Trochę szkoda, bo wiele starszych systemów audio nadal ma w sobie więcej charakteru niż niejeden nowy głośnik bezprzewodowy, który obiecuje wszystko, a po pierwszym tygodniu kończy jako kuchenny odtwarzacz podcastów.
Brytyjska marka Majority najwyraźniej dobrze wyczuła tę lukę. Jej nowa seria Link ma prosty cel: dodać streaming do starszych systemów hi-fi, głośników i zestawów audio bez zmuszania właściciela do wymiany połowy salonu. Najtańszy model, Majority Link Mini, kosztuje 59,95 funta, czyli około 305 zł. W świecie audio to kwota bardziej zbliżona do ceny rozsądnych słuchawek niż do poważnej modernizacji domowego brzmienia.
Streaming zamiast wymiany całego zestawu
Link Mini jest małym adapterem, który można podłączyć do istniejącego sprzętu przez wyjście analogowe albo optyczne. Po tej operacji starszy system dostaje dostęp do funkcji, które dziś traktujemy niemal jak oczywistość: AirPlay 2, Spotify Connect, Tidal Connect, Wi-Fi 6, Bluetooth LE i obsługę Auracast. Telefon zostaje w dłoni, muzyka płynie z ulubionej aplikacji, a dźwięk trafia do zestawu, który do tej pory wymagał kabli albo przejściówek.
W ostatnich latach wielu producentów próbowało wmówić nam, że wygoda musi przyjść razem z nowym sprzętem. Nowy głośnik, nowy soundbar, nowy ekosystem, najlepiej z osobną aplikacją i regulaminem dłuższym niż instrukcja obsługi pralki. Adaptery takie jak Link Mini idą inną drogą. Pozwalają zachować stare kolumny, wzmacniacz albo radio i dopisać do nich współczesną warstwę obsługi.
Cztery modele dla różnych poziomów audio-ambicji
Majority nie kończy na jednym urządzeniu. Link View, wyceniony na 89,95 funta, czyli około 460 zł, dodaje 2,1-calowy ekran dotykowy do sterowania odtwarzaniem i źródłami. To rozwiązanie dla osób, które lubią widzieć, co gra, i nie zawsze chcą sięgać po telefon.
Link Pro kosztuje 229,95 funta, czyli około 1170 zł, i wchodzi już w bardziej rozbudowane terytorium: ma radio DAB/DAB+, radio internetowe, HDMI ARC oraz 4-calowy kolorowy ekran. Na szczycie serii stoi Link Pro Amp za 299,95 funta, czyli około 1530 zł. To już wzmacniacz strumieniujący z mocą 300 W, oparty na układzie Texas Instruments Class-D, przeznaczony także do pasywnych kolumn.
Ta rozpiętość cenowa dobrze pokazuje, że Majority celuje w kilka grup naraz. Jedni chcą tylko podłączyć Spotify do starego zestawu. Inni szukają centrum domowego audio z radiem, telewizorem i ekranem. Jeszcze inni mają pasywne kolumny i nie chcą osobno kupować streamera oraz wzmacniacza. Nie zakładałabym z góry, że każdy model będzie równie udany brzmieniowo, bo w audio sama lista funkcji nie wystarcza. Ale sam kierunek jest rozsądny. Zwłaszcza że rynek tanich streamerów coraz mocniej pokazuje, że wygodne domowe audio nie musi być domeną sprzętu za kilka tysięcy złotych.

Stare hi-fi ma jeszcze sporo do powiedzenia
W tym produkcie najbardziej przekonuje mnie to, że domowe audio może starzeć się inaczej niż smartfon. Telefon po kilku latach zaczyna irytować baterią, aktualizacjami i brakiem wsparcia. Kolumny potrafią grać dekadami. Wzmacniacz z poprzedniej epoki nadal może mieć brzmienie, które daje więcej przyjemności niż plastikowy głośnik w promocji. Problemem bywa jedynie dostęp do muzyki, bo mało kto chce dziś wracać do codziennego przepinania kabli.
Takie adaptery są więc małą pochwałą rozsądku. Nie każą wyrzucać sprawnych rzeczy tylko dlatego, że nie urodziły się w epoce streamingu. Oczywiście, nie każdy stary zestaw zasługuje na drugą młodość. Jeśli coś gra płasko, charczy i od lat stoi pod stertą papierów, adapter cudów nie zrobi. Ale jeżeli w domu jest porządny wzmacniacz, dobre kolumny albo sentymentalny zestaw po rodzicach, 305 zł za Link Mini może być znacznie ciekawszym wydatkiem niż kolejny przeciętny głośnik Bluetooth.
Cenię też, że Majority nie pakuje tej serii wyłącznie w język audiofilskiej powagi. W praktyce większość osób nie chce odprawiać rytuału przed każdym odsłuchem. Chce włączyć muzykę z kanapy, puścić playlistę podczas gotowania, przełączyć podcast na większe głośniki albo obejrzeć coś na telewizorze z lepszym dźwiękiem. Jeżeli Link Mini i jego droższe warianty zrobią to stabilnie, bez humorzastej aplikacji i bez sieciowych kaprysów, mogą trafić w bardzo wdzięczną niszę.
Warto jednak zachować chłodną głowę. Obsługa wielu standardów wygląda dobrze w specyfikacji, ale ostatecznie liczą się dwie rzeczy: łatwość konfiguracji i jakość dźwięku po podłączeniu do konkretnego sprzętu. Przy takiej cenie trudno oczekiwać luksusu, ale można oczekiwać solidnej funkcjonalności. I właśnie ten próg oczekiwań wydaje się tu najuczciwszy.
Czasem wystarczy małe pudełko, które tłumaczy starszemu sprzętowi język współczesnych aplikacji. Podoba mi się ta praktyczność, bo jest w niej coś zdrowszego niż wieczna pogoń za nowością. Dobre kolumny nie przestają być dobre tylko dlatego, że nie wiedzą, czym jest Spotify Connect albo Apple Music.
