powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Kultura

Księgarnie wracają do gry. Po całym dniu online chcemy pobyć gdzieś bez algorytmu

Jeszcze niedawno księgarnia miała być jednym z tych miejsc, które przegrywają z wygodą. W końcu po co chodzić między półkami, skoro można jednym ruchem zamówić książkę do paczkomatu, a drugi poświęcić na pobranie e-booka? W teorii wszystko wyglądało logicznie. W praktyce coraz więcej osób odkrywa, że wygoda potrafi być zaskakująco męcząca.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·5 minut·
Księgarnie wracają do gry. Po całym dniu online chcemy pobyć gdzieś bez algorytmu

fot. Unsplash

Chcesz czytać więcej treści jak „Księgarnie wracają do gry. Po całym dniu online chcemy pobyć gdzieś bez algorytmu"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Po całym dniu spędzonym między komunikatorami, mailami, powiadomieniami i krótkimi filmami, nawet wybór kolejnej rzeczy do obejrzenia bywa pracą. Przewijamy, porównujemy, zapisujemy na później, a potem i tak kończymy przy czymś, co aplikacja podsunęła nam pod nos. Książka nie prosi o reakcję, nie mierzy czasu naszej uwagi, nie wyskakuje z ofertą podobnych tytułów po pięciu stronach. Leży spokojnie i ma tę rzadką dziś cechę, że można się nią zająć wyłącznie wtedy, kiedy naprawdę mamy na to ochotę.

Coraz częściej widzę, że właśnie dlatego wraca moda na czytanie, jako zwykły sposób na odzyskanie kawałka własnego czasu. Czytamy przed snem zamiast bez końca przesuwać ekran. Zabieramy książkę do kawiarni, choć wcześniej wydawało się, że do kawiarni chodzi się już tylko z laptopem. Zapisujemy się do klubów czytelniczych, nawet gdy podejrzewamy, że nie zdążymy przed spotkaniem skończyć wszystkich sześciuset stron. I bardzo dobrze. Literatura nie potrzebuje kolejnej tabeli z realizacją celów.

Księgarnia przestała być miejscem, z którego trzeba szybko wyjść

Duże miasta przez lata urządzały się tak, jakby człowiek miał poruszać się między trzema punktami: domem, pracą i lokalem, w którym coś kupuje. Dziś coraz mocniej widać, że brakuje nam miejsc pośrednich. Takich, do których można wejść bez planu, bez rezerwacji, bez konieczności wydawania pieniędzy na pełną kolację czy dwa drinki za cenę książki w miękkiej oprawie.

fot. Unsplash

Księgarnie dobrze odnajdują się w tej luce. Można tam przyjść na chwilę, ale można też zostać dłużej. Przejrzeć album o architekturze, który zbyt ciężko byłoby nosić przez pół dnia w torbie. Zobaczyć, czy powieść, o której wszyscy mówią na TikToku, rzeczywiście ma w sobie coś poza ładką okładką. Przysiąść z kawą, posłuchać spotkania autorskiego, czasem po prostu pobyć w miejscu, w którym nikt nie oczekuje, że za chwilę będziemy bardziej produktywni.

Ten model świetnie rozwija się także na Bliskim Wschodzie. W Dubaju, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej czy Egipcie rośnie znaczenie księgarń niezależnych, klubów książki i wydarzeń wokół literatury. Księgarnia coraz rzadziej kojarzy się tam wyłącznie z kasą, regałem i szybkim zakupem. Staje się punktem spotkań – z kawiarnią, rozmową, warsztatami, działem dla dzieci, czasem z bardzo konkretną selekcją książek, której nie da się zastąpić filtrem cena od najniższej.

BookTok zrobił coś, czego nie udało się szkolnym lekturom

Trudno nie zauważyć roli BookToka. Przez lata internet miał opinię miejsca, które skraca uwagę i zabija cierpliwość do dłuższych form. Tymczasem jedna z jego najbardziej wpływowych społeczności namawia dziś ludzi do czytania opasłych powieści fantasy, romansów, klasyki, reportaży i literatury obyczajowej. Owszem, czasem wygląda to zabawnie: ktoś płacze do kamery po zakończeniu książki, ktoś inny układa stos dwudziestu nowych tytułów, które kupił, choć poprzednich piętnaście nadal czeka na swoją kolej. Ale w świecie, w którym książka przez długi czas była przedstawiana młodszym odbiorcom jak warzywa – zdrowa, ważna i obowiązkowa – nagle pojawił się język emocji, rekomendacji i zwykłej przyjemności.

Badania pokazują, że osoby śledzące twórców BookToka częściej deklarują większą gotowość do sięgania po książki. To ważne, bo rekomendacja przestała przychodzić z góry. Nie mówi jej już wyłącznie nauczycielka, krytyk czy lista najlepiej sprzedających się tytułów w gazecie. Ktoś mówi: przeczytałam, było mi po tym źle przez trzy dni, ale w dobrym sensie. I nagle pół internetu chce sprawdzić, o co chodzi.

Oczywiście BookTok ma też swoje pułapki. Algorytm lubi powtarzać te same nazwiska, te same gatunki i te same emocjonalne obietnice. Łatwo ulec wrażeniu, że warto czytać tylko to, co już ma tysiące filmów, własny stolik w księgarni i pastelową edycję specjalną. Ale nawet z tym zastrzeżeniem trudno odmówić temu zjawisku jednego: przywróciło książkom rozmowę. A książka, o której się rozmawia, ma większą szansę przestać kurzyć się na półce.

Cicha lektura stała się towarzyska

Najciekawsze jest jednak to, że powrót czytania nie oznacza wyłącznie samotności. Paradoksalnie wiele osób czyta dziś po to, żeby później o tym porozmawiać. Kluby książki działają zarówno w klasycznej formule, jak i w wersji dla tych, którzy nie chcą przez dwie godziny udowadniać, że dobrze zrozumieli symbolikę rozdziału siódmego.

fot. Unsplash

Rosnąca popularność Silent Book Club dobrze pokazuje tę zmianę. Ludzie spotykają się w kawiarni, bibliotece czy księgarni, przynoszą własne książki i po prostu czytają obok siebie. Bez wspólnej lektury narzuconej miesiąc wcześniej, bez odpytywania, bez stresu, że ktoś nie zdążył. Dopiero później, całkowicie dobrowolnie, można zamienić kilka zdań. Dla wielu osób to chyba bardziej współczesna definicja bliskości niż kolejny głośny wieczór w zatłoczonym miejscu. Wystarczy wspólna obecność i świadomość, że obok też ktoś odłożył telefon ekranem do dołu.

Papierowa książka nie wygrała z technologią

Nie wierzę, że wszyscy nagle porzucą e-booki i audiobooki, bo papier pachnie lepiej niż ładowarka. Cyfrowe formaty są wygodne, dostępne i dla wielu osób po prostu najbardziej praktyczne. Ale papierowa książka wraca jako doświadczenie, którego nie da się łatwo odtworzyć w aplikacji. Daje fizyczną granicę. Zaczyna się na pierwszej stronie, kończy na ostatniej. Można ją pożyczyć, zostawić komuś na stole, znaleźć po latach z biletem schowanym w środku.

Księgarnie też nie odzyskują popularności dlatego, że internet nagle przestał działać. Odwrotnie – działają właśnie dlatego, że internet jest wszędzie. Im bardziej codzienność przypomina niekończący się kanał aktualizacji, tym większą wartość ma miejsce, w którym można zwolnić bez poczucia, że coś nam ucieka.

I może w tym tkwi sedno całego renesansu czytania. Nie chodzi o nostalgiczne marzenie o świecie sprzed ekranów. Chodzi o to, że coraz więcej osób chce mieć choć jedną godzinę dziennie, której nie trzeba nikomu oddawać – ani pracy, ani algorytmowi, ani kolejnemu powiadomieniu. Książka daje tę godzinę zaskakująco hojnie. A dobra księgarnia przypomina, że nie trzeba jej przeżywać w pojedynkę.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Księgarnie wracają do gry. Po całym dniu online chcemy pobyć gdzieś bez algorytmu"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX