Dzisiaj mamy smartfony, które potrafią niemal wszystko, ale jedna rzecz pozostaje problematyczna. Kiedy podczas górskiej wycieczki, jazdy na rowerze czy wypadu na narty chcemy szybko porozumieć się z drugą osobą, wyciąganie telefonu z kieszeni i szukanie odpowiedniego kontaktu bywa zwyczajnie niewygodne. A jeśli dodatkowo tracimy zasięg sieci komórkowej, możliwości komunikacji stają się mocno ograniczone.
Amerykańska firma Poclink postanowiła połączyć zalety tradycyjnych krótkofalówek z funkcjami współczesnej elektroniki. Jej najnowszy model Motion Ultra oferuje łączność 4G LTE, analogową komunikację radiową, GPS, alarm SOS i możliwość prowadzenia rozmów grupowych. Całość zamknięto w niewielkiej, odpornej na wodę obudowie, którą można przypiąć do plecaka, kasku albo kierownicy roweru.
Poclink Motion Ultra łączy dwa światy
Największą zaletą Motion Ultra jest hybrydowa konstrukcja. Urządzenie korzysta z dwóch niezależnych sposobów komunikacji, dzięki czemu może sprawdzić się zarówno w mieście, jak i podczas wypraw poza utwardzone szlaki.
Pierwszy tryb wykorzystuje sieć komórkową 4G LTE oraz technologię Push-to-Talk over Cellular. Pozwala ona prowadzić rozmowy po naciśnięciu przycisku, podobnie jak w klasycznej krótkofalówce, ale bez typowego ograniczenia odległości pomiędzy użytkownikami.

Jeżeli obie osoby mają dostęp do obsługiwanej sieci komórkowej, mogą znajdować się nawet w zupełnie różnych częściach kraju. Oczywiście marketingowe określenie nieograniczonego zasięgu należy rozumieć właśnie w tym kontekście. Bez dostępu do odpowiedniej infrastruktury LTE taka komunikacja nie będzie możliwa.
Dlatego Motion Ultra ma również klasyczny nadajnik i odbiornik radiowy. Pozwalają one na bezpośrednią rozmowę pomiędzy urządzeniami, nawet gdy w okolicy nie ma zasięgu sieci komórkowej ani dostępu do internetu.
Poclink zastosował dwa oddzielne przyciski Push-to-Talk, dzięki którym można błyskawicznie wybrać sposób komunikacji. Urządzenie potrafi też jednocześnie monitorować oba kanały.
Zasięg do 32 kilometrów bez internetu? Jest jeden szczegół, o którym trzeba pamiętać
Producent deklaruje, że w trybie analogowym Motion Ultra może zapewniać łączność na odległość do 20 mil, czyli około 32 kilometrów. Brzmi imponująco, szczególnie w przypadku urządzenia ważącego zaledwie 100 g.
Taka wartość dotyczy jednak idealnych warunków, na przykład dwóch punktów położonych wysoko, pomiędzy którymi nie ma przeszkód terenowych. W lesie, górach czy zabudowanym terenie sytuacja wygląda inaczej.
Poclink przyznaje, że typowy zasięg w trudniejszych warunkach wynosi około 1-3 mil, czyli od 1,6 do 4,8 km. Na rzeczywistą odległość komunikacji wpływają ukształtowanie terenu, roślinność i przeszkody znajdujące się pomiędzy urządzeniami.
W Europie producent przewiduje wersję współpracującą z pasmem PMR446, wykorzystywanym przez krótkofalówki dostępne bez indywidualnego pozwolenia radiowego. W Polsce takie urządzenia muszą jednak spełniać określone wymagania techniczne, dlatego przed zakupem należałoby upewnić się, że europejski wariant ma odpowiednią dokumentację zgodności.
Nie traktowałabym też Motion Ultra jako zamiennika profesjonalnego komunikatora satelitarnego. W miejscach bez sieci komórkowej komunikacja nadal zależy od obecności innych kompatybilnych urządzeń w zasięgu radiowym.
GPS, alarm SOS i śledzenie znajomych
Motion Ultra oferuje również zestaw narzędzi przydatnych podczas wyjazdów grupowych. Za pośrednictwem aplikacji można sprawdzać lokalizację pozostałych uczestników, zarządzać kanałami komunikacji i tworzyć strefy bezpieczeństwa.

Funkcja geofencingu pozwala określić obszar, po którego opuszczeniu system wyświetli odpowiednie powiadomienie. Może się to przydać podczas biwakowania z większą grupą czy organizowania wypraw, kiedy uczestnicy poruszają się różnymi trasami.
Producent przewidział także przycisk SOS, umożliwiający wysłanie alarmu i informacji o lokalizacji do pozostałych członków grupy. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to automatyczne połączenie ze służbami ratunkowymi. Skuteczność powiadomienia zależy od dostępnego połączenia i możliwości odebrania komunikatu przez innych użytkowników.
W trybie LTE można tworzyć grupy obejmujące nawet 1000 osób. Jest też funkcja rozmowy prowadzonej jednocześnie przez pięciu uczestników, bez konieczności naprzemiennego naciskania przycisku.
Waży około 100 g, wytrzymuje deszcz i działa nawet przy minus 20 stopniach
Poclink zaprojektował Motion Ultra z myślą o aktywnym użytkowaniu. Urządzenie waży około 100 g, a system mocowań pozwala przypiąć je do szelek plecaka, kasku, gogli narciarskich czy kierownicy roweru.
Obudowa spełnia wymagania klasy IP67, co oznacza ochronę przed pyłem i odporność na krótkotrwałe zanurzenie w wodzie w określonych warunkach. Producent deklaruje również możliwość pracy w temperaturach od -20 do 60 stopni Celsjusza.
Na obudowie umieszczono duże przyciski, które można obsługiwać w rękawiczkach, oraz pokrętło do zmiany ustawień. Wbudowane głośniki oferują moc do 2 W, a system redukcji szumów ma ograniczać zakłócenia powodowane przez wiatr i hałas otoczenia.
Akumulator o pojemności 2000 mAh ładuje się przez USB-C. Według producenta pełne ładowanie zajmuje około 1-1,5 godziny, natomiast rzeczywisty czas pracy zależy od częstotliwości rozmów i wybranego trybu łączności.Jest też Bluetooth, dzięki któremu można podłączyć bezprzewodowe słuchawki albo słuchać muzyki i podcastów.
Przyznam, że taki zestaw funkcji wydaje mi się naprawdę dobrze przemyślany. Szczególnie doceniam fizyczne przyciski. W sprzęcie outdoorowym możliwość obsługi bez patrzenia na urządzenie bywa cenna.
Dożywotnia karta SIM bez abonamentu?
Jednym z mocniejszych argumentów producenta jest dołączony plan łączności komórkowej. Poclink deklaruje, że każdy Motion Ultra będzie wyposażony w wirtualną kartę SIM z dożywotnim dostępem do podstawowej usługi komunikacji.
Według głównej prezentacji obejmuje ona ponad 80 krajów bez comiesięcznych opłat. Firma oferuje również rozszerzony plan dla osób podróżujących do innych regionów, pozwalający korzystać z sieci w ponad 160 krajach.
Warto jednak zwrócić uwagę, że w szczegółowej sekcji pytań producenta pojawia się również liczba 68 krajów objętych standardowym planem. Przed zakupem sprawdziłabym więc aktualny wykaz państw, w tym dostępność usługi w Polsce, oraz warunki korzystania z dożywotniej oferty.
Samo urządzenie ma też gniazdo na fizyczną kartę Nano-SIM, co pozwala korzystać z własnego pakietu danych. Pomysł braku abonamentu jest atrakcyjny, chociaż przy takich deklaracjach zawsze zastanawiam się, co stanie się z usługą za kilka lat. Dożywotni dostęp zależy przecież od dalszego funkcjonowania firmy i utrzymywania odpowiednich umów z operatorami.
Ile kosztuje Poclink Motion Ultra?
Motion Ultra jest oferowany w ramach kampanii finansowania społecznościowego. Jedna z promocyjnych ofert zakłada zakup dwóch urządzeń za 399 dolarów, czyli około 1 555 zł. W przeliczeniu daje to około 778 zł za sztukę.
Producent planuje rozpoczęcie wysyłek w listopadzie 2026 roku, ale termin ten pozostaje deklaracją projektu. Finansowanie na Kickstarterze nie daje takiej samej gwarancji dostarczenia produktu jak zakup gotowego urządzenia w sklepie.

Technologia wygląda obiecująco, ale dopiero niezależne testy pokażą, jak dobrze działa przełączanie pomiędzy siecią komórkową a radiem, jaką jakość rozmów zapewnia urządzenie i ile rzeczywiście wytrzymuje na jednym ładowaniu.
Krótkofalówka w 2026 roku? Wbrew pozorom ten pomysł ma sens
Poclink Motion Ultra przypomniał mi, że czasami najbardziej interesujące urządzenia powstają poprzez połączenie sprawdzonych rozwiązań z nowoczesnymi możliwościami.
Smartfony zapewniają ogromną funkcjonalność, ale podczas aktywności na świeżym powietrzu ich obsługa często staje się niewygodna. Niewielki komunikator z fizycznym przyciskiem, lokalizacją GPS i zapasowym trybem radiowym może okazać się bardzo praktycznym uzupełnieniem wyposażenia.
Oczywiście zakup takiego urządzenia ma największy sens wtedy, gdy regularnie podróżujemy lub uprawiamy sport w grupie. Trudno uzasadnić wydatek przekraczający 1 500 zł na zestaw krótkofalówek, który przez większość roku będzie leżał w szufladzie.
Mimo wszystko cieszę się, że producenci wracają do tego typu pomysłów. Szczególnie gdy za atrakcyjnym wyglądem idzie rzeczywista próba rozwiązania problemu komunikacji poza miastem.
A jeśli przy okazji można znów poczuć przyjemność z naciśnięcia przycisku i usłyszenia głosu znajomego po drugiej stronie lasu, tym lepiej. Niektóre gadżety wcale nie muszą być całkowicie nowe, żeby ponownie wzbudzać emocje.
