I właśnie na tym paradoksie od kilku lat korzysta M.A.D.Editions. Dostajemy sporą część szaleństwa kojarzonego z MB&F, charakterystyczną mechanikę i design, który trudno pomylić ze zwykłym zegarkiem, ale rachunek pozostaje jeszcze w granicach osiągalnych dla bardzo zdeterminowanego kolekcjonera. M.A.D.3 idzie w tym kierunku dalej. Tym razem dziwactwo ukryto przede wszystkim w sposobie, w jaki patrzymy na upływający czas.
M.A.D.3 pokazuje godzinę tak, że przez chwilę trzeba się zastanowić
Na pierwszy rzut oka M.A.D.3 wygląda spokojniej od wcześniejszych konstrukcji tej serii. Koperta ma 40 mm średnicy, 12,7 mm grubości i 43,7 mm od ucha do ucha. Nie ma więc rozmiarów urządzenia laboratoryjnego przypiętego do nadgarstka. Stalowa konstrukcja, skórzany pasek i stosunkowo klasyczne proporcje mogą wręcz zmylić.
Później patrzymy na tarczę.
Wskazanie godziny znajduje się w okienku umieszczonym na obracającym się dysku. Ten sam element ma wskaźnik pokazujący minuty na skali biegnącej wokół tarczy. Całość obraca się wraz z upływem godziny, więc obserwujemy, jak wskazanie przesuwa się po obwodzie zegarka. Gdy zbliża się kolejna pełna godzina, cyfra w okienku zaczyna stopniowo ustępować następnej.

Pomysł pochodzi od Vincenta Calabrese i jego konstrukcji Baladin, rozwijanej jeszcze na przełomie lat 80. i 90. Calabrese drażniła gwałtowność klasycznego mechanizmu jumping hour, w którym jedna godzina w ułamku sekundy zostaje zastąpiona kolejną. Uznał, że skoro czas płynie, mechanizm powinien ten proces pokazywać.
Sama komplikacja zaczęła ostatnio pojawiać się coraz częściej, także w modelach Cartiera, Audemars Piguet czy Christopher Ward. Tutaj mechanika faktycznie zmienia sposób korzystania z zegarka. Przez pierwsze chwile trzeba nauczyć się tarczy, później jej ruch staje się częścią całej przyjemności.
Vincent Calabrese od pół wieku komplikuje zegarmistrzom życie
Wybór Calabrese ma znaczenie również z innego powodu. Dziś ma 82 lata i należy do ludzi, których przeciętny klient luksusowego butiku może nie kojarzyć, ale branża zegarmistrzowska zna doskonale.
To współzałożyciel Académie Horlogère des Créateurs Indépendants, czyli AHCI, organizacji skupiającej niezależnych zegarmistrzów. Jest również twórcą koncepcji mechanizmu, na której powstał słynny Corum Golden Bridge. Przez dekady projektował tourbillony, nietypowe wskazania czasu i konstrukcje mechaniczne omijające utarte rozwiązania.

M.A.D.3 w dużej mierze czerpie właśnie z jego dawnego Baladina. Nie jest jednak prostym odtworzeniem starego zegarka. Oryginalny mechanizm powstawał w bardzo rzemieślniczy sposób i trudno byłoby produkować go seryjnie z odpowiednią powtarzalnością. Zespół MB&F opracował więc moduł od początku, zachowując charakterystyczny sposób przechodzenia między kolejnymi godzinami.
Bazą został automatyczny szwajcarski La Joux-Perret G111. Mechanizm pracuje z częstotliwością 4 Hz, ma 24 kamienie i oferuje 55 godzin rezerwy chodu. Od strony dekla można oglądać specjalnie przygotowany rotor. W jego konstrukcji ukryto również sentencję wybraną przez Calabrese, której sens sprowadza się do prostej myśli: znacznie trudniej być dumnym z siebie niż zadowolić innych.
Patrząc na jego zawodową drogę, trudno o bardziej pasujące zdanie.
Zegarek za 13 tysięcy zł, którego zakup zależy od losowania
M.A.D.Editions dorzuca jeszcze jeden element całej zabawy. Posiadanie pieniędzy nie gwarantuje zakupu zegarka.
Powstały dwie wersje kolorystyczne. Intensywnie różowy model przeznaczono dla członków społeczności MB&F The Tribe oraz osób i partnerów związanych z marką. Niebieski M.A.D.3 trafił do publicznej loterii.

Warto od razu wyjaśnić, że nagrodą nie jest sam zegarek. Losowanie daje możliwość jego kupienia za 2 900 CHF. Przy zgłoszeniu kwota jest preautoryzowana na karcie, a pobranie pieniędzy następuje dopiero po uzyskaniu przydziału. Zapisy trwają do 7 września 2026 roku do godziny 15:00 czasu środkowoeuropejskiego. Dostawy przewidziano między październikiem 2026 a kwietniem 2027, a międzynarodowa wysyłka jest wliczona w cenę.
Ten system ma ograniczyć wyścig botów, wieloletnie listy oczekujących oraz sytuacje, w których całą pulę zgarniają najwięksi klienci salonów. Wciąż pozostaje w nim sporo ekskluzywności, tylko podanej w bardziej demokratycznym opakowaniu.
Oczywiście 13 tysięcy zł trudno uznać za tani zegarek. W tej części rynku dostajemy jednak mechaniczną konstrukcję stworzoną przez ludzi stojących za jedną z najbardziej ekscentrycznych współczesnych manufaktur, do tego opartą na pomyśle jednego z ważniejszych niezależnych zegarmistrzów ostatnich dekad.
Luksusowy zegarek może jeszcze służyć do zabawy
Rynek mechanicznych zegarków jest dziś pełen premier, przy których trzeba długo przyglądać się fotografiom, żeby znaleźć różnicę między nową wersją a modelem sprzed dwóch lat. Inny odcień tarczy, kilka milimetrów mniej, nowy materiał koperty i kolejna rocznica czegoś, co wydarzyło się w 1967 roku.

M.A.D.3 przypomina mi, dlaczego niezależne zegarmistrzostwo potrafi być znacznie ciekawsze. Tutaj ktoś rzeczywiście zastanowił się, czy godzinę można pokazać inaczej. Pomysł ma kilkadziesiąt lat, ale nadal wygląda świeżo, szczególnie w czasach, gdy mechaniczny zegarek już dawno przestał być najbardziej praktycznym sposobem sprawdzania godziny.
Skoro smartfon zrobi to szybciej, zegarek za kilkanaście tysięcy zł powinien dawać coś więcej niż poprawną tarczę i dobrze wypolerowaną kopertę. M.A.D.3 daje trochę mechanicznego zamieszania, trochę historii niezależnego zegarmistrzostwa i sporo ruchu na nadgarstku. W tej kategorii cenowej wolę właśnie taką ekstrawagancję od kolejnej bardzo poważnej tarczy z trzema wskazówkami.
