
Jedyny region, w którym lodowce przybierają na masie
Czapa lodowa Kon-Chukurbashi w Tadżykistanie, położona na wysokości 5810 metrów n.p.m., jest żywym dowodem na istnienie tej anomalii. Lodowce Pamiru to jedyne na świecie, które w ostatnich dziesięcioleciach nie topniały, a nawet nieznacznie zwiększały swoją objętość. Ten fakt wygląda jeszcze bardziej niezwykle na tle pesymistycznych prognoz, zgodnie z którymi do końca stulecia może przetrwać jedynie ułamek obecnych lodowców, jeśli emisje gazów cieplarnianych nie zostaną drastycznie ograniczone. Naukowcy próbują wyjaśnić tę odporność kilkoma hipotezami. Jedna z nich wskazuje na wyjątkowo surowe, zimne warunki panujące w regionie, które naturalnie spowalniają topnienie. Inna, ciekawa teoria, wiąże zjawisko z intensywną działalnością rolniczą w pobliskim Pakistanie. Według niej, masowe nawadnianie pól prowadzi do zwiększonego parowania, a powstała w ten sposób para wodna przemieszcza się nad góry Pamiru, gdzie spada w postaci obfitszych opadów śniegu.
Czytaj też: Trzęsienie ziemi w Chile podważa teorię sejsmologów. Nieznana rola ciepła
Aby zgłębić tajemnicę, ekspedycja naukowa pobrała z czapy Kon-Chukurbashi dwa rdzenie lodowe, każdy o długości około 105 metrów. Pierwotnym celem był trudno dostępny lodowiec Vanch-Yakh, jednak ostatecznie wybór padł na Kon-Chukurbashi. Decyzja okazała się trafiona. Żółta barwa lodu, spowodowana obecnością licznych osadów, to dla badaczy prawdziwy skarb. Warstwy lodu mogą skrywać nawet 30 tysięcy lat zapisu klimatycznego. Chodzi o informacje o dawnych temperaturach, składzie atmosfery, stężeniu pyłów oraz wpływie działalności człowieka, takiej jak rozwój górnictwa. Jeden z rdzeni trafił do archiwum Fundacji Ice Memory na Antarktydzie, gdzie będzie przechowywany dla przyszłych pokoleń. Drugi przetransportowano do Instytutu Nauki o Niskich Temperaturach na Uniwersytecie Hokkaido w Japonii.
Odczytanie klimatycznej kroniki zapisanej w lodzie
W japońskim laboratorium profesor Yoshinori Iizuka wraz z zespołem prowadzi szczegółową analizę pozyskanej próbki. Badacze przyglądają się gęstości lodu, układowi kryształów i strukturze poszczególnych warstw. Przezroczyste warstwy lodu świadczą o okresach topnienia i ponownego zamarzania, podczas gdy warstwy o niskiej gęstości to ślad obfitych opadów śniegu. Kluczowymi narzędziami w datowaniu są jony siarczanowe pochodzące z erupcji wulkanicznych, które działają jak swoiste metki czasowe. Analiza izotopów wody pozwala z kolei rekonstruować temperatury panujące w odległych epokach. To mozolne odczytywanie zapisu, który można porównać do niezwykle precyzyjnej kroniki ziemskiego klimatu.
Możemy zbadać, ile i jakiego rodzaju drobnych cząstek było zawieszonych w atmosferze podczas tej epoki lodowcowej. Możemy dowiedzieć się, jak środowisko Ziemi zmieniało się w odpowiedzi na działalność człowieka. – wyjaśnia Iizuka
Cel, który postawili sobie naukowcy, jest niezwykle ambitny. Chcą zrozumieć dokładny mechanizm, który przez dziesięciolecia chronił lodowce Pamiru. Gdyby udało się go rozpracować, teoretycznie zdobytą wiedzę można by zastosować w ochronie innych, szybko zanikających pokryw lodowych.
Czytaj też: Najdziwniejsze dźwięki zarejestrowane na Ziemi
Niestety, pojawiające się równolegle badania przynoszą trzeźwiące wieści. Naukowcy z Instytutu Nauki i Technologii w Austrii zaobserwowali, iż region Pamiru doświadcza w ostatnim czasie spadku opadów śniegu. Analiza danych dotyczących lodowca Kyzylsu wskazała, że punkt krytyczny, po którym jego odporność zaczęła słabnąć, został osiągnięty najpóźniej w 2018 roku. Modele klimatyczne, niezależnie od przyjętej metody, konsekwentnie wskazywały na ten sam przełomowy moment. Oznacza to, że nawet to ostatnie schronienie lodowców prawdopodobnie nie jest w stanie wytrzymać tempa obecnych zmian klimatycznych. Rdzenie lodowe z Pamiru mogą więc zawierać nie tylko sekret ich dawnej odporności, ale i zapis procesu, który doprowadził do jej załamania.