. W ich rękach staje się narzędziem do szybkiej, relatywnie energooszczędnej syntezy porowatego materiału katodowego, który ma wytrzymywać tysiące cykli ładowania i rozładowania.

Dlaczego w ogóle wracamy do sodu, skoro lit rządzi światem?

W każdej rozmowie o bateriach prędzej czy później pojawia się lit. Jest wydajny, sprawdzony i stoi za rewolucją mobilności. Ma jednak dwie wady, które bolą coraz bardziej, gdy myślimy o magazynowaniu energii na skalę sieciową. Są to ograniczona dostępność i koszty łańcucha dostaw. Sód jest pod tym względem nudno obfity. Łatwo go pozyskać i jest tani, a to w energetyce bywa argumentem mocniejszym niż slogany o przełomie.

Kłopot w tym, że jony sodu są większe niż litowe. To tak, jakby wpuścić cięższe walizki do tej samej windy. Da się, ale szybciej się zużywa i łatwiej o zatory. W baterii ten problem skupia się szczególnie w katodzie, która musi znosić wielokrotne “wchodzenie i wychodzenie” jonów bez degradacji struktury.

Badacze postawili na materiał z rodziny fosforanów i pirofosforanów, o wzorze Na₄Fe₃(PO₄)₂(P₂O₇). Tego typu “polianionowe” katody są cenione za stabilność i bezpieczeństwo, bo ich szkielet krystaliczny jest zwykle odporny na puchnięcie i pękanie podczas pracy. Ale jest też klasyczny haczyk. Przewodnictwo i kinetyka transportu jonów często nie rozpieszczają, więc trzeba szukać sposobów na “poszerzenie pasów ruchu” w skali atomowej.

Tu pojawia się ciekawy pomysł. W strukturze materiału zastąpiono niewielką część atomów żelaza domieszką indu. Mowa o bardzo małej skali, rzędu około 1% podstawień. Efekt ma być zaskakująco duży: delikatne “rozepchnięci” sieci krystalicznej i poprawa przewodnictwa elektronicznego bez rozwalenia całej architektury materiału. W świecie baterii to jest właśnie ten rodzaj inżynierii, który lubią materiały. Minimalna ingerencja, maksymalny zysk, a przede wszystkim stabilność w długim horyzoncie.

Leidenfrost w laboratorium materiałowym. Jak zrobić proszek bez pieca pożerającego energię?

Najciekawszy element to jednak sposób produkcji. Zespół wykorzystał efekt Leidenfrosta jako platformę do syntezy: roztwór prekursorów jest rozpylany na mocno rozgrzaną powierzchnię, gdzie krople nie przywierają, tylko unoszą się na warstwie pary i gwałtownie odparowują. W praktyce powstają drobne, porowate cząstki, z których finalnie otrzymuje się proszek katodowy.

Brzmi jak sztuczka, ale ma konkretne konsekwencje. Tradycyjne metody często wymagają długiego wygrzewania w piecach, co kosztuje energię i utrudnia skalowanie. Tu idea jest prostsza. Krótszy proces, mniej energochłonny etap, a jednocześnie mikrostruktura sprzyjająca pracy baterii, bo porowate ziarna lepiej “przyjmują” elektrolit, a jony sodu mają krótsze drogi dyfuzji. W bateryjnej praktyce to właśnie takie detale wskazują na materiał, który ma szansę przetrwać w realnym urządzeniu.

W doniesieniach pojawia się deklaracja wysokiej gęstości energii rzędu ~359 Wh/kg dla zoptymalizowanej katody oraz bardzo dobra trwałość i stabilna praca raportowana nawet przez 10 000 cykli ładowania i rozładowania. Jeśli te parametry utrzymają się w pełnych ogniwach i warunkach poza laboratorium, mówimy o potencjalnie bardzo mocnym kandydacie do magazynów energii zasilających sieć, gdzie liczy się długowieczność i koszt.

Takie wyniki mogą jednak zależeć od konkretnego reżimu testów, konfiguracji elektrody i doboru elektrolitu. W świecie baterii łatwo zachwycić się cyklami, a trudniej przenieść to na masową produkcję, gdzie dochodzi powtarzalność partii, kontrola zanieczyszczeń i zachowanie parametrów w różnych temperaturach.

Źródła: Tech Xplore; NIH

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Kropla na patelni może napędzić magazyny energii. Baterie dostały zaskakujący dopalacz"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX