Focus: Po co nam psychologia moralności?

Jonathan Haidt: Po to, żeby zrozumieć, jakim cudem jest fakt, że jako ludzkość możemy współpracować z osobami, które nie są naszymi krewnymi. Pani i ja siedzimy przy stole, chociaż nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. Jednak pracujemy razem, aby przeprowadzić wywiad.

Pszczoły by tego nie zrobiły.

- Ani inne zwierzęta. Tylko my jesteśmy do tego zdolni. Wierzę, że moralność człowieka pojawiła się w momencie, kiedy od życia w małych grupach łowców-zbieraczy, krewniaków i rodzin przeszliśmy do tworzenia większych plemion. To wtedy właśnie moralność zaczęła regulować powstawanie zespołów i koalicji opartych nie na pokrewieństwie genetycznym, ale na wspólnym interesie.

Czym więc jest moralność?

- Jest sposobem ograniczania indywidualnego egoizmu, źródłem porządku, który pozwala na współpracę z innymi. I jeżeli ktoś mnie oszukuje, moralność każe mi powiedzieć: „z tobą nie chcę się już spotykać i powiem innym, jak łamiesz zasady”. Moralność pojawiła się w ramach naszego stawania się „człowiekiem współpracującym”.

Jako psycholog moralności bada pan życie polityczne. Co pan sądzi o polityce w Polsce? My raczej nie mamy o niej dobrego zdania.

Cóż, każdy kraj ma swoją własną sytuację, swoją historię. W niektórych krajach istnieje np. większa skłonność do przemocy fizycznej w dziedzinie polityki, czego – z moich obserwacji – nie można powiedzieć o Polsce. Politycy nie biją się między sobą, prawda?

Nie, walczą raczej psychologicznie i na słowa.

Wobec tego Polska jest zdecydowanie normalnym krajem.  Niestety, waszą słabością jest fakt, że nie dyskutujecie na temat naprawdę ważnych spraw, można by powiedzieć – egzystencjalnych, tylko skupiacie się na zagadnieniach z przeszłości. Jestem przekonany, że musi upłynąć wiele lat, zanim w ogóle dojdziecie do porozumienia. Możliwe, że stanie się to po zmianie pokoleniowej wśród polityków, jeżeli do głosu dojdą dzisiejsi trzydziestolatkowie i dwudziestolatkowie...

Przykro stwierdzić, ale niedawno trzydziestoparoletni poseł prawicy zawiódł swoich wyborców, sprzeniewierzając ich pieniądze na prywatne podróże.

- Wielu ludzi wchodzi do polityki z powodów czysto ideowych – chcą zmieniać rzeczywistość na lepsze. Polityka przyciąga jednak również sporą liczbę mężczyzn (nie kobiet!), którzy pragną podnieść poczucie własnej wartości, są żądni władzy i sławy. Zawsze mamy do czynienia z miksem tych dwóch rodzajów osobowości. Ci drudzy nie są może tak całkiem zdemoralizowani, ale jeżeli nie czują nad sobą należytej kontroli, funkcjonują w wadliwym, nieprzejrzystym systemie, niesłychanie szybko stają się toksyczni i chętnie sięgają po korzyści, np. finansowe.  W USA wielu wspaniałych ludzi idzie do polityki, po czym przekonują się, że jest ona oparta na nieuczciwych podstawach i żeby wygrać wybory, muszą nauczyć się grać nie fair. Dlatego moja rada jest taka: nie ganić ludzi, ale przyglądać się systemowi, który zmusił ich do tego typu zachowań bądź je ułatwił.