Palma pierwszeństwa należy się Eldorado. Nazwa ta jest skrótem hiszpańskiego zwrotu „el hombre dorado”, czyli „człowiek olśniony złotem”

Kiedy 350 lat temu w chwilach wylewnej (i nadmiernej) szczerości Indianie opowiadali konkwistadorom, że gdzieś w okolicach dzisiejszej Bogoty (Kolumbia) żyje plemię, które codziennie składa ofiary bogu słońca, żaden z rdzennych Amerykanów zapewne nie przypuszczał, że oto daje sygnał do trwających najdłużej na świecie poszukiwań skarbów! Wedle legendy każdego ranka wódz plemienia miał namaszczać swe ciało olejkami, po czym był obsypywany od stóp do głów złotym pyłem. Tak „ozłocony” władca wypływał łodzią na środek jeziora, gdzie wraz z nadejściem pierwszych promieni słońca zanurzał się w wodzie i zmywał złoty pył. Dla przebłagania boga poddani z jego orszaku wrzucali jeszcze do jeziora złote przedmioty. Hiszpanów oszołomiła opowieść o Eldorado – państwie (lub władcy) tak bogatym, by stać je było na podobne marnowanie złota. W drugiej połowie XVI wieku ruszyli na jego poszukiwania obejmujące obszar od Brazylii po Wenezuelę i Peru. Mimo lat poszukiwań Eldorada jak nie było, tak nie ma. Obecnie za najbardziej obiecujące miejsce poszukiwań uważa się niezwykłe kolumbijskie jezioro Guatavita, powstałe w kraterze wygasłego wulkanu.