Suzuki najwyraźniej uznało jednak, że czterdzieste urodziny rodziny GSX-R wypada uczcić w sposób bardziej konkretny niż pamiątkową grafiką w mediach społecznościowych. Na rynek wjeżdżają trzy jubileuszowe wersje litrowego superbike’a: GSX-R1000, GSX-R1000R oraz najbardziej efektowny GSX-R1000RS. To powrót ważny, bo jeszcze niedawno przyszłość dużego Gixxera wyglądała bardzo niepewnie. Model zniknął z wielu rynków, a ostatnia większa modernizacja zdążyła się już pokryć lekkim kurzem.
Czterdzieści lat później nadal wiadomo, o co chodzi
Rodzina GSX-R rozpoczęła karierę w 1985 roku od modelu GSX-R750. Suzuki przekonuje, że od tego czasu sprzedało ponad milion motocykli z tym oznaczeniem. Za tą liczbą kryje się jednak coś więcej niż popularna seria. GSX-R przez dekady był jednym z symboli japońskiej szkoły budowania maszyn sportowych: lekkich, mocnych, mechanicznie bezpośrednich i stosunkowo dostępnych.

Dla całego pokolenia motocyklistów charakterystyczne niebiesko-białe malowanie znaczyło mniej więcej tyle, co duży spojler i złote felgi dla fanów samochodów z przełomu wieków. Od razu było wiadomo, że właściciel nie kupił pojazdu wyłącznie po to, by spokojnie dotrzeć do pracy.
Nowa jubileuszowa seria rozsądnie korzysta z tego kapitału. Zamiast obwieszać motocykl ogromnymi napisami i numerami rocznicowymi, Suzuki postawiło na specjalne grafiki, emblemat na zbiorniku, oznaczenia na siedzeniu, tłumiku oraz kluczyku. Wersje oferowane w Stanach Zjednoczonych dostaną klasyczne zestawienie niebieskiego z bielą. Podstawowy GSX-R1000 będzie dostępny również w żółto-błękitnym malowaniu, natomiast odmiany R i RS otrzymają także czerwono-białą konfigurację.
Mam wrażenie, że właśnie tak powinno się obchodzić rocznicę modelu. Projektanci przypominają o przeszłości, ale motocykl nie wygląda jak ruchoma wystawa gadżetów z muzealnego sklepu.



Stary charakter, znacznie czujniejsza elektronika
Sercem całej trójki pozostał chłodzony cieczą, czterocylindrowy silnik rzędowy o pojemności 999,8 cm³. Jednostka ma rozrząd DOHC, elektronicznie sterowaną przepustnicę oraz sześciobiegową skrzynię. Producent określa ją jako najmocniejszy i najlepiej przyspieszający silnik w historii rodziny GSX-R. W zależności od rynku podawana moc sięga około 195 KM.
Taka wartość nadal brzmi imponująco, choć współczesny wyścig na liczby zdążył już przyzwyczaić nas do motocykli przekraczających 200 KM. Suzuki wydaje się mniej zainteresowane biciem rekordu na stronie ze specyfikacją, a bardziej tym, by kierowca mógł tę moc wykorzystać i nie zakończył pierwszej ambitnej próby przyspieszenia w przydrożnym żywopłocie.
Dlatego każdy model otrzymał rozbudowany system Suzuki Intelligent Ride System. Pojawiła się nowa jednostka pomiaru bezwładności Bosch IMU, układ ABS działający podczas jazdy w zakręcie oraz zestaw funkcji kontrolujących trakcję, unoszenie przedniego koła i moment obrotowy. Jubileuszowy GSX-R nadal wymaga pokory, ale elektronika coraz uważniej patrzy kierowcy na ręce.

Dawniej brak elektronicznych zabezpieczeń przedstawiano jako dowód czystości sportowego doświadczenia. Tyle że czysta bywała również panika, gdy tylna opona postanawiała nagle wyprzedzić przednią. Przy niemal 200 KM rozsądek zapisany w oprogramowaniu przestaje być ujmą na honorze.
Trzy wersje i jeden bardzo kuszący środek
Podstawowy GSX-R1000 oferuje wspólny dla całej serii silnik, elektronikę oraz jubileuszowy wygląd. GSX-R1000R dostaje znacznie poważniejsze zawieszenie Showa Balance Free, regulowane punkty mocowania wahacza, stalowe przewody hamulcowe i radialne zaciski Brembo. Waży 203 kg z płynami, ma zbiornik o pojemności 16 litrów i kanapę umieszczoną na wysokości 825 mm.
Najdroższy GSX-R1000RS dodaje do tego karbonowe skrzydełka wywodzące się z motocykla wyścigowego Suzuki CN Challenge. Przy wysokich prędkościach mają zwiększać docisk i stabilność. Wizualnie pełnią również inną funkcję: pozwalają bez zaglądania do katalogu rozpoznać, kto wybrał najdroższą pozycję w konfiguratorze.
Osobiście najbardziej przekonuje mnie wersja R. Oferuje zawieszenie i hamulce, które mogą realnie zmienić zachowanie motocykla, a jednocześnie unika aerodynamicznej biżuterii przydatnej głównie podczas jazdy w tempie zdecydowanie trudnym do pogodzenia z polskim kodeksem drogowym.

Powrót, który mówi sporo o rynku motocykli
W Stanach Zjednoczonych ceny zaczynają się od 16 399 dolarów, czyli około 62 400 zł za GSX-R1000. GSX-R1000R kosztuje od 17 939 dolarów, czyli około 68 300 zł, a GSX-R1000RS od 18 639 dolarów, czyli około 71 000 zł. Są to ceny na rynku amerykańskim, bez lokalnych opłat i kosztów rejestracji.
Powrót GSX-R1000 pokazuje, że sportowe motocykle nadal mają dla producentów znaczenie, choć przestały być oczywistym centrum rynku. Dziś pełnią trochę rolę supersamochodów w świecie jednośladów. Większość klientów wybierze coś wygodniejszego, bardziej praktycznego i mniej wymagającego, ale właśnie takie maszyny budują reputację marki i przypominają, skąd wzięła się cała fascynacja motoryzacją.
Jubileuszowy Gixxer zachował znajomą sylwetkę, potężny czterocylindrowy silnik i wyścigowy temperament, a jednocześnie dostał elektronikę odpowiadającą współczesnym oczekiwaniom. Czterdziestolatek nie zamierza więc spokojnie wspominać dawnych sukcesów. Założył kombinezon, rozgrzał opony i wrócił sprawdzić, czy młodsi nadal potrafią dotrzymać mu tempa.
