Magma pod aktywnym wulkanem nie wybacza błędów, ale potrafi odsłonić bezcenne sekrety

W 2009 roku w islandzkiej Krafli wydarzyło się coś, czego geolodzy i inżynierowie zwykle starają się uniknąć dlatego, że to piekielnie ryzykowne. W trakcie odwiertu geotermalnego w ramach projektu IDDP-1 wiertło zamiast spokojnie zmierzać ku supergorącym płynom hydrotermalnym, trafiło w magmę. Nie kilka kilometrów głębiej, nie w odległej teorii, tylko na głębokości nieco ponad 2 kilometrów. Temperaturę tego materiału szacowano na około 900°C.
Magma pod aktywnym wulkanem nie wybacza błędów, ale potrafi odsłonić bezcenne sekrety

Kontakt zimnych płynów wiertniczych z magmą błyskawicznie zamienił część stopionej skały w szklisty materiał. Wydobyte okruchy wyglądały jak niepozorne chipsy wulkanicznego szkła, ale w praktyce były czymś znacznie cenniejszym: niemal bezpośrednią próbką aktywnego magmowego układu w skorupie Ziemi.

Najciekawsze jest to, że historia nie skończyła się na awaryjnym odwrocie. Zespół nie porzucił odwiertu jak źle rokującej pomyłki, tylko spróbował zrozumieć, co właściwie otworzył. Z tego nieplanowanego spotkania z magmą wyrosła później jedna z najgorętszych studni geotermalnych, jakie kiedykolwiek testowano. Podczas prób odwiert produkował przegrzaną parę o temperaturze około 452°C przy bardzo wysokim ciśnieniu, stając się najgorętszym działającym odwiertem geotermalnym swojego czasu.

Co właściwie dzieje się, gdy wiertło trafia w magmę?

Intuicja podpowiada scenariusz hollywoodzki: eksplozja, fontanna ognia i koniec projektu. Rzeczywistość jest bardziej złożona i przez to ciekawsza. W Krafli magma nie wystrzeliła do góry jak lawa z pękniętej butli. Zamiast tego nastąpił gwałtowny kontakt bardzo gorącego stopu z chłodzącym płynem wiertniczym, co spowodowało szybkie schłodzenie części materiału i powstanie szkła wulkanicznego. Jednocześnie odwiert zaczął wchodzić w bardzo niebezpieczny obszar wysokich temperatur, agresywnej chemii i dużego naprężenia dla całej infrastruktury.

To ważne rozróżnienie. Samo “dotknięcie” magmy nie musi oznaczać natychmiastowej katastrofy erupcyjnej, ale otwiera układ, który przestaje być zwykłym odwiertem geotermalnym. Zaczyna się gra z materiałem, który jest niestabilny, odgazowuje, zmienia lepkość i chemicznie potrafi być wyjątkowo wredny dla rur, cementu i urządzeń na powierzchni. W przypadku IDDP-1 para zawierała między innymi składniki powodujące korozję i erozję osprzętu.

Właśnie dlatego to wydarzenie było tak cenne naukowo. Geolodzy zwykle badają magmę pośrednio: przez skały, które już zastygły, przez erupcje, przez sygnały sejsmiczne i deformacje gruntu. Tutaj dostali rzadki wgląd w magmę tkwiącą w skorupie na niewielkiej głębokości. To trochę jak różnica między oglądaniem popiołu po pożarze a zajrzeniem do samego paleniska, kiedy ogień wciąż się tli.

Najnowszy zwrot: szkło nie mówi całej prawdy o magmie

Nowe analizy tych szklistych okruchów pokazują, że nawet tak niezwykła próbka potrafi być zdradliwa. Badacze ustalili, że szkło powstałe po trafieniu w magmę nie zachowało po prostu “wiernego zdjęcia” warunków panujących w podziemnym zbiorniku. Problem polega na tym, że magma zdążyła zareagować na samo wiercenie, zanim całkowicie zastygła. Gaz zaczął z niej uciekać jeszcze w trakcie chłodzenia, a to zniekształciło chemiczny zapis pierwotnego stanu.

fot. University of Canterbury

To bardzo elegancka pułapka natury. Na pierwszy rzut oka szkło wulkaniczne powinno być idealnym archiwum, bo szybkie schłodzenie wydaje się zatrzymywać wszystko w miejscu. Tymczasem okazało się, że między momentem naruszenia magmy a jej pełnym zeszkleniem mija wystarczająco dużo czasu, by zaszły ważne zmiany. Odgazowanie mogło następować przez kilka minut, zanim materiał ostatecznie przeszedł do stanu szklistego.

To zmienia sposób, w jaki trzeba czytać takie próbki. Nie jak idealną fotografię wnętrza wulkanu, ale raczej jak zdjęcie poruszone w najważniejszym momencie. Obraz nadal zawiera mnóstwo informacji, tylko trzeba odcedzić z niego efekt samej interwencji człowieka. I właśnie to czyni cały przypadek jeszcze ciekawszym: odwiert nie tylko “zajrzał” do magmy, ale sam stał się częścią historii, którą później próbowano zrekonstruować.

Energia przyszłości czy zabawa z ogniem pod skorupą

Islandzki przypadek rozpala wyobraźnię nie tylko geologów. Od lat wiadomo, że supergorące płyny i para w pobliżu magmy mogłyby dawać znacznie więcej energii niż klasyczne odwierty geotermalne. Modele dla projektów takich jak IDDP wskazują, że produkcja z bardzo gorących układów może być wielokrotnie wyższa niż z konwencjonalnych zasobów geotermalnych.

Im bliżej magmy, tym bardziej rosną nie tylko temperatury, ale też ryzyko techniczne i geologiczne. Trzeba mierzyć się z agresywną chemią, deformacją skał, utratą płynów chłodzących, korozją oraz pytaniem, jak taki układ reaguje na samo wiercenie. Późniejsze prace dotyczące Krafli wskazywały, że ingerencja w rejonie magmy może prowadzić do pękania termicznego skał i zmian w lokalnym systemie hydrotermalnym.

Dlatego Krafla jest dziś czymś więcej niż geologiczną anegdotą. Stała się poligonem dla myślenia o tym, czy da się kiedyś bezpiecznie i sensownie wykorzystywać ciepło z samego sąsiedztwa magmy. Trwające projekty wokół Krafla Magma Testbed pokazują, że nikt nie traktuje tego już jak jednorazowego wypadku. To raczej początek nowej, bardzo odważnej gałęzi geotermii.

Źródła: IFL Science; Phys

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.