Tysiąc dolarów dla każdego, kto udowodni, że ma nadprzyrodzone umiejętności – zadeklarował pewnego dnia na antenie stacji radiowej James Randi, amerykański iluzjonista i zagorzały przeciwnik jasnowidzów, wróżek, bioenergoterapeutów i innych naciągaczy. Wkrótce zaczęli się do niego zgłaszać chętni, by dołożyć swoje pieniądze do tej puli. Uzbierał się milion dolarów. Do tej pory po nagrodę zgłosiło się wielu astrologów i uzdrawiaczy aury, a także człowiek, który twierdził, że w jego towarzystwie każdy dobrze się czuje, i – być może dla kontrastu – kobieta, która uważa, że za pomocą własnych myśli potrafi sprowokować wybraną osobę do oddania moczu. Mimo starań niemal od 50 lat milion dolarów na koncie Fundacji Randiego czeka nietknięty na zdobywcę.

Mniej znaczy więcej

Naukowe poszukiwania prawdziwego czarodzieja trwają znacznie dłużej. W 1922 r. magazyn „Scientific American” ufundował dwie nagrody po 2,5 tys. dolarów: jedną dla osoby, która sfotografuje ducha, drugą dla kogoś, kto wywoła „widzialną manifestację zjawiska nadprzyrodzonego”. Elizabeth Allen Tomson pierwsza zgłosiła się do konkursu. Niestety, już przed rozpoczęciem testu komisja (w której składzie znalazł się Harry Houdini, najznamienitszy iluzjonista tamtych czasów) wykryła, że kobieta świetnie przygotowała się do tego, by wywołane przez nią „zjawisko nadprzyrodzone” było widzialne: między nogami ukryła kilka metrów gazy, pod piersiami miała kwiaty, a w rękawie węża. Pierwszą osobą, którą dopuszczono do testu, był George Valiantine, znany w  latach 20. XX w. w Nowym Jorku jako medium przemawiające głosami, ponoć nie tylko po angielsku, ale także po walijsku i chińsku. Pokój, w którym przeprowadzano eksperyment, był na jego życzenie zupełnie ciemny. Podczas seansu rzeczywiście pojawiały się niezwykłe głosy, a  uczestnicy czuli podmuchy powietrza. Wszystkie te zjawiska zdarzały się jednak tylko wtedy, gdy w pomieszczeniu obok zapalała się lampka. Sprytni eksperci z „Scientific American” tak okablowali krzesło mistrza Valiantine'a, że kiedy wstawał, informowała ich o tym lampka. Medium nie zdołało przekonać naukowej komisji, że wstaje z krzesła, by uzyskać lepszy kontakt z duchami, a nie po to, by dmuchać na szyje uczestników seansu.

Część naukowej komisji udało się za to oszukać Ninowi Pecoraro. Przywiązywany liną do krzesła, zawsze się oswobadzał. Twierdził, że robi to dzięki Eusapii Palladino, duchowi przewodnikowi. Na drodze do nagrody stanął mu Houdini, który pociął linę na krótsze kawałki i przywiązał nimi nadgarstki, kostki, ramiona i  tors Pecoraro do krzesła. Tego wieczoru Pecoraro nie mógł się skontaktować z Palladino. Houdini, specjalista od ucieczek, wiedział, że nawet początkujący iluzjonista rozluźni długą linę na tyle, by uwolnić ręce i nogi. Prawdziwe wyzwanie to krótsze kawałki sznurka. Nagroda ufundowana przez „Scientific American” pozostała nietknięta.

Gogle odstraszają ducha

Mogłoby się wydawać, że po latach naukowych eksperymentów jedna ze stron skapituluje: naukowcy uznają, że istnieją zjawiska, które nie mieszczą się w  ich sposobie postrzegania świata, albo wróżki i magowie zaprzestaną prób dowodzenia, że robią cokolwiek poza naciąganiem naiwniaków. Nic z tego. Spór trwa i budzi silne emocje (trzy osoby groziły mi rzuceniem klątwy i innymi przykrościami za opublikowanie tego artykułu). Aby ograniczyć nieporozumienia, Fundacja Randiego opracowała listę wymagań stawianych kandydatom do nagrody: jeśli potrafisz wygiąć łyżeczkę siłą umysłu, podczas testu nie możesz użyć własnej łyżeczki. Jeśli potrafisz przeprowadzać chirurgiczne operacje bez użycia noża, musisz się zgodzić, że zestaw kamer będzie obserwował każdy twój ruch.

Aby uniknąć reklamacji, przebieg eksperymentu musi być uzgodniony przez obie strony. Zwykle pracownicy Fundacji żądają przeprowadzenia tzw. podwójnej ślepej próby, czyli testu, w którym ani osoba badana, ani bezpośrednio zaangażowana w przeprowadzenie eksperymentu nie mają dostępu do najważniejszych informacji mogących wpłynąć na przebieg testu. Tę metodę stosuje się często przy porównywaniu skuteczności farmaceutyków z placebo: ani osoba przyjmująca lek, ani podająca go nie wiedzą, czy znajdują się w grupie testującej badaną substancję, czy tabletki z cukru.

Zaplanowanie podwójnej ślepej próby dla medium wymaga pomysłowości. Znana widzom amerykańskiej telewizji Patricia Putt chciała udowodnić że wie o obcych ludziach przynajmniej tyle, ile osoby, które znają ich od lat. Aby uniknąć podejrzenia że Putt kieruje się przesłankami, które można wyczytać z mowy ciała, sposobu ubierania się itp., ochotników ubrano w obszerne togi, białe skarpetki gogle narciarskie oraz wielkie szaliki i posadzono tyłem do badanej. Ponieważ kobieta twierdziła, że duchy przemawiają do niej przez głos osoby, którą „czyta”, ochotnicy mogli na prośbę badanej odczytać ustalony fragment tekstu. Z głosu można jednak wyczytać informacje dotyczące płci, wieku, czasem rasy i pochodzenia, dlatego pani medium zgodziła się, by w eksperymencie wzięły udział jedynie białe kobiety w wieku 18–30 lat. Po 15 minutach przebywania z każdą z nich Putt pisała jej charakterystykę. Następnie opisy przedstawiono ochotniczkom, które miały je uważnie przeczytać i wybrać tę, która odnosi się do nich. Patricia Putt uzgodniła z Fundacją, że test zostanie uznany za udany, jeśli ponad połowa ochotniczek wybierze opis przygotowany dla nich. Matematyka wskazuje, że gdyby kobiety losowały charakterystyki, jedna trafiłaby na właściwą. Ochotniczki wybierały jednak po zastanowieniu i ani jedna nie wybrała „właściwie”.

Uzdrowieni z obłędu

 

Wymówki to specjalność osób, które zgłaszają się do Fundacji Randiego, a  także tych, które mimo wielu zaproszeń nigdy nie przystąpiły do testu. Randiemu zarzucano, że w rzeczywistości nie dysponuje żadnymi pieniędzmi. Fundacja odpowiada, że pieniądze są zdeponowane w funduszu Evercore Trust Company, co w każdej chwili można sprawdzić. Współcześni czarodzieje często też skarżą się na to, że sami muszą pokryć koszty zgłoszenia i testów. „Jeśli jesteś przekonany, że wygrasz milion dolarów, koszty podróży do USA nie powinny być poważnym problemem” – ripostuje Randi. Jego Fundacja jest poza tym organizacją non profit, więc nie ma z czego opłacać kosztów wszystkich zgłoszeń.

Pretendujący do nagrody uważają za nieuczciwą zmianę zasad zarządzoną przez Randiego w 2007 r. Od tego czasu do zgłoszenia należy dołączyć zaświadczenie od naukowca z uznanego instytutu badawczego stwierdzające, że wystawiający dokument doświadczył lub był świadkiem przejawu paranormalnych zdolności aplikanta i nie potrafi przedstawić ich racjonalnego wyjaśnienia. Trzeba też pokazać Fundacji wzmiankę prasową dotyczącą działalności osoby ubiegającej się o nagrodę. Przedstawiciele Fundacji odpowiadają, że wcześniej liczną grupą zgłaszających się po nagrodę były osoby chore psychicznie. „Oni potrzebują leczenia, a nie zachęty” – tłumaczy Randi. Z tego samego powodu nie są przyjmowane propozycje przeprowadzenia testu, który może narazić kogokolwiek na niebezpieczeństwo, na przykład od osób, które są przekonane, że mogą skoczyć  z dziesiątego piętra i przeżyć, albo odciąć sobie kończynę, która odrośnie.

„Uzdrowiciele” często uważają, że Randi nie chce im przyznać nagrody dla zasady, tylko po to, by nie uznać, że ich moc jest prawdziwa. Większość z nich „leczy” nie tylko bóle kręgosłupa, cukrzycę czy reumatyzm, ale także nowotwory i AIDS. Nie przyjmują jednak do wiadomości, że warunkiem przyznania nagrody jest naukowy dowód ich talentu, czyli konkretne określenie, jaka choroba, w jakim stopniu i czasie ma ulec remisji. „Uzdrowiciele”, na przykład Doris Collins, tłumaczą, że ich mocy nie da się ująć w takie ramy. Często twierdzą, że przez ich ręce przepływa boska siła, a Boga nie da się zmierzyć. Randi żartuje, że przynajmniej w tej kwestii się zgadzają, i konsekwentnie odmawia przyjęcia tak niekonkretnych zgłoszeń.

Niech moc będzie z tobą

Przejawów co najmniej lekceważącego stosunku Randiego do pretendentów do nagrody, którą ufundował, nietrudno się jednak dopatrzyć. Zwykle przypomina to przekomarzanki z podstawówki: „magnetyczne” zdolności Mirosława Magoli z Niemiec, do którego „kleją się” łyżeczki, nożyczki, a nawet żelazka, Randi niby żartem tłumaczy niedostateczną higieną osobistą Magoli. Przedstawicielom drugiej strony także można wiele zarzucić. Większość z nich po prostu się wycofuje, gdy dowiadują się, że przebieg testu będzie szczegółowo kontrolowany. Inni próbują zyskać rozgłos dzięki samemu zgłoszeniu do konkursu. Adam Białecki, polski dyplomowany bioenergoterapeuta, zgłosił się do Fundacji, twierdząc, że widzi narządy wewnętrzne swoich klientów i dzięki temu może leczyć to, co naprawdę choruje. Jego aplikacja została przyjęta, a „uzdrowiciel” napisał na swojej stronie internetowej m.in.: „świadczy to o tym, że moje umiejętności widzenia narządów wewnętrznych, poprzez powłokę skóry są prawdziwe (…), świadczy to o tym, że moje zabiegi w porównaniu z innymi metodami z zakresu medycyny naturalnej są najskuteczniejsze (…), świadczy to również o tym, że wielu uzdrowicieli i bioenergoterapeutów pisząc o swoich możliwościach, nie pisze prawdy, przechwalają się, przez co są nieuczciwi w stosunku do chorych ludzi”. Zgłoszenie aplikacji i  przyjęcie zgłoszenia przez Fundację nie świadczy o żadnej z tych rzeczy. Pisząc tak, to Adam Białecki jest nieuczciwy w stosunku do osób odwiedzających jego stronę, a także wobec uzdrowicieli, o których pisze, że „przechwalają się” – na razie jego „mocy” brakuje naukowego potwierdzenia tak samo, jak „mocy” innych cudotwórców i uzdrowicieli.

Sposób na milion

Cudotwórcy dwoją się i troją, wymyślając,jak zaimponować Randiemu. Dotychczas zgłosili się m.in.:

Kelvin Lee, który twierdzi, że potrafi sprawić,iż samochód będzie się poruszał zgodnie z jego wolą (na przykład skręcał lub przyspieszał), niezależnie od działań kierowcy;

I. Duschampes zaoferował, że przekaże fundacji próbki swoich włosów, skóry lub innych tkanek, a badanie ich DNA wykaże, iż pan Duschampes jest kosmitą;

W.R. Beeson chce dowieść, że jego ciało jest w stanie samo się żywić – potrzebuje jedynie dwóch gum do żucia dziennie, by nie chudnąć i nie tracić sił;

Osoba podpisująca się „Prophet Yahweh” zapewnia, że przywołuje UFO i inne statki kosmiczne;

Marcus Tisdale, 19-latek z Kalifornii, twierdzi, że siłą woli zawiaduje
sygnalizacją świetlną;

Colin Ross deklaruje, że potrafi wydawać dźwięki, wyrzucając energię ze swoich
oczu;

Christel Burghardt siłą umysłu i duszy wydłuża ludzkie dłonie;

Ria Brown wygrywa pieniądze – jak zapewnia – trafnie obstawiając zakłady na wyścigach konnych dzięki informacjom przekazywanym jej przez zmarłego ojca;

Alfred Kennedy, wprowadzając się w stan hipnozy, przewiduje wydarzenia
z najbliższej przyszłości;

Elaine McGuckin „przewidziała”, że miasteczka Oban w Szkocji i Bowen w Australii do marca 2005 r. zostaną zniszczone przez asteroidy (miasteczka do dziś mają się dobrze).