Dziś tę legendę bierze na warsztat południowoafrykańskie Cape Advanced Vehicles. Firma od lat buduje repliki GT40, ale nowy GT MkII nie chce być kolejnym samochodem dla purystów, którzy przez pół godziny oglądają nitowanie nadwozia, a potem spierają się o odcień lakieru. To współczesny supersamochód przebrany za jedną z najważniejszych wyścigowych ikon XX wieku. I trzeba przyznać, że w tym przebraniu jest dużo bezczelności, ale też sporo sensu.
GT40 w nowoczesnym wydaniu
Oryginalny Ford GT40 powstał z bardzo konkretnej potrzeby. Ford chciał wygrać 24-godzinny wyścig Le Mans i pokazać Ferrari, że amerykańska firma nie musi ograniczać się do produkcji dużych sedanów i pickupów. W 1966 roku plan wypalił spektakularnie – GT40 zajął całe podium, zamykając jeden z najbardziej pamiętnych rozdziałów w historii wyścigów długodystansowych.
Tyle że samochody z tamtej epoki mają jedną niewygodną cechę: są cudowne z daleka i znacznie mniej romantyczne, gdy trzeba naprawdę z nimi żyć. Oryginalne GT40 było głośne, gorące, ciasne i wymagające. Wsiadanie do środka przypominało raczej negocjowanie z bardzo małą metalową puszką niż elegancki rytuał kierowcy supersamochodu. To część jego uroku, jasne. Ale po kilku kilometrach nawet największy miłośnik historii może zatęsknić za hamulcami, które reagują przewidywalnie, i układem chłodzenia, który nie zamienia kabiny w piekarnik.

CAV postanowiło więc stworzyć samochód dla ludzi, którzy chcą patrzeć na GT40, słuchać V8 i mieć wrażenie, że właśnie uciekli z padoku Le Mans, ale jednocześnie nie chcą przy tym odbywać kursu mechaniki zabytkowych wyścigówek.
Pod retro karoserią mieszka Audi R8
Najciekawsza rzecz dzieje się tam, gdzie zwykle nikt nie zagląda podczas pierwszego zachwytu nad sylwetką. GT MkII ma aluminiowo-karbonową konstrukcję i napęd na cztery koła, a jego proporcje oraz część elementów kabiny sugerują pokrewieństwo z Audi R8. CAV nie przedstawia tej sprawy wprost jako rodzinnego albumu ze zdjęciami dawcy, ale trudno nie zauważyć, że niemiecki supersamochód zostawił tu po sobie wyraźne ślady.

I szczerze mówiąc, nie widzę w tym żadnego problemu. Wręcz przeciwnie. W świecie restomodów zbyt często spotykamy samochody, które próbują jednocześnie zachować dawny charakter i udowodnić, że są nowoczesne. Efekt bywa podobny do remontu starej kamienicy, w której zostawiono piękną klatkę schodową, ale do każdego mieszkania prowadzą drzwi z plastiku. Tutaj decyzja jest czytelna: historyczna forma ma być emocjonalnym punktem wyjścia, a mechanika ma dawać kierowcy realną pewność siebie.
GT MkII korzysta z 4,2-litrowego V8 z dwoma sprężarkami mechanicznymi. Moc wynosi 800 KM, moment obrotowy 880 Nm, a deklarowane przyspieszenie od 0 do 100 km/h ma zajmować około 3 sekund. Maksymalna prędkość przekracza 330 km/h. Do tego dochodzą regulowane amortyzatory KW, hamulce Brembo, aktywny wydech z Inconelu oraz pakiet systemów bezpieczeństwa, których w klasycznym GT40 oczywiście nikt nawet nie próbował sobie wyobrażać.
Czy to jeszcze Ford? I czy naprawdę musi nim być?
W nazwie nie ma Forda. Oficjalnie CAV nie próbuje sprzedawać tego auta jako ciągu dalszego fabrycznej historii, choć wizualne odwołania są aż nadto czytelne. Zostają charakterystyczne proporcje, nisko poprowadzona linia dachu, duże boczne wloty powietrza, okrągłe tylne lampy i wyścigowe malowania, które od razu uruchamiają wszystkie skojarzenia z Le Mans.
A jednak GT MkII jest czymś osobnym. Bardziej przypomina współczesną interpretację kultowego utworu niż jego wierny cover. Znasz melodię od pierwszych sekund, rozpoznajesz rytm, ale po chwili okazuje się, że ktoś podmienił instrumenty, podkręcił tempo i dodał bas, który może przewrócić meble w salonie.

Mam wrażenie, że właśnie tak powinny wyglądać dobrze zrobione restomody. Nie chodzi o to, by odtworzyć przeszłość z nabożnością godną rekonstrukcji historycznej. Chodzi o uchwycenie emocji, które sprawiły, że dane auto w ogóle stało się legendą. GT40 nigdy nie był wyłącznie zbiorem wymiarów, części i wyścigowych wyników. Był samochodem zbudowanym z ambicji, uporu i bardzo amerykańskiej potrzeby wygrania sporu w sposób, który wszyscy zapamiętają.
CAV zachowuje tę energię. Tylko zamiast walczyć z Ferrari na Circuit de la Sarthe, buduje samochód dla klienta, który chce mieć w garażu coś bardziej wyrazistego niż kolejny seryjny supersamochód w matowej szarości.
Limitowana legenda dla bardzo wąskiego grona
Powstanie zaledwie 40 egzemplarzy GT MkII w jubileuszowej serii związanej z 60. rocznicą zwycięstwa Forda w Le Mans. Dwadzieścia aut otrzyma lakier Miles Blue Metallic widoczny na pierwszych zdjęciach, reszta pojawi się w dwóch innych wariantach rocznicowych. Ceny nie ujawniono, co w świecie takich samochodów zwykle oznacza, że osoby pytające o budżet prawdopodobnie i tak powinny skupić się na plakatach.

Ale nawet jako motoryzacyjna fantazja GT MkII ma w sobie coś odświeżającego. Nie udaje pamiątki po latach 60. Nie staje na palcach, żeby przekonać nas, że da się bezkarnie przenieść dawną technikę do współczesności. Bierze historię Forda GT40, przepuszcza ją przez filtr dzisiejszych oczekiwań i wychodzi z autem, które może trochę drażnić purystów, ale przynajmniej ma własny charakter.
A w motoryzacji pełnej samochodów projektowanych tak, by nikogo przypadkiem nie urazić, charakter stał się towarem znacznie rzadszym niż 800 KM.
