Syn wynika ze wzoru

Osiągnięcie tego celu u jeleni zapewnia atrakcyjny syn. Już od siódmego roku życia może on zacząć zdobywać haremy i w ciągu kolejnych lat spłodzić ponad pół setki dzieci. Córka nie ma żadnych szans wygrać w tej rywalizacji – w ciągu życia nie urodzi więcej niż tuzin malców. Dlaczego więc nie wszystkie matki decydują się na syna? Bo co trzeci byk umiera bezpotomnie. Szanse w walce o harem mają tylko najsilniejsze jelenie, a więc te, które od poczęcia są świetnie karmione – najpierw w łonie matki, potem mlekiem. Najlepsze warunki mogą zapewnić samice dominujące w stadzie. O 7 proc. cięższe od podwładnych, nawet w razie głodu wygrają pojedynek z sąsiadką o zieleńszy fragment lasu. Dlatego wiosną to one częściej rodzą przyszłych zwycięzców, a podporządkowane koleżanki i kuzynki ze stada – samiczki. Zgadza się to z teoretyczną strategią, jaką powinny stosować matki w różnej kondycji, decydując o płci potomstwa

Zaproponował ją w 1979 r. George C. Williams – ten sam, którego prace stały się dla Richarda Dawkinsa podstawą sformułowania teorii samolubnego genu. Williams doszedł do wniosku, że najsłabsze samice mają interes inwestować w córkę (C), na którą zawsze znajdzie się amator, silniejsze w syna (S). Jeśli mogą sobie pozwolić na więcej dzieci naraz, to te słabsze powinny mieć dwie córki (CC), silniejsze córkę i syna (CS), a potem wraz z rosnącą kondycją matki płeć jej dzieci powinna się układać wg wzoru: SS.

Na córce można oszczędzić

Badania suhaków żyjących w stadach na stepach Azji niemal doskonale wpisują się we wzór Williamsa. Samice rodzą od jednego do trzech cieląt, których wspólna waga może osiągać jedną piątą wagi matki. Żaden inny ssak kopytny nie wydaje na świat tak ciężkich młodych, co oznacza, że samice naprawdę muszą rozważnie lokować nakłady. I rzeczywiście – z badań międzynarodowego zespołu pod kierunkiem Aline Kühl z londyńskiego Imperial College wynika, że najmłodsze samice rodzą jedną córkę, te w lepszej kondycji syna, te w jeszcze lepszej – córkę i syna, a te w najlepszej – trzech synów. Ale robią jeszcze coś więcej. Matki, których potomstwo ma mieszaną płeć, już w ciąży dbają o lepsze dostawy energii dla synka, a po porodzie częściej go karmią!

Są jednak sytuacje, w których gorzej odżywione mamuśki nie muszą rezygnować z potomka płci męskiej. Głuptaki niebieskonogie w trudniejszych warunkach oszczędzają na córkach, ale synom nadal zapewniają dobrobyt. Mogą sobie na to pozwolić, bo u tego gatunku samce – o jedną trzecią lżejsze od samic – wymagają mniejszych nakładów. Różnice w traktowaniu piskląt głuptaków sprawdził eksperymentalnie hiszpański ornitolog Alberto Velando. Niektórym matkom przycinał lotki, co utrudniało im latanie – a więc dostęp do pokarmu, bo niebieskonogie pary zakładają gniazda na lądzie, lecz młode karmią rybami łowionymi w przybrzeżnych morzach.