Już po ataku Niemiec na ZSRR Messing przepowiedział, że przełom w działaniach wojennych nastąpi po klęsce  Niemiec  pod  Stalingradem, a wojna zakończy się w pierwszych dniach maja 1945 r. To zrobiło wrażenie na Stalinie i to tak duże, że po stalingradzkim zwycięstwie zaproponował Messingowi funkcję jasnowidza na Kremlu. Ten jednak odmówił. Nie zamierzał stąpać po aż tak cienkim lodzie. Pamiętał, jaki los spotkał Erika Hanussena, nadwornego jasnowidza Hitlera. Jak ognia unikał też rozgrywek pomiędzy członkami najwyższych władz ZSRR. Wolał (i to chyba lubił najbardziej) występy przed publicznością. Pokazywał się w całym ZSRR, nawet w wiejskich świetlicach. Zarabiał tyle, że zakupił walczącej armii radzieckiej dwa samoloty myśliwskie, które cieszyły się ponoć wyjątkowym szczęściem w powietrznych walkach i dotrwały bez szwanku do końca wojny. Za ten dar Stalin podziękował mu w specjalnym liście. 

Messing finansował też dom dla sierot wojennych, w którym żyło ponad sto dzieci. Na swoich kontach bankowych zgromadził fortunę. 

Również po wojnie Stalin korzystał z „usług” Messinga. W 1973 r. pismo „Technika i nauka” opublikowało artykuł, w którym przypomniano rozgrywki szachowe z 1946 r. Czeski arcymistrz Ludek Pachman przegrał wtedy dwie rozgrywki w Moskwie. Wspominał, że od początku miał poczucie bezsensu toczonej rozgrywki, bo i tak jest skazany na klęskę. Okazało się, że na widowni siedział Messing, aby dekoncentrować Czecha i negatywnie oddziaływać na jego myśli. 

Te niezwykłe możliwości uratowały też życie synowi Stalina Wasilijowi, który był zapalonym kibicem hokeja. Kiedy wybierał się na Ural na mecz ze swoją ulubioną drużyną, Messing przekonywał Stalina, by ten odwołał lot. Jasnowidz widział katastrofę. Stalin nakazał synowi, by zrezygnował z meczu, drużyna jednak poleciała. Samolot rozbił się przy lądowaniu. 

Messing był lojalny wobec Stalina nawet po jego śmierci, której datę mu zresztą przepowiedział. Kiedy po ujawnieniu zbrodni krwawego przywódcy Nikita Chruszczow wezwał jasnowidza, aby ten przyłączył się do potępienia „wielkiego wodza” i wziął udział w apelu o usunięcie jego zwłok z mauzoleum Lenina, Messing odmówił. Zapłacić miał za to utratą sporej części majątku i zakazem dalszych występów. Do łask powrócił pod koniec 1962 r. podczas kryzysu kubańskiego. Ostrzegł wówczas Chruszczowa, że światu grozi wojna jądrowa, jeżeli ZSRR nie osiągnie kompromisu z USA w sprawie radzieckich rakiet. Chruszczow zawarł wtedy ugodę z prezydentem Kennedym i wycofał rakiety z Kuby, co entuzjaści słynnego jasnowidza uważają wyłącznie za jego zasługę. Potem otrzymał tytuł Zasłużonego Artysty ZSRR.

Co ma w głowie wolf?

W 1950 r. Stalin kazał, aby jasnowidz poddał się badaniom, które mieli przeprowadzić radzieccy naukowcy. Według ich opinii, impulsy elektryczne w mózgu Messinga mogły działać jak sygnały radarowe. Emitowane przez mózg, odbijałyby się od „myślokształtów” pojawiających się w umysłach obiektów jego zainteresowania, co pozwalało na ich odczytanie. „Badania” nie wyjaśniły fenomenu jego niezwykłych umiejętności. 

„Nauka nie ustala prawdy, nauka prawdy poszukuje – mówi prof. Zbigniew Królicki. – Messing nie trafił na godnych siebie naukowców, którzy podjęliby ryzyko zbadania go. Poza tym, według ówczesnej nauki radzieckiej jasnowidzenie i telepatia nie mogły istnieć, gdyż były sprzeczne z głoszonym przez oficjalną radziecką naukę materializmem”. 

Naukowcy nie chcieli stawiać na szali swej reputacji i angażować się w badania zjawisk, które nie były zgodne z linią wskazywaną przez partię. Większość z nich uważała, że fenomen Messinga polegał na tym, że potrafił odgadywać, co ludzie myślą na podstawie ich nieświadomych  gestów i zachowań. Również sam Messing nie potrafił wytłumaczyć swoich zdolności. Miał jedno wielkie marzenie, którego  nie zdołał spełnić. Jak pisze Tatiana Łungina, autorka biografii „Wolf Messing – człowiek-zagadka”, już w latach 50. XX wieku prosił o zbieranie wszystkich wycinków dotyczących delfinów. Czytał, że te zwierzęta są w stanie uratować rannego czy nieprzytomnego człowieka. Zastanawiał się, jak go rozpoznają. Chciał przeprowadzić eksperyment, w którym dawałby, jedynie za pomocą myśli, polecenia tym morskim ssakom. Nie zdążył. 

Wolf Messing zmarł w Moskwie w 1974 r. Miał 75 lat. Chociaż prosił o ściągnięcie z USA wybitnego lekarza (za co chciał zapłacić z własnej kieszeni), władze radzieckie zignorowały to życzenie. Wszystkie jego dzienniki i notatki zostały skonfiskowane, a konta zablokowane przez państwo. Podczas sekcji zwłok w mózgu jasnowidza nie odkryto żadnych odchyleń od normy. Na pożegnanie trumnę z ciałem zmarłego umieszczono w Centralnym Domu Pracowników Sztuki. Pomnik na cmentarzu wystawiła mu dopiero wieloletnia przyjaciółka i biografka Tatiana Łungina. 

I choć Łungina pisze o Messingu jako o człowieku wielkiego serca i szlachetności, to w ekipie filmowej, która przygotowywała o nim film, nazwisko jasnowidza budzi niemały lęk. Kiedy w 2008 r. rosyjska telewizja zdecydowała się na realizację serialu „Wolf Messing – widzący poprzez czas”, aktorów zaczął prześladować niewytłumaczalny pech. Po rozpoczęciu zdjęć (z których część była robiona w Polsce, na Dolnym Śląsku) jeden z reżyserów filmu Walerij Uskow miał atak serca. To samo spotkało wkrótce współtwórcę serialu Władimira Krasnopolskiego: trafił do szpitala prosto z filmowego planu. Aktor Aleksandr Abdułow, który miał wcielić się w tytułowego Messinga, zmarł jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Kolejną ofiarą fatum był Roman Greczyszkin, jeden z odtwórców postaci Messinga – na kilka dni przed ukończeniem zdjęć zginął pod kołami samochodu ze swoją dziewczyną, gdy usiłowali przebiec przez moskiewską ulicę. Tragedia dotknęła też odtwórcę postaci Stalina Aleksieja Pietrenkę, który załamał się psychicznie po wiadomości o chorobie żony. W ekipie pojawiła się plotka, że za życia Wolf Messing nie życzył sobie, by ktoś wcielał się w jego rolę na scenie i w filmie. Do samego końca, a nawet po nim, pozostał tajemnicą.