Pod koniec 2025 roku łazik użył diod LED do oświetlenia fragmentu marsjańskiego gruntu. Efekt? Unikalne, nocne ujęcie, które nie jest jedynie kosmiczną pocztówką. Ukrywa się za nim konkretny, naukowy cel.
Światło w marsjańskiej ciemności
Do tego nocnego przedsięwzięcia wykorzystano kamerę MAHLI, zamontowaną na robotycznym ramieniu łazika Curiosity. To niezwykłe narzędzie, które oprócz białego światła LED emituje również promieniowanie ultrafioletowe. Standardowo służy do zaglądania w głębokie cienie, otwory wiertnicze czy do wnętrza rur laboratoryjnych łazika. Tym razem jej zadaniem było dokładne zbadanie ścian odwiertu w skale nazwanej Nevado Sajama.

Otwór ten wykonano kilka tygodni wcześniej i okazał się wyjątkowo gładki. Dla planetologów to istotna różnica w porównaniu z wcześniejszymi, szorstkimi i zapylonymi wierceniami. Gładka powierzchnia pozwala dostrzec subtelne warstwy geologiczne, które są jak strony księgi historii Marsa.
Historia problemów i nieoczekiwanych rozwiązań
Operacje wiertnicze prowadzone przez Curiosity od początku nie były prostym zadaniem. Po awarii mechanizmu posuwu wiertła w 2016 roku, inżynierowie musieli opracować nową metodę zupełnie od podstaw. Tak narodziła się technika „feed extended drilling”. Polega ona na tym, że to ramię robota, a nie wewnętrzny mechanizm, posuwa wiertło do przodu. Cały proces jest kontrolowany przez czujniki siły, które mają zapobiegać zakleszczeniu.
Niestety, nowa metoda przez długi czas miała istotną wadę. Powstałe otwory były zbyt nieregularne i pełne pyłu, co uniemożliwiało precyzyjne badania. Przełom nastąpił dopiero w listopadzie 2025 roku, gdy udało się wywiercić niemal idealny otwór. To pokazuje, jak żmudne bywa dostosowywanie ziemskich technologii do obcego świata.
Pajęczyny na Czerwonej Planecie
Miejsce pracy łazika Curiosity nie jest przypadkowe. Region, w którym znajduje się skała Nevado Sajama, jest naznaczony intrygującymi formacjami. Z orbity struktury te przypominają gigantyczne, mineralne pajęczyny. Naukowcy uważają, że to efekt erozji miększego materiału skalnego, który odsłonił twardsze żyły minerałów.
Nocne, sztuczne oświetlenie daje zupełnie nową perspektywę. Światło z LED-ów wnika w szczeliny i zakamarki, odsłaniając detale niewidoczne w marsjański dzień. To tak, jakby zamiast patrzeć na jaskinię z daleka, wejść do jej środka z mocną latarką.
Co widać na marsjańskim niebie?
Gdybyśmy mogli stanąć obok Curiosity po zachodzie słońca, nasze niebo wydawałoby się dziwnie znajome. Widzielibyśmy te same konstelacje, co na Ziemi. Orion czy Kasjopeja wyglądają praktycznie identycznie, ponieważ Mars jest na tyle blisko, że paralaksa nie zniekształca ich kształtów. Jednak marsjańska północ nie wskazuje na Gwiazdę Polarną, ale na gwiazdę Alderamin w gwiazdozbiorze Cefeusza.
Czystość marsjańskiego nieba można porównać do ziemskich, odległych pustyń. Brak świateł miast sprawiłby, że Droga Mleczna prezentowałaby się niesamowicie. Z drugiej strony, pył zawieszony w atmosferze przyciemnia gwiazdy nisko nad horyzontem, a okresowe, globalne burze pyłowe potrafią na długo zasłonić cały firmament.
Misja łazika Curiosity trwa już niemal 14 lat. Każde takie nocne zdjęcie to nie tylko fotograficzna ciekawostka. To przede wszystkim kolejne narzędzie, które pomaga składać w całość geologiczną układankę Marsa. Zebrane dane są nieocenione, choć każdy kolejny sukces przypomina też o kruchości naszej technologii w tak nieprzyjaznym środowisku. To krok po kroku, często metodą prób i błędów, przygotowujemy grunt pod dzień, gdy na tej czerwonej ziemi staną ludzie.
