powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Marka od czerwonych superbike’ów bierze się za najbrudniejszą robotę

Przez lata Ducati kojarzyło się z maszynami, które najlepiej czują się tam, gdzie asfalt jest równy, zakręty szybkie, a kombinezon zbyt drogi, by choćby pomyśleć o położeniu go na ziemi. Nawet gdy marka flirtowała z przygodą – przez Multistradę, DesertX czy Scramblera – robiła to w swoim stylu: efektownie i szybko.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·5 minut·
Marka od czerwonych superbike’ów bierze się za najbrudniejszą robotę

fot. Ducati

Chcesz czytać więcej treści jak „Marka od czerwonych superbike’ów bierze się za najbrudniejszą robotę"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Niedawno wspominałam o tym, że Ducati pochwaliło się modelem o mniejszej pojemności, ale mamy też Desmo450 EDS, które jest innym ruchem. To pełnoprawne enduro, lekkie, wysokie, wyspecjalizowane i stworzone po to, by nie martwić się o kurz na plastiku.

Ducati w świecie, w którym nie liczy się połysk

Włoska marka od pewnego czasu konsekwentnie rozszerza swoje terytorium. Najpierw był motocykl motocrossowy Desmo450 MX, później pojawiła się jego bardziej cywilna, ale nadal bezkompromisowa odmiana enduro – Desmo450 EDS. To pierwszy nowoczesny motocykl enduro Ducati homologowany do jazdy po drogach publicznych, a więc sprzęt, którym można legalnie dojechać do lasu, na szutrową drogę czy w okolice górskiej trasy, zamiast transportować go na przyczepie jak zawodniczą zabawkę.

Wbrew pozorom to ogromna różnica. Motocross ma być wybuchowy, lekki i skupiony na torze. Enduro musi znosić dłuższe przejazdy, wolniejszą jazdę, częste zmiany tempa, podjazdy, błoto, upał i momenty, w których człowiek zaczyna negocjować z własnym rozsądkiem po trzecim upadku w ten sam rów. Ducati nie potraktowało EDS jako MX-a z lampą i kierunkowskazami. Zmieniło charakter silnika, skrzyni biegów, zawieszenia i całego wyposażenia.

fot. Ducati

To zresztą chyba najbardziej rozsądne, co można było zrobić. W enduro nie zawsze wygrywa ten, kto ma najwyższą moc. Często większą wartość ma motocykl, który nie wyrywa się spod jeźdźca przy każdym odkręceniu manetki i pozwala przejechać techniczny odcinek bez nerwowego wachlowania sprzęgłem.

Mniej koni

Desmo450 EDS korzysta z jednocylindrowego silnika o pojemności 449,6 cm3 z desmodromicznym rozrządem – rozwiązaniem, które od dekad jest jednym z najbardziej charakterystycznych podpisów Ducati. Silnik został jednak wyraźnie przestawiony z torowej agresji na bardziej przewidywalną pracę w terenie.

fot. Ducati

Ducati zastosowało nowy tłok, inne wałki rozrządu i wał korbowy o większej bezwładności. Efekt ma być prosty: łagodniejsza reakcja na gaz, więcej kontroli przy niskiej przyczepności i mniej sytuacji, w których tylne koło postanawia samodzielnie sprawdzić jakość pobliskiego drzewa. To podejście brzmi dojrzale. W branży motocyklowej wciąż łatwo sprzedać emocje podane w liczbie koni mechanicznych, ale w terenie bardziej przekonuje mnie deklaracja, że maszyna ma pomagać kierowcy utrzymać rytm, a nie udowadniać mu, kto tu naprawdę rządzi.

Do tego dochodzi sześciobiegowa skrzynia przygotowana pod enduro. Niższe przełożenia mają ułatwiać jazdę w technicznym terenie, a dłuższy szósty bieg pozwala spokojniej pokonywać szybsze dojazdówki. To detal, ale właśnie takie rzeczy odróżniają sprzęt przeznaczony do realnej jazdy od produktu, który świetnie prezentuje się w folderze.

Włoska precyzja spotyka błoto po kostki

Desmo450 EDS dostało 21-calowe przednie i 18-calowe tylne koło, opony Metzeler 6 Days Extreme, pełne oświetlenie LED, osłony dłoni, osłonę silnika oraz dodatkowe zabezpieczenia sprzęgła i alternatora. Jest też większy, 8,5-litrowy zbiornik paliwa, a układ chłodzenia wspiera elektryczny wentylator. To wyposażenie może nie jest szczególnie romantyczne, ale każdy, kto próbował wyjechać z leśnego parowu na przegrzanym motocyklu, doceni jego sens szybciej niż stylistyczne dodatki z katalogu akcesoriów.

fot. Ducati

Zawieszenie Showa również przygotowano specjalnie pod enduro. Z przodu pracuje 49-milimetrowy widelec o skoku 310 mm, z tyłu amortyzator oferuje 301 mm skoku. Ducati zastosowało miększe sprężyny i inne ustawienia tłumienia niż w motocrossowej wersji. Chodzi o lepszą reakcję na wolniejsze, nierówne przeszkody – korzenie, kamienie, koleiny i te wszystkie miejsca, które na filmach z internetu wyglądają jak przyjemna ścieżka, a w rzeczywistości odbierają pewność siebie w pierwszych trzydziestu sekundach.

Motocykl ma ważyć 110,5 kg bez paliwa w konfiguracji wyścigowej z pełnym układem Akrapovič. To liczba, która dobrze pokazuje, że Ducati nie budowało miniaturowego adventure bike’a. EDS pozostaje sprzętem sportowym, z kanapą umieszczoną na wysokości 970 mm i ergonomią przewidzianą do jazdy na stojąco. Nie będzie to motocykl dla każdego. I bardzo dobrze.

Elektronika, która może pomóc, ale nie wyręczy

Ducati dorzuca do EDS własny pakiet elektroniki, rozbudowywany przez Racing Kit. Po jego montażu użytkownik zyskuje między innymi cztery mapy silnika, kontrolę trakcji, kontrolę hamowania silnikiem, launch control oraz możliwość konfiguracji ustawień przez aplikację Ducati X-Link.

Łatwo zakpić, że nawet jazda po kamieniach musi dziś mieć aplikację, Wi-Fi i ekran. A jednak w tym przypadku trudno całkiem machnąć ręką. Enduro potrafi być fizycznie wymagające i zwyczajnie męczące. Możliwość ustawienia łagodniejszej reakcji gazu czy kontroli uślizgu może dać mniej doświadczonemu motocykliście szansę na spokojniejszą naukę, a bardziej zaawansowanemu – dopasowanie motocykla do konkretnego terenu.

Elektronika nie zastąpi techniki jazdy, kondycji ani rozsądku.

fot. Ducati

Cena za wejście do nowego świata Ducati

W Europie Ducati Desmo450 EDS ma kosztować od 12 490 euro, czyli około 53 tysięcy zł. To poziom, przy którym trudno mówić o spontanicznym zakupie po obejrzeniu dwóch filmów z enduro na YouTubie. Cena ustawia Ducati w gronie premium, co dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem. Włoska marka nie zamierza walczyć o klienta najniższą kwotą na metce.

Ciekawsze jest jednak to, że tym razem premium ma opierać się na czymś więcej niż prestiżu. Desmodromiczny silnik, aluminiowa rama, zawieszenie Showa, hamulce Brembo, gotowość do jazdy w terenie i drogowa homologacja tworzą pakiet dla kogoś, kto rzeczywiście chce jeździć, a nie tylko opowiadać o planowanej przygodzie.

Ducati przez lata sprzedawało prędkość, temperament i włoski dramat. Desmo450 EDS proponuje coś mniej oczywistego – cierpliwość, kontrolę i gotowość na moment, gdy droga po prostu przestaje istnieć. W czasach, gdy niemal każda marka chce mieć własny motocykl adventure, Ducati poszło kawałek dalej.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Marka od czerwonych superbike’ów bierze się za najbrudniejszą robotę"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX