Prawdziwy park krajobrazowy to taki, który można objeżdżać konno przez dwie godziny i nie spotka się tego samego widoku – uważał Hermann von Pückler Muskau. Ten książę wszystko robił z rozmachem. Ba, nawet z pewną dozą szaleństwa. Spędzał czas na podróżach i romansach, a w przerwach projektował parki. Miał bzika na punkcie kobiet i zieleni. To dzięki temu szaleństwu stworzył cud, uznany przez UNESCO za „arcydzieło geniuszu ludzkiego, wyjątkowy przykład parku krajobrazowego, który wywarł ogromny wpływ na europejską sztukę ogrodową i wyznaczył nowe tendencje”. Parkowym alejkom kochliwy książę nadał imiona swoich miłości...

RAJ AWANTURNIKA

Park, który zaprojektował Pückler (tytuł książęcy otrzymał w 1822 r.), miał zaćmić wszystko, co w tej dziedzinie już istniało. I faktycznie nie ma takiego drugiego w Europie. W 1945 r. obiekt, znany dziś jako Muskauer Park/Park
Mużakowski, podzieliła granica. Tzw. część rezydencjonalna – około 320 ha – została w Niemczech, natomiast ponad 520 ha zieleńca przypadło Polsce. Dzięki temu mamy dzisiaj jedyny w kraju park na liście UNESCO. Znajduje się na terenie ziemi lubuskiej, a za jego wrota można uznać Łęknicę.

„Pückler urodził się w 1785 r., więc jeszcze w XVIII w. Jego rodzina była dość nieszczęśliwa, w dzieciństwie nie zaznał wiele miłości. Od najmłodszych lat był uparty i sprawiał kłopoty” – mówi prof. Irma Kozina z Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego, autorka książki o Parku Mużakowskim. „W młodości, wędrując przez Alpy, usłyszał, że istnieje moda na odtwarzanie natury, która niegdyś wypełniała rajski ogród. To musiał być moment przełomowy w życiu arystokraty. Dowiedział się, że może sam stworzyć swój zielony eden i myśl o tym całkowicie go pochłonęła” – opowiada. W 1811 r. Hermann odziedziczył po ojcu potężny majątek: rodzinną posiadłość Muskau, a wraz z nią czterdzieści pięć wiosek. Miał już wtedy sławę awanturnika. Na berlińskich salonach mówiło się o jego pojedynkach, karcianych długach, a także o dość dziwnym zwyczaju otwierania trumien przodków i medytowania nad ich szczątkami. Ale dopiero teraz, dzięki spadkowi, mógł zaszaleć. Wyjechał więc do Anglii, żeby podglądać, jak tam tworzy się krajobraz.

W ogrodnictwie zaczynał się nowy etap. Zieleni wypielęgnowanych ogrodów nie oddzielał już od reszty świata mur ani płot. Teraz granica się zacierała, a architekci krajobrazu tworzyli w myśl idei: cała przyroda to ogród. Zapatrzony w angielskie wzorce i inspirowany pejzażami niemieckich malarzy, książę marzył o wielkim parku, w którego sercu stanęłaby średniowieczna warownia. „Powinien być jak galeria, co kilka kroków powinno się widzieć nowy obraz” – tłumaczył. Według jego zamysłu w parku miały przenikać się natura i kultura. Obok łąk, stawów, rzeki i lasu współtworzyły go też wsie, rolnictwo i przemysł. Zresztą Pückler co chwila wpadał na inny pomysł. Co do jednego miał tylko pewność: jego kosztowna pasja wymagała sponsora. Ruszył więc do Berlina szukać bogatej żony.

KOSZTOWNA UTOPIA

Łużycki Casanova, bo taki dostał przydomek, nie musiał się specjalnie wysilać. Wyraźnie podniecał wyobraźnię dam. Sam stawiał jednak poprzeczkę wysoko. Nie krył, że szuka kobiety wyjątkowej: nie tylko urodziwej oraz majętnej, ale i mądrej. Mądrość, jak się później okazało, miała objawiać się przymykaniem oka na różne wybryki męża. Wkrótce Pückler dokonał wyboru; oświadczył się o dziewięć lat starszej rozwódce, pięknej 41-latce Lucie Annie Wilhelminie von Pappenheim, córce kanclerza Niemiec. Lucie miała piękną córkę i wychowanicę, które również nie były obojętne Hermannowi. Zachwycony obrotem spraw,
zaręczyny postanowił uczcić lotem balonem nad Berlinem. Miał jednak pecha. Wiatr zniósł go do Poczdamu, gdzie wylądował na drzewie.

Państwo Pückler zamieszkali w Muskau. Poza wielką przyjaźnią łączyła ich miłość do... parku. Wraz z Lucie pojawiły się pieniądze, więc książę mógł kontynuować prace. Do współpracy zaprosił jednego z najwybitniejszych architektów Karla Friedricha Schinkla, twórcę m.in. pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim i dworu księcia Radziwiłła w Antoninie. Schinkel zaprojektował małe budowle parkowe, uzupełniające krajobraz. Miał też przebudować zamek. Zabrakło jednak pieniędzy.



„Park angielski był nawet droższy od wersalskiego, bo przycinanie krzewów i żywopłotów w Wersalu było dużo mniej kosztowne niż kontrolowanie, aby roślinność rosła tak, jak życzył sobie tego Pückler” – tłumaczy prof. Kozina. Poza tym, jeśli twórca parku angielskiego chciał, żeby w konkretnym miejscu powstało wzgórze, to powstawało i już. Jako arystokrata książę czuł się powołany do tego, aby upiększać świat. Jego ogród miał polepszać charaktery. Książę wierzył, że człowiek może wykreować dobro dla wszystkich. Dlatego nie karał nawet za kradzież drzewek. Liczył, że złodzieje „nauczą się kraść w bardziej cywilizowany sposób, nie niszcząc przy okazji młodych roślin”.

ŁUŻYCKI CASANOVA