powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Aktywność

Ktoś właśnie przejął twoją dzielnicę. Na szczęście wystarczy wsiąść na rower

Mam wrażenie, że aplikacje sportowe przez lata skutecznie nauczyły nas jednego: każdą aktywność da się zamienić w tabelę. Kilometry, średnia prędkość, tętno, przewyższenie, moc, rekord na segmencie. Nawet spokojna niedzielna przejażdżka potrafi po powrocie wyglądać jak raport kwartalny małej spółki. INTVL proponuje coś znacznie bardziej dziecinnego. I właśnie dlatego pomysł wydaje mi się całkiem sprytny.

M
Monika Wojciechowska
52 min temu·4 minuty·
Ktoś właśnie przejął twoją dzielnicę. Na szczęście wystarczy wsiąść na rower

fot. ITVL

Chcesz czytać więcej treści jak „Ktoś właśnie przejął twoją dzielnicę. Na szczęście wystarczy wsiąść na rower"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Aplikacja, która wcześniej pozwalała biegaczom przejmować fragmenty prawdziwej mapy, dostała tryb Bike Mode. Od lipca mogą korzystać z niego również rowerzyści. Zasada przypomina trochę Pokémon Go, trochę strategiczną grę planszową rozciągniętą na całe miasto. Jedziemy, zamykamy trasą fragment mapy i zajmujemy teren. Problem w tym, że ktoś inny może później nam go odebrać. I nagle zwykła pętla wokół domu zaczyna mieć ciąg dalszy.

Zamiast KOM-a dostajemy własne małe imperium

Mechanika INTVL jest bardzo prosta. Trasa tworząca zamkniętą pętlę pozwala przejąć znajdujący się wewnątrz obszar. Możemy potem poszerzać swoje terytorium, wracać po utracone fragmenty albo próbować zabrać teren innym użytkownikom. Są lokalne pojedynki, rankingi, kluby i rozgrywka zespołowa. Mapa cały czas się zmienia, bo raz zdobyty teren nie zostaje przypisany do właściciela na wieczność.

fot. ITVL

Rower pasuje do takiej zabawy nawet lepiej niż bieganie. Pozwala w stosunkowo krótkim czasie przeciąć kilka dzielnic, objechać duży park czy zamknąć pokaźną pętlę wokół miasta. Łatwo sobie wyobrazić moment, w którym przed wyjazdem zamiast sprawdzać wyłącznie długość treningu zaczynamy kombinować: a gdybym dzisiaj skręciła dwie ulice wcześniej, przejechała przez tamto osiedle i wróciła drugą stroną?

To drobna zmiana motywacji, ale może mocno zmieniać samą jazdę.

Wreszcie aplikacja sportowa, której niewiele obchodzi, jak szybko jedziemy

INTVL ma jeszcze jedną cechę, którą szczególnie doceniam. Zdobywanie terenu nie zależy od prędkości. Nie trzeba ścigać się ze znajomym posiadającym rower za kilkadziesiąt tysięcy złotych, nogę zawodnika i podejrzanie dużo wolnego czasu. Liczy się trasa.

Dzięki temu w tej samej zabawie mogą uczestniczyć ludzie jeżdżący szosą, gravelem, rowerem miejskim czy po prostu wyskakujący wieczorem na kilkanaście kilometrów. Dla wielu osób taka motywacja może być przyjemniejsza niż kolejny komunikat o średniej prędkości niższej o 0,7 km/h niż tydzień temu.

Oczywiście rywalizacja nadal istnieje. Można porównywać wyniki, walczyć o miejsca w rankingach i działać w klubach. Tyle że ciężar przesuwa się z czystej wydolności w stronę strategii i eksploracji.

INTVL może nas wyciągnąć z rowerowej rutyny

I chyba właśnie tutaj widzę największy potencjał tej aplikacji. Większość osób regularnie jeżdżących na rowerze ma swoje utarte trasy. Są wygodne, znamy asfalt, skrzyżowania, ruch samochodowy i miejsca, w których trzeba uważać na dziurę wielkości małego oczka wodnego. Po pewnym czasie jeździmy nimi niemal automatycznie.

Gra oparta na zajmowaniu mapy daje powód, żeby tę rutynę przełamać.

fot. ITVL

Nagle boczna ulica przestaje być bezsensownym objazdem, bo może domknąć obszar. Droga, którą dotąd omijałyśmy, staje się interesująca, bo prowadzi na cudze terytorium. Dłuższy powrót do domu przestaje wyglądać jak strata czasu. Jeśli grywalizacja ma mnie gdzieś przekonywać, to właśnie tutaj. Nie do wykonania pięciu dodatkowych kliknięć w aplikacji zakupowej, lecz do przejechania kolejnych kilku kilometrów.

Gra jest już naprawdę duża

INTVL nie zaczyna przy tym od zera. Jeszcze przed uruchomieniem Bike Mode aplikacja przekroczyła 2,5 miliona pobrań w 182 krajach, a jej użytkownicy zdobyli ponad 3,5 miliona terytoriów. Rowerzyści i biegacze rywalizują na oddzielnych mapach, więc przewaga wynikająca z poruszania się na dwóch kołach nie psuje zabawy osobom przemierzającym miasto pieszo.

Aplikacja jest dostępna bezpłatnie na iOS i Androidzie, choć istnieje również opcjonalna wersja Pro. Aktywność można rejestrować telefonem albo synchronizować z popularnymi zegarkami i licznikami. Obsługiwane są między innymi urządzenia Garmin, Apple Watch, COROS, Polar, Suunto, Fitbit, Wahoo i Hammerhead. Z INTVL można również wysyłać aktywności do Stravy, choć synchronizacja w przeciwną stronę nie jest dostępna.

fot. ITVL

Twórcy przewidzieli też ustawienia prywatności, w tym profile prywatne oraz tryb anonimowy. Bieżąca lokalizacja użytkownika nie jest publicznie transmitowana. Przy grze opartej na prawdziwych trasach jest to szczegół zdecydowanie ważniejszy niż kolejna odznaka na profilu.

Czy potrzebujemy gry, żeby wyjść na rower?

Pewnie część rowerzystów wzruszy ramionami. Jeśli ktoś z własnej woli potrafi wstać o 5:30, zjeść owsiankę i przejechać 120 kilometrów przed obiadem, kolorowanie mapy raczej nie jest mu niezbędne do podtrzymania motywacji.

Tyle że większość ludzi funkcjonuje trochę inaczej.

Czasem potrzebujemy drobnego pretekstu, żeby ruszyć się z domu. Jednego celu więcej niż wykonanie treningu. Pokémon Go pokazało lata temu, że wirtualny punkt na ekranie potrafi wyprowadzić człowieka kilka kilometrów dalej, niż sam planował. INTVL wykorzystuje podobny mechanizm, tylko zamiast łapać stworki, zbieramy fragmenty miasta.

fot. ITVL

Mam tylko nadzieję, że użytkownicy zachowają trochę rozsądku. Żaden skrawek wirtualnego imperium nie jest wart wpychania się rowerem na ruchliwe skrzyżowanie albo wybierania kiepskiej drogi wyłącznie po to, żeby domknąć idealny wielokąt.

Poza tym pomysł kupuję. Zwłaszcza że aplikacje sportowe od dawna świetnie mierzą nasze aktywności, a znacznie rzadziej potrafią sprawić, żebyśmy naprawdę mieli ochotę wyjść z domu. Jeśli świadomość, że sąsiad właśnie przejął pół naszego osiedla, okaże się skuteczniejsza niż powiadomienie o niewykonanym treningu, trudno mi mieć o to pretensje.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Ktoś właśnie przejął twoją dzielnicę. Na szczęście wystarczy wsiąść na rower"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX