Spośród miliarda żyjących na całym świecie psów aż trzy czwarte to kundle. Przez wiele lat lekceważone, doczekały się wreszcie serii porządnych badań. Ich wyniki diametralnie zmieniły wizerunek tych psów. „Kiedy weźmie się pod uwagę wszystkie nowo odkryte fakty, to wyłania się obraz kundli jako superrasy” – opowiada „Focusowi” prof. Wiesław Bogdanowicz z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie.

To właśnie ten polski uczony kierował piętnastoosobowym międzynarodowym zespołem badawczym, który w listopadzie 2015 r. opublikował wyniki szeroko zakrojonych badan genetycznych kundli z całego świata.

Naukowcy zakładali, że to nie psy rasowe, ale właśnie te swobodnie żyjące – rozmnażające się z kim, kiedy i jak chcą – są najbardziej zbliżone do psiego praprzodka. Mieli nadzieję, że dzięki temu odkryją, skąd wziął się najwierniejszy przyjaciel człowieka.

 

Azjaci, którzy podbili Europę

Wcześniejsze badania genetyczne przynosiły bardzo zróżnicowane, nieraz sprzeczne ze sobą wyniki. Oczywiście nikt nie wątpił, że psy to udomowione wilki. Podkreśla to nawet ich łacińska nazwa: Canis lupus familiaris, czyli nie samodzielny gatunek, lecz jedynie podgatunek wilka (Canis lupus). Ale na tym zgoda miedzy uczonymi się kończyła. Gdy dochodziło do określenia, kiedy i gdzie dokładnie wilk stał się psem, to każdy zespół miał inne zdanie. Część badaczy wskazywała na Azję Wschodnią, inni na Bliski Wschód lub Europę. Nie było też zgody co do tego, kiedy nastąpiło udomowienie.

Z analiz DNA wynikało, że mogło się to stać równie dobrze 15 tys. lat temu, jak i 32 tys. lat temu. I gdy wydawało się, że już nie ma szans na uzgodnienie jednej wersji, ukazała się praca zespołu prof. Bogdanowicza. Jednoznacznie wskazała ona na Azję Wschodnią jako miejsce pochodzenia wszystkich dziś żyjących kundli, a jednocześnie wyjaśniła dotychczasową rozbieżność wyników.

 

Okazało się, że w dalekiej Azji psy są bezpośrednimi potomkami wilków udomowionych tam między 19 a 40 tys. lat temu. Ale ok. 10 tys. lat temu ruszyły one na wielką wędrówkę na zachód, by na Bliskim Wschodzie i w Europie zastąpić miejscowe psy. Dziś więc w zachodniej części Eurazji mieszkają potomkowie przybyszy ze wschodu, a nasze rodzime kundle wyginęły.

Te wnioski grupy prof. Bogdanowicza zupełnie niezależnie potwierdziły badania zespołu Gregera Larsona z University of Oxford opublikowane ponad pół roku później. Wielka analiza kopalnego DNA kości wielu psów wykazała, że wilki zostały udomowione niezależnie od siebie dwa razy: w Azji Wschodniej oraz w zachodniej Eurazji.

Ta publikacja bardzo ucieszyła prof. Bogdanowicza: „Jej autorzy wnioskują, że współczesne psy dotarły do Europy ze wschodniej Azji i w dużym stopniu wyparły genetycznie rodzime psy. To dokładnie ten sam wniosek, który my proponujemy na podstawie naszych badan” – mówi.

Zdaniem prof. Bogdanowicza zwierzęcy przybysze z Azji prawdopodobnie byli liczniejsi od swych europejskich kuzynów. „Liczba psów, zarówno tych mających właścicieli, jak i bezpańskich, jest zwykle proporcjonalna do liczby ludzi. A psy z Azji dotarły tu razem z neolitycznymi farmerami, których populacje były liczniejsze od społeczności zbieracko-łowieckich, zamieszkujących Europę przed wprowadzeniem rolnictwa” – wyjaśnia uczony.

 

„Nierasowy”, czyli zdrowy

Tak duża wiarygodność wyników badań zespół prof. Bogdanowicza zawdzięcza właśnie temu, że skupił się na kundlach. Większość czystych psich ras, których DNA jest znacznie częściej i chętniej analizowane, powstała w ciągu ostatnich kilkuset lat. Są więc one stosunkowo młode i jednocześnie mocno zmienione przez człowieka. Kundle zaś, bardziej zbliżone do psiego praprzodka, tworzą oddzielną grupę.

 

Nie są przy tym, jak kiedyś przypuszczano, mieszaniną różnych psich ras, lecz samodzielną, niezależną rasą genetyczną. Dokładniej te różnice miedzy nimi a czystymi rasami prof. Bogdanowicz i jego współpracownicy opisali w kolejnej pracy, która ukazała się pod koniec maja. Kundle mają geny sprzyjające lepszemu rozwojowi węchu (w tym wyczuwaniu feromonów, czyli informacji przekazywanych przez zwierzęta zapachami) oraz lepszemu działaniu układów rozrodczego i odpornościowego.

„U psów rasowych dobór płciowy jest ograniczony, bo partnerów do rozrodu wybiera im człowiek. Sprawnie pracujący system rozrodczy i sprawne rozpoznawanie feromonów nie są więc u nich tak ważne jak u kundli” – tłumaczy prof. Bogdanowicz. Psy rasowe mają też dostęp do opieki weterynaryjnej, a właściciele bardziej o nie dbają, dlatego dobry układ odpornościowy nie jest u nich tak potrzebny jak u bezpańskich kundli.

Różnice widać było też w genach kodujących cechy tzw. syndromu udomowienia. To zespół zmian, jakie pojawiają się u rozmaitych zwierząt w trakcie przejścia od dzikości do życia pod opieką człowieka. Polega to najczęściej na skróceniu pyska, zmniejszeniu wielkości zębów, obniżeniu poziomu agresji i zmniejszeniu uszu. „Syndrom udomowienia jest widoczny u większości psów, włącznie z kundlami. U psów rasowych jest on jednak bardziej wyraźny. Wynika to stąd, że cechy składające się na ten syndrom w skrajnej formie uniemożliwiają samodzielne przeżycie. Bardzo łagodny pies o bardzo krótkim pysku, małych zębach i »oklapłych« uszach, które pogarszają słuch, nie byłby w stanie sam polować ani nawet przegryźć kości” – opowiada prof. Bogdanowicz.

 

Kto tu kogo udomowił?

Takie informacje to miód na serce Raymonda i Lary Coppingerów, badaczy psów ze Stanów Zjednoczonych. W kwietniu tego roku ukazała się ich książka „What is a Dog?” („Czym jest pies?”), w której opisują tak zwane psy wiejskie. I choć Coppingerowie świadomie unikają określania ich mianem „kundli”, to jednocześnie opisują je jako zwierzęta rozmnażające się swobodnie, dobierające sobie samodzielnie partnerów do rozrodu. A to odpowiada definicji kundli przyjętej w publikacjach zespołu prof. Bogdanowicza.

 

„One są całkowicie poligamiczne. Liczba ojców szczeniąt z jednego miotu może być taka sama jak liczba szczeniąt w miocie” – mówił dr Coppinger w rozmowie z dziennikiem „The New York Times”.  Podkreślał przy tym, że już 10 tygodni po narodzinach takie psiaki potrafią się samodzielnie bronić. Mimo to większość z nich nie dożywa dojrzałości. To zaś oznacza, że w ich populacjach działa dobór naturalny – tak jak wśród ich wilczych praprzodków. Tyle że pcha te grupy w odmiennych kierunkach.

Już 15 lat temu Coppingerowie postawili hipotezę, że pies to nie jest wilk udomowiony przez człowieka, lecz wilk, który sam się udomowił. A wtedy panował jeszcze pogląd, że ludzie po prostu zabierali szczenięta z nor wilków, by je odchować i przystosować do swoich potrzeb. Tymczasem zdaniem amerykańskich uczonych dzikie wilki z własnej woli krążyły wokół ludzkich społeczności w poszukiwaniu odpadków z posiłków. To pchnęło ich ewolucje w stronę formy padlinożernej, zależnej od człowieka.

Do dziś właśnie tak żyje większość kundli. Jedzenia szukają na śmietnikach, a łasząc się i przymilając, wkradają się w łaski ludzi. Dlatego szczenięta kundli, przeciwnie do młodych wilcząt, nie są regularnie karmione przez dorosłych jedzeniem zwracanym z żołądka.

Nie muszą też być duże i na tyle silne, by powalić ofiarę. Właściwie nie muszą nic łapać ani zabijać. „Powinny umieć dojść do zgniłego melona i go zjeść, co potrafią zrobić, już mając dwa i pół miesiąca” – mówił dr Coppinger. Mają też dodatkową „supermoc”, którą nie dysponują wilki. Jest nią właśnie ich wygląd i przyjazne zachowanie wobec człowieka.

 

Jak kundel opanował psychologię

Za pomocą tej umiejętności psy potrafią tak sterować ludźmi, by ci poczuli przemożną chęć ich nakarmienia. Dr Raymond Coppinger jako przykład podał kobietę z Afryki Południowej, która trzymała dużo psów wokół domu. Na pytanie uczonego, jak to się stało, że ma ich tyle, odpowiedziała: „Nie wiem. Po prostu przychodzą”.

Podobną sytuację opisał także rosyjski uczony Andriej Pojarkow z Instytutu Ekologii i Ewolucji im. Siewiercowa, który obserwował bezpańskie psy w Moskwie. Podzielił je na kilka grup różniących się charakterem, sposobem zdobywania pożywienia oraz stosunkiem do ludzi. Jedną z nich nazwał „żebrakami” i podziwiał za świetną znajomość psychologii. Wydawało się, że większość czasu spędzały drzemiąc.

Wystarczyło jednak, by w pobliżu pojawił się jakiś człowiek, najczęściej starsza pani, a kundle natychmiast podrywały się i przyjaźnie merdały ogonem. Zwykle w zamian dostawały trochę jedzenia. Jeszcze inteligentniejsza grupę Pojarkow namierzył w moskiewskim metrze. Spośród około 500 psów, które tam zamieszkiwały, blisko 20 weszło zdaniem uczonego na najwyższy poziom rozwoju: nauczyły się jeździć podziemnymi pociągami.

Wsiadały do wagonu, a potem, po zapachu, upływie czasu oraz puszczanych w pociągu nagraniach z nazwami, rozpoznawały stacje, na której chcą wysiąść. Może właśnie dzięki inteligencji, znajomości psychologii człowieka oraz większej odporności i sprawności kundle osiągnęły niezwykły sukces rozrodczy, nieporównywalny z żadną inną rasą. Dlatego określenie „kundel” powinno być  powodem do dumy, a nie wstydu.