Nowy Marlin Automatic Space kosztuje 329 euro, czyli około 1400 zł. Jak na zegarek automatyczny z licencjonowaną grafiką Peanuts, retro kopertą i całkiem pomysłową tarczą, nie jest to kwota absurdalna. Oczywiście nadal mówimy o zegarku, który w dużej mierze kupuje się sercem, a nie tabelką parametrów.
Kosmos, Snoopy i ten mały absurd
Motyw kosmiczny w zegarkach ma długą historię i zwykle szybko prowadzi nas do wielkich marek, misji Apollo, chronografów i kolekcjonerskich emocji. Snoopy też nie pojawił się w tym świecie przypadkiem. Postać z Peanuts od lat jest związana z NASA, między innymi przez nagrodę Silver Snoopy, przyznawaną osobom szczególnie zasłużonym dla bezpieczeństwa i powodzenia lotów kosmicznych. To sprawia, że pies w skafandrze nie jest tu wyłącznie słodką grafiką doklejoną do tarczy. Ma swoje miejsce w kosmicznej ikonografii, choć oczywiście bardziej po stronie uśmiechu niż patosu.
I dobrze. Mam wrażenie, że zegarkom czasem przydałoby się mniej spiętej powagi. Zwłaszcza tym mechanicznym, które potrafią obrastać językiem pełnym nabożnego zachwytu. Timex Marlin Automatic Space przypomina, że mechanika może być też zabawą. Nie trzeba za każdym razem opowiadać o dziedzictwie, precyzji i męskiej elegancji przy kominku. Czasem wystarczy tarcza, na której bohaterowie Peanuts dryfują wokół statku kosmicznego, a wskazówka sekundowa zamienia się w mały ruchomy obrazek.
Tarcza z efektem, który ma więcej uroku niż praktyczności
Najważniejszym elementem tego zegarka jest tak zwany mystery dial, czyli rozwiązanie znane z dawnych zegarków, w którym oznaczenia poruszają się na przezroczystym dysku i tworzą wrażenie, jakby unosiły się nad tarczą. W tym modelu Timex wykorzystuje ten pomysł do pokazania postaci Peanuts w kosmicznym dryfie. Charlie Brown, Peppermint Patty i Franklin krążą po tarczy, a Snoopy i Lucy zostają częścią statycznej sceny.

Czy to poprawia czytelność? Raczej nie. Czy sprawia, że człowiek częściej zerka na nadgarstek bez potrzeby sprawdzania godziny? Bardzo możliwe. I tu właśnie leży cały urok takich zegarków. One nie są po to, żeby wygrać konkurs ergonomii. Mają dawać drobną codzienną przyjemność, ten moment, gdy między powiadomieniem z banku, mailem i kolejną rzeczą do zrobienia pojawia się coś kompletnie niepilnego. Mały obrazek, trochę ruchu, trochę dziecięcej wyobraźni zamkniętej w stalowej kopercie.
Podoba mi się, że Timex nie zrobił z tego cyfrowej animacji ani przesadzonego efektu specjalnego. Wszystko zostaje analogowe, trochę staroświeckie i przez to bardziej przekonujące. Mechanizm automatyczny, który zwykle służy do spokojnego przesuwania wskazówek, tutaj wprawia w ruch kosmiczną scenkę. To proste, ale pomysłowe.
Marlin nadal wygląda jak zegarek, a nie gadżet z nadrukiem
Bazą jest dobrze znana linia Marlin Automatic, czyli retro projekt z kopertą 40 mm. Stal jest polerowana, tarcza srebrzysta i szczotkowana promieniście, a całość przykrywa wypukłe szkło akrylowe. Akryl łatwiej zarysować niż szafir, ale w takich zegarkach ma swój wdzięk. Daje cieplejszy, bardziej vintage’owy wygląd, a drobne rysy można z czasem wypolerować. Przy Marlinie to rozwiązanie wydaje się bardziej naturalne niż twarda, sterylna perfekcja.
W środku pracuje mechanizm automatyczny z rezerwą chodu do 40 godzin. To nie jest zegarmistrzowski fajerwerk, ale przy tej cenie i charakterze modelu trudno oczekiwać więcej. Jest też datownik na godzinie 3, wodoszczelność 50 m i przeszklony dekiel z grafiką bohaterów Peanuts. Pasek wykonano z czarnej skóry i zastosowano teleskopy quick-release, więc można go zmienić bez narzędzi. Przy tak zabawnej tarczy możliwość łatwej podmiany paska ma praktyczny wymiar – jeden pasek może uspokoić zegarek, drugi jeszcze bardziej podbić jego charakter.

40 mm to rozmiar dość uniwersalny, choć przy wypukłym szkle i 13 mm wysokości Marlin nie będzie zupełnie płaski. Na mniejszych nadgarstkach może wyglądać wyraźnie, ale w tym projekcie chyba o to trochę chodzi. Tarcza ma być widoczna, bo to ona jest główną sceną.
Nostalgia, która nie musi udawać luksusu
Rynek zegarków lubi dziś dwie skrajności. Z jednej strony mamy modele luksusowe, limitowane i natychmiast obrośnięte spekulacją. Z drugiej – masowe gadżety, które działają chwilę, a potem znikają w szufladzie. Timex ze Snoopym znajduje się gdzieś pomiędzy. Jest dostępny, ale nie anonimowy. Zabawny, ale nie byle jaki.

Nie każdy chce zegarka, który ma wyglądać jak symbol statusu. Coraz częściej widzę, że ludzie szukają rzeczy z charakterem, ale bez nadęcia. Czegoś, co można nosić do swetra, koszuli, kurtki albo kompletnie zwyczajnego dnia. Marlin Automatic Space ma w sobie ten rodzaj lekkości, który nie wymaga tłumaczenia. Kto lubi Peanuts, od razu zrozumie. Kto lubi zegarki retro, doceni formę. Kto szuka perfekcyjnego narzędzia do odmierzania czasu, pewnie pójdzie dalej.
To zegarek dla osób, które chcą mieć na nadgarstku odrobinę historii popkultury, trochę kosmicznej wyobraźni i mechaniczny detal, który pracuje bez baterii.
