Myśląc o wspaniałej cywilizacji starożytnych Egipcjan, rzadko kiedy pamiętamy o tym, jak chorowite było ówczesne społeczeństwo. W państwie faraonów powszechne były na przykład malaria, gruźlica, trąd i achondroplazja. Ta ostatnia to najczęstsza przyczyna karłowatości – dotknięci nią ludzie mają krótkie ręce i nogi, za to stosunkowo duże głowy. W Egipcie nie byli oni jednak uważani za gorszych czy niepełnosprawnych. „Wręcz przeciwnie – mieli własne miejsce w społeczeństwie, czasem bardzo eksponowane.

Wiadomo o co najmniej kilku karłowatych urzędnikach dworskich, którzy doczekali się wystawnych pogrzebów na królewskich cmentarzach. Chorzy na achondroplazję specjalizowali się w niektórych zawodach: byli tancerzami, osobistymi asystentami, jubilerami i opiekunami zwierząt” – wyjaśnia dr Chahira Kozma, pediatra z Georgetown University. Karzełków nie brakowało też w panteonie egipskich bogów. Wyraźne cechy achondroplazji mają m.in. Ptah, opiekun sztuki i rzemiosł, oraz Bes, patron ogniska domowego, dzieci i rozrywki.

INNE ZNACZY BOSKIE


Podobne odkrycia, będące wynikiem wspólnej pracy lekarzy i archeologów, trudno byłoby dziś zliczyć. Okazuje się, że starożytni znali większość występujących współcześnie wrodzonych wad budowy ludzkiego ciała i najczęściej traktowali je jako efekt działania sił nadprzyrodzonych. Skoro narodziny „zwykłych” bliźniąt uważano za sprawkę bogów, to co dopiero mówić o braciach syjamskich – zwłaszcza tych mocno niekompletnych? Zdarzało i zdarza się bowiem, że jeszcze w łonie matki jedno z bliźniąt zostaje niemal całkowicie „wchłonięte” przez drugie, wskutek czego na świat przychodzi człowiek z trojgiem rąk czy czterema nogami.

Nietrudno więc zrozumieć, skąd wzięły się zadziwiające hinduskie bóstwa czy mityczne centaury (choć w tym przypadku mogło też chodzić o nadmierne owłosienie ciała, które występuje w przypadku tzw. hipertrichozy). Boski status zdobywali najczęściej ci odmieńcy, którym udało się przetrwać pierwsze lata życia, a to, jak wiadomo, wcale nie było w tamtych czasach łatwe nawet dla zupełnie zdrowych dzieci. Ludzką wyobraźnię mogły jednak pobudzać także te wady wrodzone, które prowadziły do śmierci w bardzo młodym wieku. Wiadomo na przykład, że schorzenie zwane cyklopią jest zawsze zabójcze: dzieci mają nie tylko zdeformowaną twarz z pojedynczym okiem pośrodku, ale także mocno zniekształcony mózg, niepodzielony na półkule. Cyklopia występuje jednak na tyle często – jest przyczyną 0,5 proc. wszystkich poronień – że na tej podstawie powstał mit o rasie groźnych stworów, które znamy chociażby z „Odysei” Homera. Postaci demonów i diabłów są więc skutkiem setek lat obserwacji, którymi dziś zajmują się patomorfolodzy – jak bardzo ludzkie ciało może odbiegać od szeroko przyjętej „normy” i jak często wrodzone wady okazują się smiercionośne.

Lekarze twierdzą, że takich zmian obserwujemy coraz więcej w ostatnich dziesięcioleciach, głównie wskutek zanieczyszczenia środowiska i tego, że kobiety decydują się na dziecko w coraz późniejszym wieku. Jednak nieprawidłowości genetyczne – bezpośrednia przyczyna widocznych zniekształceń ciała – występowały zawsze. Uczeni szacują, że każdy zarodek ma w swoim DNA aż sto mutacji, które nie występowały u jego rodziców. Z tego średnio cztery z nich sprawiają, że zmienia się struktura produkowanych przez komórki białek, a w trzech przypadkach jest to potencjalnie szkodliwe dla organizmu. Jeśli dodamy do tego efekt kumulowania się mutacji w kolejnych pokoleniach, to okaże się, że każda nowo narodzona istota ludzka jest obarczona setkami niewielkich wad, i dziwić może, że tylko czasami stają się one widoczne.

WIELKIE KARIERY ODMIEŃCÓW


Wraz z nastaniem religii monoteistycznych ludzkie osobliwości straciły szansę na status boga, za to coraz częściej brano je za pomiot szatana. Osoby takie często były porzucane przez bliskich, a nawet sprzedawane w niewolę. O ile bowiem ludzie nie chcieli mieszkać pod jednym dachem z „odmieńcem”, to chętnie wydawali pieniądze, by go zobaczyć. Tak rozpoczęła się era czegoś, co dziś nazywamy cyrkiem, a co jeszcze sto kilkadziesiąt lat temu kojarzyło się bardziej z egzotycznymi przedstawicielami Homo sapiens niż z lwami czy słoniami. Jednak praca w takim cyrku nie zawsze była związana z poniżeniem i wyzyskiem. Dla ciężko chorych ludzi mogło to być jedyne źródło całkiem godziwego zarobku, a odraza, jaką budzili wśród publiczności, mieszała się z podziwem. Toteż wiele zupełnie zdrowych osób zaczęło wybierać taką ścieżkę kariery, imając się przy tym dość drastycznych środków: kobiety przejadały się, by zostać monstrualnie grubymi damami, mężczyźni głodzili się, by zdobyć posadę „żywego szkieletu”. Normą były też pospolite oszustwa.