I przyznam, że ten kierunek rozumiem, nawet jeśli mam przy nim małą obawę, czy każda dziecięca fantazja naprawdę musi dziś dostać czujnik, dźwięk i aktualizację przez aplikację.
LEGO i The Pokémon Company pokazały dwanaście nowych zestawów z systemem SMART Play. Trafią do sprzedaży 1 sierpnia 2026 roku, a ich przedsprzedaż już ruszyła. W serii pojawią się między innymi Pikachu, Charizard, Squirtle, Gengar, Mewtwo, Eevee, Mew, Bulbasaur, Charmander i kilka postaci z nowszych generacji. Technologia opiera się na SMART Bricku, który reaguje światłem, dźwiękiem, ruchem i odczytywaniem specjalnych tagów, bez ekranów w samej zabawie.
Pokémon wraca do dziecięcej ręki, ale z elektroniką w środku
Pomysł jest bardzo prosty i właśnie dlatego może się sprawdzić. Zbudowany Pikachu nie musi już tylko stać i wyglądać uroczo. Można go karmić klockową kanapką ze specjalnym tagiem, trenować, wprowadzać do walki, a Charizarda nawet połaskotać, żeby odpowiedział dźwiękiem.
To nadal fizyczna zabawa, ale z dorzuconą warstwą reakcji, która przypomina dzieciom, że Pokémony od zawsze były czymś więcej niż figurką. One miały być towarzyszami, przeciwnikami, partnerami do treningu, czasem lekko absurdalnymi stworzeniami, z którymi człowiek z jakiegoś powodu chciał spędzić setki godzin.
W tym tkwi siła tego połączenia. Pokémon ma 30 lat i nie starzeje się jak wiele popkulturowych marek, które po latach wyglądają jak odgrzewany plakat z pokoju nastolatka. Ten świat wciąż działa, bo opiera się na fantazji: złapać, oswoić, trenować, sprawdzić się w pojedynku. LEGO dokłada do tego drugą równie silną obietnicę: własnoręcznie zbudować kawałek świata. Gdy te dwie rzeczy się spotykają, trudno udawać zaskoczenie, że rodzice i kolekcjonerzy zaczynają nerwowo sprawdzać koszyki zakupowe.

Cena za bycie trenerem nie będzie symboliczna
Najtańsze kompatybilne zestawy na stronie LEGO startują od 61,99 zł. Większe komplety idą znacznie wyżej: Training House with Pikachu kosztuje 299,99 zł, a Charizard vs. Jolteon Ultimate Battle 519,99 zł.
I tu kończy się niewinność hasła o powrocie do zabawy. Bo owszem, interaktywne klocki brzmią świetnie, ale cały system dość szybko może zacząć przypominać małą infrastrukturę domowego uniwersum: jeden zestaw bazowy, kolejne rozszerzenia, tagi, kompatybilność, ładowarka, aktualizacje. Dla dzieci to magia. Dla rodziców – kolejna kategoria rzeczy, o których trzeba pamiętać, pilnować i najlepiej jeszcze nie nadepnąć na nie w nocy.
LEGO przynajmniej próbuje zrobić coś, co ma związek z ruchem, dotykiem i odgrywaniem scen, zamiast pchać dziecko w kolejną aplikację. To ważna różnica. Smart Brick nie zastępuje budowania, tylko dodaje reakcję po złożeniu modelu. Pytanie, czy ta reakcja będzie zachętą do wymyślania własnych historii, czy raczej zamieni zabawę w serię zadań, które trzeba wykonać zgodnie z pomysłem producenta?
Kolekcjonerzy dostaną swoje, dzieci może nawet więcej
LEGO od dawna świetnie rozumie dorosłych fanów, czasem aż za dobrze. Wystarczy spojrzeć na ceny dużych zestawów kolekcjonerskich i skalę emocji wokół premier. Tradycyjne zestawy Pokémon, które pojawiły się wcześniej, wywołały tak duże zainteresowanie, że strony firm miały problemy z obsługą ruchu, a drogie modele z klasycznymi stworzeniami szybko stały się obiektami pożądania.
Nowa linia SMART Play ma jednak inną energię. Grubsze, bardziej wytrzymałe konstrukcje mają znosić walki, potrząsanie i częstsze używanie. To dobry sygnał, bo zabawka, której dziecko boi się dotknąć po złożeniu, jest trochę smutnym triumfem dorosłej estetyki nad dziecięcą wyobraźnią. Oczywiście wciąż znajdą się osoby, które kupią Charizarda i Jolteona tylko po to, by ustawić ich na półce. Mają do tego pełne prawo. Ale cała idea SMART Play sugeruje, że LEGO chce odzyskać tę część zabawy, która brudzi dywan okruchami i wymaga wolnego miejsca na podłodze.

Technologia w zabawce: pomoc czy kolejne prowadzenie za rękę?
Mam mieszane uczucia wobec zabawek, które odpowiadają, świecą i interpretują ruch. Z jednej strony dzieci kochają reakcję. Gdy przedmiot odpowiada na gest, świat wydaje się bardziej żywy. Z drugiej – nadmiar gotowych efektów potrafi zawęzić wyobraźnię. Dawniej jeden klocek mógł być kanapką, telefonem, kamieniem i częścią statku kosmicznego. Teraz tag mówi, czym jest, a elektronika potwierdza, czy zabawa została poprawnie rozpoznana.
W przypadku Pokémonów ta granica wydaje się jednak dość naturalna. Cały ten świat od początku opiera się na regułach, typach, treningu i pojedynkach. Jeśli jakaś marka dobrze znosi mechanikę gry przeniesioną do fizycznej zabawki, to właśnie ta. Ważne, żeby system zostawił dzieciom miejsce na głupie scenariusze, nieprzewidziane sojusze i walki, w których Bulbasaur ląduje w domku dla lalek, bo akurat tam rozgrywa się najważniejszy turniej dnia.
