Nowy Lelit MaraX3 świadomie idzie jeszcze krok dalej. Dostaje system Pagaia, który pozwala ręcznie kształtować przepływ wody podczas ekstrakcji. Można więc ingerować w przebieg parzenia już w trakcie przygotowywania espresso, zamiast polegać wyłącznie na ustawieniu ekspresu przed naciśnięciem przycisku.
Pagaia pozwala sterować ekstrakcją ręką
Najważniejszą nowością jest opatentowany system Pagaia. Przy grupie znalazła się niewielka dźwignia, której położenie wpływa na pracę pompy i przepływ wody.
Obrót zgodnie z ruchem wskazówek zegara zwiększa przepływ, ruch w przeciwnym kierunku go ogranicza. Barista może więc łagodniej rozpocząć ekstrakcję, później zwiększyć intensywność przepływu albo zmniejszyć ją pod koniec.
Dla osoby, która korzysta z gotowych ustawień ekspresu, może to brzmieć jak dokładanie kolejnej rzeczy do pilnowania. Przy kawach specialty otwiera jednak sporo możliwości. Jasno palone ziarna potrafią zachowywać się zupełnie inaczej niż klasyczne włoskie mieszanki, a zmiana profilu przepływu pozwala eksperymentować z ekstrakcją bez zmiany wszystkich pozostałych parametrów.
W środku nadal znajdziemy dobrze znaną filozofię MaraX
MaraX3 korzysta z grupy L58E kompatybilnej z akcesoriami Lelit58. W środku pracuje system HX z wymiennikiem ciepła i obiegiem termosyfonowym, kontrolowany przez podwójną sondę.
Kocioł ma pojemność 1,8 litra, natomiast zbiornik na wodę mieści 2,5 litra. Użytkownik może wybierać między trzema ustawieniami temperatury – Warm, Hot i Extra Hot – oraz dwoma trybami pracy Xmode, z których jeden kładzie większy nacisk na przygotowanie kawy, a drugi na parę.
Jest też funkcja Steam Boost, podwójny manometr pokazujący ciśnienie pompy i pary oraz wielokierunkowa dysza parowa z trzema otworami.
Nie jest to konstrukcja typu dual boiler, więc osoba przygotowująca serię mlecznych napojów może nadal zainteresować się bardziej rozbudowanymi modelami. MaraX od początku zajmowała jednak ciekawe miejsce pomiędzy prostszymi ekspresami jednogrupowymi a większymi maszynami przeznaczonymi dla mocno zaangażowanych domowych baristów.
Lelit wreszcie potraktował wygląd równie poważnie, jak kawę
Starsze ekspresy tej marki bywały bardzo funkcjonalne, ale nie zawsze zdobywały konkurs piękności na kuchennym blacie. MaraX3 rozpoczyna nowy język stylistyczny Lelita i różnicę widać od razu.
Do wyboru są stal szczotkowana, czerń i biel. Wersja stalowa otrzymuje elementy z przydymionego dębu, natomiast czarna i biała korzystają z drewna zebrano. Drewniane są między innymi uchwyty zaworów, dźwignia Pagaia, elementy kolby, tamper i nawet wysokie nóżki.

Producent nadał im wielopłaszczyznowy kształt przypominający oszlifowany kamień. Z boku pojawia się polerowany stalowy pas, a tacka ociekowa została przeprojektowana.
Całość jest nadal bardzo techniczna, ale mniej przypomina niewielką maszynę gastronomiczną przeniesioną do domu. Przy ekspresie, który ma 53,5 cm głębokości i waży 18,3 kg, to ma znaczenie. Takiego sprzętu raczej nie będziemy codziennie chować do szafki.
Nadal trzeba wiedzieć, co się robi
MaraX3 nie prowadzi użytkownika za rękę za pomocą dużego ekranu i dziesięciu automatycznych receptur. Temperaturę wybiera się z kilku zakresów, ciśnienie obserwuje na analogowych manometrach, a przepływem steruje mechanicznie wyglądająca dźwignia.
To podejście może być zaletą albo wadą zależnie od tego, czego oczekujemy od ekspresu. Jeśli celem jest kawa po naciśnięciu jednego przycisku, rynek oferuje dziesiątki prostszych rozwiązań. MaraX3 daje natomiast narzędzia do świadomego wpływania na wynik. Każda zmiana mielenia albo ustawienia Pagaia może przynieść inną filiżankę.
Takie urządzenia mają ciekawą właściwość – po zakupie łatwo odkryć, że ekspres był dopiero początkiem wydatków. Za chwilę zaczynamy interesować się lepszym młynkiem, precyzyjną wagą, dystrybucją przemiału i wodą o odpowiednim składzie mineralnym.
Drogo, jak za wejście w bardziej świadome espresso
Na europejskim rynku MaraX3 kosztuje 1 649 euro, czyli około 7 230 zł. W pudełku znajduje się dwuwylewkowa kolba Lelit58, kilka sit opracowanych wspólnie z IMS, tamper z drewnianym uchwytem, filtr zmiękczający wodę oraz podstawowy zestaw do czyszczenia.
To spory wydatek, choć rynek domowego espresso bez problemu potrafi zaprowadzić kupującego znacznie wyżej. MaraX3 wydaje się szczególnie interesująca dla osoby, która wyrosła już z prostszego ekspresu, ale nadal nie chce stawiać w kuchni ogromnej maszyny z kilkoma bojlerami i cyfrowym centrum dowodzenia.
Najbardziej przekonuje mnie jednak sposób, w jaki Lelit połączył dwie rzeczy zwykle traktowane oddzielnie. Pagaia daje więcej możliwości technicznych, a nowy projekt sprawia, że ekspres przestaje wyglądać jak urządzenie kupione wyłącznie dla parametrów.
