Kilka miesięcy temu Facebook wywołał szeroko komentowany w internecie skandal. Okazało się, że celowo manipulował emocjami swoich użytkowników [Czytaj więcej: FACEBOOK PROWADZIŁ BADANIA NA UŻYTKOWNIKACH BEZ ICH WIEDZY]. I choć zezwala na to regulamin serwisu, a eksperyment został opisany w pracy naukowej przez prowadzących go badaczy, wątpliwości pozostały. Jak daleko mogą się posunąć firmy internetowe, które codziennie dostarczają nam wiadomości i umożliwiają kontakt ze światem? A może już potrafią subtelnie wpływać na nasze zachowanie i decyzje?

„Dużo łatwiej jest manipulować emocjami niż informacją. Ją możemy sprawdzić w kilku źródłach, zweryfikować i zaakceptować lub odrzucić. Manipulacja emocjonalna prowadzona poprzez internet może być nieuświadomiona i przez to dużo bardziej skuteczna” – wyjaśnia prof. Janusz Hołyst z Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej. Nic dziwnego, że ten kierunek badań budzi coraz większe zainteresowanie nie tylko wśród naukowców.

700 tys. królików doświadczalnych

W przypadku Facebooka eksperyment firmowały dwie renomowane uczelnie – Cornell University i University of California w San Francisco. W 2012 r. psycholodzy wraz z informatykami stworzyli system zmieniający nieco działanie serwisu. To, co widzi jego użytkownik – tzw. aktualności, czyli wpisy jego znajomych i organizacji, które polubił – jest starannie dobierane przez algorytm zwany EdgeRank. To on decyduje o pojawieniu się przed naszymi oczami zdjęcia czy wpisu, biorąc pod uwagę nasze dane osobowe, wcześniejsze zachowanie w serwisie i wiele innych czynników.

Narzędzie stosowane przez naukowców pozwalało im wpływać na to, co algorytm pokazywał grupie 700 tys. użytkowników Facebooka, a także analizować ich reakcje. Części badanych portal wyświetlał mniej wpisów o negatywnym zabarwieniu emocjonalnym, inni widzieli mniej tych o pozytywnym charakterze. Celem eksperymentu było zbadanie, jak emocje zawarte w internetowych komunikatach wpływają na ludzi. Ponieważ oceną zajmował się inteligentny program, który automatycznie analizował wpisy, sprawdzono ich miliony. Do przeprowadzenia tak obszernego badania tradycyjnymi metodami potrzebna byłaby cała armia ludzi.

Okazało się, że cyberemocje są zaraźliwe – przenoszą się z jednego użytkownika na drugiego, podobnie jak w codziennym życiu. Czytanie negatywnych wpisów sprawiało, że badani sami częściej wypowiadali się w zbliżonym tonie. Podobnie było z pozytywnymi komunikatami. Badacze zauważyli też, że ludzie byli mniej aktywni, kiedy czytali teksty mniej emocjonalne.

Obserwowane efekty były statystycznie nie-wielkie, ale naukowcy twierdzą, że mają one realne znaczenie. Pojawiły się, choć na nastrój badanych wpływało wiele innych czynników, których naukowcy nie mogli zmierzyć. A nawet niewielki efekt może mieć globalne znaczenie, gdy pojawia się w dużej grupie ludzi. Warto pamiętać, że Facebook ma już ponad 1,3 mld użytkowników!