Mnie ten kierunek akurat przekonuje. W luksusowym zegarmistrzostwie rozmiar przez lata był jednym z najłatwiejszych sposobów na pokazanie obecności zegarka na nadgarstku. Tymczasem prawdziwym popisem technicznym może być właśnie zmniejszanie. Zwłaszcza kiedy w maleńkiej obudowie nadal trzeba zmieścić automat złożony ze 180 części.
Lady B wyrasta z rekordowej biedronki
Nazwa Lady B odwołuje się do kolekcji Ladybird, która w 2026 roku obchodzi 70. urodziny. Jej początki sięgają 1956 roku i modelu Ladybird Bullet. Wtedy Blancpain stworzył zegarek wyposażony w najmniejszy na świecie okrągły mechanizm mechaniczny.
Kaliber miał jedynie 11,85 mm średnicy, a producent zadbał przy tym o odporność na wstrząsy i odpowiednią rezerwę chodu. W epoce, w której damski zegarek często był traktowany przede wszystkim jak dekoracja, był to całkiem poważny pokaz zegarmistrzowskiej miniaturyzacji.

Za rozwojem Blancpain stała wówczas Betty Fiechter, która w 1933 roku objęła kierownictwo firmy i jest uznawana za pierwszą kobietę kierującą szwajcarską manufakturą zegarkową. To ważny fragment genezy Ladybird. Od początku miała być kolekcją projektowaną z myślą o kobietach, z własnymi rozwiązaniami mechanicznymi, zamiast pomniejszoną wersją większego modelu.
Nowa Lady B korzysta z tego pomysłu, choć producent podkreśla, że nie stworzył wiernej kopii zegarka z 1956 roku. Forma została narysowana od nowa. I bardzo dobrze, bo dosłowne odtwarzanie dawnych modeli zaczyna być w branży zegarkowej drogą wydeptaną niemal do gołej ziemi.
19 mm średnicy i mechanizm, który wciąż trzeba było gdzieś upchnąć
Koperta Lady B ma 19 mm średnicy i kulisty kształt. Blancpain opisuje ją nawet objętością – 2,9 cm³. Przy zegarkach taki parametr brzmi egzotycznie, ale dobrze oddaje skalę projektu. Konstrukcja składa się z dwóch części, a jej opracowanie wymagało ponad 30 rysunków technicznych. Pasek przechodzi przez wycięty bezpośrednio w kopercie kanał o wymiarach 10 x 1,6 mm, dlatego nie ma tutaj klasycznych uszu mocujących.

Efekt jest ciekawy. Zegarek przypomina wypolerowany metalowy kamyk umieszczony na wąskim pasku. Ten z kolei owija się wokół nadgarstka dwukrotnie, więc całość coraz mocniej wchodzi na terytorium biżuterii. Dostępne są paski w siedmiu kolorach, między innymi białym, beżowym, mokka, burgundowym, niebieskim, koralowym i fioletowym. Można je wymieniać bez narzędzi.
Podoba mi się również decyzja, żeby nie zasypywać tarczy diamentami. Przy luksusowym damskim zegarku za kilkadziesiąt tysięcy złotych byłoby to rozwiązanie aż nazbyt oczywiste. Lady B ma ciepłą, opalizującą beżową tarczę, drobne złote indeksy oraz dwie wskazówki. Cała konstrukcja jest więc kosztowna przede wszystkim ze względu na skalę wykonania i mechanikę, a nie liczbę kamieni.
W środku pracuje automat o średnicy 15,7 mm
Za wskazówkami znajduje się manufakturowy kaliber 615. Mechanizm ma 15,7 mm średnicy i 3,9 mm grubości, składa się ze 180 komponentów oraz wykorzystuje 29 kamieni łożyskujących. Pracuje z częstotliwością 3 Hz, czyli 21 600 wahnięć na godzinę, i zapewnia 38 godzin rezerwy chodu. Zastosowano także krzemową sprężynę balansu. Sam kaliber został wprowadzony jeszcze w 1995 roku i przez kolejne lata był rozwijany.

38 godzin nie brzmi dzisiaj szczególnie imponująco, zwłaszcza gdy wiele większych automatów oferuje dwa lub trzy dni pracy. Tyle że przy 15,7 mm średnicy zaczynam inaczej patrzeć na suche liczby. Tutaj ograniczeniem jest fizyka. Trzeba zmieścić sprężynę napędową, rotor, przekładnię i cały układ regulacyjny w mechanizmie niewiele większym od paznokcia.
Wodoszczelność wynosi 3 bary, więc Lady B zdecydowanie pozostaje eleganckim zegarkiem do codziennego noszenia, a nie miniaturowym narzędziem na wakacje nad jeziorem.
Cena skutecznie przypomina, że patrzymy na Blancpain
Lady B występuje w dwóch wersjach. Model ze stalową kopertą kosztuje w USA 12 600 dolarów, czyli około 48 500 zł. Wariant z 18-karatowego czerwonego złota wyceniono na 19 200 dolarów, czyli około 74 000 zł. Zegarki trafiły do sprzedaży 17 września i nie są edycją limitowaną.

Trudno oczywiście udawać, że niemal 50 tysięcy złotych za stalowy zegarek pokazujący jedynie godziny i minuty jest zakupem, który da się uzasadnić tabelką parametrów. W tym segmencie płaci się za wykonanie, markę i kunszt miniaturyzacji. Lady B jest pod tym względem trochę przekorna. Kosztuje fortunę, choć z daleka można jej niemal nie zauważyć.
Po dziesięcioleciach powiększania wszystkiego Blancpain przypomniał, że zegarmistrz może pochwalić się również tym, jak niewiele miejsca potrzebował, żeby wykonać swoją pracę.
