Projekt Larry’ego Tchogninou bardziej przypomina niewielką rzeźbę albo współczesny instrument niż elektronikę użytkową. Drewno, aluminium i dwa rozszerzające się na boki stożki tworzą przedmiot, który spokojnie mógłby stanąć na półce tylko dla wyglądu. Dopiero po chwili okazuje się, że konstrukcja skrywa kompletny bezprzewodowy zestaw audio.
Forma ma tutaj znacznie starsze korzenie niż Bluetooth
Kształt Gankéké nie powstał podczas kolejnej burzy mózgów o tym, jak zrobić bardziej designerski głośnik. Inspiracją jest gankéké, podwójny metalowy dzwon wykorzystywany w muzyce ceremonialnej i wspólnotowej w Beninie, skąd pochodzi Tchogninou. Projektant przeniósł charakterystyczny układ dwóch rozszerzających się części na współczesne urządzenie audio.

Tutaj forma ma konkretne kulturowe odniesienie. Drewniane tuby spotykają się w centralnej części, a całość wspiera rama z piaskowanego aluminium. Na górze znalazł się uchwyt wykonany z dębowego wałka.
Sam Tchogninou pracuje jako architekt i projektant w Chicago, a na początku kariery jego mentorem był Virgil Abloh. Gankéké powstał częściowo z ciekawości. Projektant zwrócił uwagę, że przez lata dostawał różne urządzenia audio, choć właściwie nie rozumiał ich konstrukcji. Postanowił więc zbudować własne.
Tutaj punktem wyjścia była forma, materiał i chęć zrozumienia urządzenia od środka. Efekt wygląda przez to znacznie mniej anonimowo niż większość przenośnych głośników.

W środku jest całkiem normalny sprzęt audio
Rzeźbiarski wygląd nie oznacza, że Gankéké jest jedynie eksperymentem ze wzornictwem. W obu drewnianych tubach umieszczono boczne głośniki, natomiast pomiędzy nimi znajduje się centralny subwoofer. Elementy ułożono w konfiguracji magnes do magnesu, która ma poprawiać stabilność konstrukcji.
Sterowanie jest zaskakująco klasyczne. Po jednej stronie umieszczono regulację głośności i włącznik, po drugiej osobne pokrętło basu. Jest również wejście liniowe dla przewodowego źródła dźwięku.
Ładowanie odbywa się przez micro USB. W 2026 roku, w urządzeniu kosztującym kilkaset dolarów, wygląda to już trochę jak znalezienie kieszeni na płyty CD w nowym samochodzie. Da się z tym żyć, ale trzeba naprawdę lubić cały projekt, żeby uznać taki szczegół za nieważny.

Podobnie wygląda kwestia akumulatora. Producent mówi o około trzech godzinach odtwarzania przy średniej głośności. Przy dzisiejszych głośnikach Bluetooth oferujących często kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin trudno uznać taki wynik za mocną stronę.
700 dolarów za głośnik, który chce być też przedmiotem kolekcjonerskim
Każdy egzemplarz Gankéké powstaje na zamówienie. Do jego wykonania wykorzystywane są między innymi tworzywo, drewniana okleina, elementy drewniane oraz piaskowane aluminium, a czas realizacji wynosi około czterech tygodni. Cena to 700 dolarów, czyli około 2 685 zł.
Patrząc wyłącznie na Bluetooth, akumulator i możliwości techniczne, trudno byłoby obronić tę kwotę. Za niespełna 2 700 zł można znaleźć bardzo rozbudowane urządzenia renomowanych marek audio.

Gankéké trafia jednak w zupełnie inną potrzebę. Coraz więcej elektroniki w domu musi już nie tylko działać, ale także wyglądać na tyle dobrze, żeby nie trzeba było jej chować. Telewizory stają się obrazami, głośniki przypominają lampy, oczyszczacze powietrza projektuje się jak meble. Technologia powoli wychodzi z epoki czarnych plastikowych pudełek.
Tutaj ten kierunek został doprowadzony naprawdę daleko. Gdy urządzenie jest wyłączone, nadal pozostaje interesującym elementem wnętrza. Dla mnie właśnie wtedy cały pomysł zaczyna się bronić, choć trzygodzinny akumulator pozostawia spory niedosyt.
Chętnie zobaczyłabym więcej elektroniki projektowanej w ten sposób
Nie chciałabym, żeby każdy głośnik Bluetooth kosztował prawie 2 700 zł i wymagał czterech tygodni oczekiwania. Masowy JBL wrzucony do plecaka nadal ma swoje miejsce na świecie. Gankéké pokazuje jednak coś, czego w elektronice użytkowej często brakuje – można zacząć projekt od kultury, materiału i formy, a elektronikę dopasować później.

Rezultat może mieć kilka irytujących kompromisów, może być drogi i zdecydowanie nie jest sprzętem dla każdego. Jednocześnie zapamiętam go znacznie dłużej niż kolejny czarny głośnik obiecujący o 15% mocniejszy bas.
