Tadeusz A. Kisielewski:

Informacja jednoźródłowa to żadna informacja – twierdzą analitycy wywiadu i historycy. Dwa lata temu opublikowałem relację („Zabójcy. Widma wychodzą z cienia”, REBIS 2006), którą powtórzyłem rok później („Gibraltar ’43”, Świat Książki, 2007).

Dotyczyła ona osoby rzeczywistego pilota Liberatora B-24, w którym wieczorem 4 lipca 1943 r. zginął gen. Władysław Sikorski.

Relację tę w 1979 r. panu X[1] złożył Jim Leach, były brytyjski pilot.
Brzmiała ona następująco:

– Co robiłeś podczas wojny?
– Byłem w Bomber Command – odparł Jim Leach i ochoczo podjął temat, wspominając różne przypadki ze swojej wojennej przeszłości.
– Jesteś inżynierem, musisz być obznajomiony z różnymi typami samolotów – skomentował X.
– Znam prawdopodobnie każdy nit w każdym samolocie, którym latałem.
– Całkiem niedawno wyszła książka głosząca, że zdarzenie w Gibraltarze, które kosztowało gen. Sikorskiego życie, nie było wypadkiem – powiedział X (mając na myśli wydaną 12 lat wcześniej książkę Davida Irvinga). – Co o tym myślisz?
– To nie był żaden wypadek.
– Jesteś tego pewien?
– Poproszono mnie, abym zgłosił się na ochotnika do tej roboty.
– Z iloma z was rozmawiano?
– Z pięcioma lub sześcioma.
– Ale ty się nie zgłosiłeś.
– Nie, początkowy projekt był samobójczy.
Chyba zgłosił się czeski pilot.
– Nie pamiętam żadnego czeskiego pilota.
– Więc pamiętasz, kto się zgłosił?
– Tak, to był „Świr” Johnson.
– Co ci powiedzieli, jak wyjaśniali?
– Powiedzieli nam, że generał Sikorski musi być usunięty, bo przeszkadza w wysiłku wojennym. Odmówił dojścia do porozumienia z marszałkiem Stalinem.
– Kim był „Świr” Johnson?
– Był Nowozelandczykiem albo Kanadyjczykiem, nie pamiętam.
– Co się z nim stało?
– Straciłem z nim kontakt. W czasie przeprowadzania z nami rozmowy był kapitanem. Dwa tygodnie później awansowano go na podpułkownika.
– Czy on jeszcze żyje?
– Wydaje mi się, że przypominam sobie, że później w czasie wojny zestrzelono go nad Niemcami.

[1] Nazwisko p. X zgodnie z jego życzeniem podałem tylko jednemu z czołowych polskich polityków. Ostatnio poznała je też ekipa prokuratorów IPN, prowadzących śledztwo w sprawie śmierci gen. Sikorskiego.

Tadeusz Kisielewski kilka lat temu dotarł do relacji Jima Leacha, pilota i członka Bomber Command. Twierdził on, że generał Sikorski nie zginął w wypadku ale w zamachu. Ujawnił postać „Świra” Johnsona – jednego z pilotów który mógł być zaangażowany w katastrofę samolotu. Idąc tym tropem, po kilku latach intensywnych poszukiwań Kisielewski dokonał niezwykłego odkrycia. Stwierdził, że „Świr” i Johnson to dwie różne osoby. Focus Historia przybliża ich sylwetki. Pierwszym jest James Edgar „Johnnie” Johnson, a drugim – George Frederick „Buzz” „Screwball” (Świr) Beurling, którego przydomek był w pełni uzasadniony. Każdy z nich – teoretycznie – mógł zaangażować się w ryzykowny lot związany z wodowaniem Liberatora B-24 AL 523 z gen. Sikorskim na pokładzie. Jakie były ich motywy? Który z dwóch podejrzanych miał lepsze powody żeby wziąć udział w akcji? Czy ta wiedza przybliża nas do odkrycia powodów śmierci generała? Odkrycia Kisielewskiego uzupełnia relacja zaufanej sekretarki generała Sikorskiego – Walentyny Pacewicz, która twierdziła, że w czasie identyfikacji zwłok generał miał obrażenia twarzy, które potem zniknęły.

Obok teorii Tadeusza Kisielewskiego przedstawiamy pogląd Justina Whiteleya, autora książki „Śmierć generała Sikorskiego” i wnuka bombardiera, który zginął z gen. Sikorskim. Wyśmiewa on spiskową teorię śmierci generała i twierdzi, że była dziełem przypadku.

A jak było naprawdę?