Liv od dawna przekonuje, że można podejść do sprawy poważniej. Marka należąca do grupy Giant projektuje rowery z myślą o kobiecej anatomii, mniejszych rozmiarach i innych proporcjach ciała. Nowy Flourish E+ jest kolejną próbą udowodnienia, że takie założenie nadal ma sens. Choć po bliższym przyjrzeniu się widać również, jak cienka bywa granica pomiędzy faktycznym dopasowaniem a dobrze opakowaną specjalizacją.
Ten kosz mówi o rowerze więcej niż silnik
Pierwsze spojrzenie zatrzymuje się na dużym przednim bagażniku. Ma około 38 cm długości, 35 cm szerokości, 17 cm wysokości i pomieści ładunek ważący do 15 kg. Można wrzucić do niego torbę, zakupy, plecak albo rzeczy potrzebne podczas całego dnia poza domem. W droższym wariancie dochodzi jeszcze klasyczny bagażnik z tyłu.
Lubię takie rozwiązania, ponieważ przypominają, że miejski rower ma przede wszystkim pomagać. Łatwo zachwycić się mocniejszym silnikiem, kolejnym trybem wspomagania albo ekranem przypominającym mały smartfon. W codziennym użytkowaniu równie istotne okazuje się miejsce, w którym można położyć ciężką torbę i spokojnie ruszyć dalej.

Przedni bagażnik został zamocowany do główki ramy, więc pozostaje nieruchomy podczas skręcania kierownicą. Poprawia to stabilność przewożonego ładunku, lecz pociąga za sobą pewien kompromis. Umieszczona pod nim lampka również nie podąża za ruchem kierownicy. Światło nadal oświetla drogę, ale na krętych odcinkach może padać trochę obok miejsca, w które właśnie kierujemy rower. Drobiazg, choć w konstrukcji nastawionej na miejską praktyczność wypada go odnotować.
Komfort potraktowano tutaj bardzo serio
Flourish E+ ma niski i szeroki przekrok, który ułatwia wsiadanie oraz szybkie podparcie się nogą podczas postoju. Wyprostowana pozycja ogranicza obciążenie pleców, karku i nadgarstków, a regulowany mostek pozwala dopasować ułożenie kierownicy. Taki rower nie zachęca do wciskania łokci, pochylania tułowia i ścigania się spod świateł. Ma prowadzić się spokojnie, przewidywalnie i bez konieczności zakładania sportowego stroju na każdą podróż.

Na nierównościach pomagają amortyzowany widelec SR Suntour o skoku 63 mm, amortyzowana sztyca oraz szerokie opony 27,5 x 2,2 cala. Zestaw wydaje się rozsądnie skrojony pod kostkę brukową, popękany asfalt, krawężniki i ścieżki rowerowe, które po zimie wyglądają czasem jak test zawieszenia. Producent nie budował miejskiej kanapy na dwóch kołach, ale zdecydowanie potraktował wygodę jako jeden z głównych punktów programu.
55 Nm w mieście wystarczy
Za wspomaganie odpowiada centralny silnik Giant SyncDrive Core 2. Oferuje 55 Nm momentu obrotowego, moc szczytową 300 W oraz wspomaganie sięgające 300%. Na tle jednostek rozwijających 85, 90 czy ponad 100 Nm te liczby mogą wyglądać skromnie. Tyle że Flourish E+ powstał do dojazdów, zakupów i spokojnych wycieczek, a nie do wciągania ciężkiego roweru na górskie serpentyny.

Mam wrażenie, że pogoń za coraz większym momentem obrotowym zaczyna przypominać wyścig na megapiksele w smartfonach. Liczby rosną, choć wielu użytkowników rzadko wykorzystuje pełnię możliwości. W typowym mieście 55 Nm powinno sprawnie pomóc podczas ruszania, jazdy z bagażem i pokonywania umiarkowanych podjazdów. Przy okazji łagodniejszy silnik może rozsądniej obchodzić się z energią.
W zależności od rynku i wersji Liv oferuje akumulatory o pojemności 500, 625 lub 800 Wh. Wariant opisywany na rynku europejskim korzysta między innymi z baterii EnergyPak Smart 625. Producent deklaruje zasięg od około 60 do 140 km, zależnie od warunków, obciążenia, terenu i wybranego poziomu wspomagania. Funkcja Smart Assist automatycznie dopasowuje jego siłę do nacisku na pedały oraz przebiegu trasy.
Miejski rower coraz lepiej wie, kiedy ktoś go zabiera
Na kierownicy znalazł się niewielki wyświetlacz RideControl Dash 2. Pokazuje poziom naładowania baterii, tryb wspomagania i podstawowe dane z jazdy. Użytkowniczka może samodzielnie zdecydować, jakie informacje pojawią się na poszczególnych ekranach.

Większe znaczenie ma jednak Smart Gateway 2.0 z funkcją E-Lock. Po aktywowaniu cyfrowej blokady wyłącza się wspomaganie silnika, a próba poruszenia roweru uruchamia sygnał ostrzegawczy. Flourish E+ współpracuje także z siecią Apple Find My, co pozwala sprawdzić jego położenie za pomocą urządzeń Apple.
Oczywiście elektronika nie zastąpi solidnego zapięcia. Złodziej raczej nie zrezygnuje ze swojego planu po przeczytaniu specyfikacji aplikacji. Cyfrowa blokada i lokalizacja zwiększają jednak szanse na reakcję, a przy rowerze kosztującym kilkanaście tysięcy złotych trudno uznać je za zbędny dodatek.
Ile kobiecego projektu faktycznie znalazło się w ramie?
Liv oferuje Flourish E+ w rozmiarach od XS do M. Wszystkie korzystają z kół 27,5 cala, podczas gdy zbliżony konstrukcyjnie Giant Newtour E+ występuje w większych rozmiarach i na kołach 28-calowych. Zastosowano też krótsze korby o długości 160 lub 165 mm zamiast 170 mm. Takie zmiany mogą ułatwić dopasowanie roweru niższym osobom i poprawić naturalność pedałowania.
Różnice kończą się jednak wcześniej, niż sugerowałaby opowieść o konstrukcji całkowicie podporządkowanej kobietom. Szerokość kierownicy i chwyty są podobne jak w modelu Gianta, a długość mostka w niektórych rozmiarach może wręcz zastanawiać. Krótszy wzrost często idzie w parze z krótszym tułowiem, tymczasem Liv zastosował mostki osiągające nawet 110 mm.
Dlatego bardziej przekonuje mnie myślenie o Flourish E+ jako o rowerze dla niższych osób szukających komfortowej geometrii niż jako o konstrukcji przeznaczonej wyłącznie dla jednej płci. Kobiety mogą być jego główną grupą odbiorców, lecz wielu mężczyzn o mniejszym wzroście również doceniłoby niski przekrok, kompaktowe koła i krótsze korby. Anatomia bywa bardziej skomplikowana niż podział katalogu na dwie zakładki.

Cena nie należy do niskich, ale ma swoje uzasadnienie
W Europie pojawiają się dwa główne warianty. Liv Flourish E+ 2 kosztuje 2799 euro, czyli około 12 050 zł. Ma napęd z klasycznym łańcuchem, ośmiobiegową piastę Shimano Nexus i przedni bagażnik. Flourish E+ 1 został wyceniony na 3199 euro, czyli około 13 780 zł. W droższej wersji zastosowano pasek karbonowy oraz dodatkowy bagażnik z tyłu.
To sporo, zwłaszcza że rynek miejskich rowerów elektrycznych stał się bardzo konkurencyjny. Flourish E+ broni się jednak wyposażeniem, dużą baterią, centralnym silnikiem, amortyzacją i systemami bezpieczeństwa. Jego atrakcyjność zależy więc od tego, czy ktoś rzeczywiście wykorzysta cały ten pakiet w codziennym życiu.
Widzę w nim rower dla osoby, która chce regularnie rezygnować z samochodu, wozić zakupy, dojeżdżać do pracy i nie przejmować się stanem asfaltu. Kobiecy charakter bywa tu mniej jednoznaczny, niż chciałby marketing. Znacznie wyraźniej widać za to próbę zbudowania wygodnego środka transportu dla ludzi, którzy oczekują od roweru pomocy, a nie kolejnej okazji do sportowego udowadniania czegokolwiek.
