Miękkie jak tkanka, precyzyjne jak urządzenie. Nowe hydrożele mogą zmienić laboratoria

Hydrożel zwykle kojarzy się z czymś miękkim, wilgotnym i dość biernym – raczej materiałem opatrunkowym niż kandydatem na mikromaszynę. Tymczasem badacze z Max Planck Institute for the Science of Light zbudowali maleńkie struktury hydrożelowe, które potrafią mechanicznie naciskać na otoczenie i odtwarzać jeden z najbardziej podstawowych gestów życia: komórkowe ściskanie, wypychanie i przeorganizowywanie sąsiedztwa. To nie są sztuczne komórki w sensie biologicznym. To raczej miniaturowi mechaniczni dublerzy, którzy potrafią naśladować to, jak żywe komórki oddziałują na tkanki.
...
fot. Vicente Salas-Quiroz

Przez lata w biologii i medycynie skupiano się głównie na chemii komórek – sygnałach, receptorach, genach, białkach. Tymczasem prawdziwe tkanki działają też jak środowisko fizyczne: są ściskane, rozciągane, usztywniane i odkształcane. Komórki nie żyją w sterylnym bezruchu, tylko w czymś, co bardziej przypomina zatłoczone miasto pełne nacisków i naprężeń niż spokojną szalkę Petriego. Nowe hydrożelowe mikromaszyny mają pozwolić naukowcom odtworzyć tę brakującą warstwę rzeczywistości w systemach typu lab-on-a-chip.

Materiał miękki jak tkanka, zachowanie precyzyjne jak urządzenie

Sednem całej technologii są “inteligentne” mikrostruktury hydrożelowe wbudowane w platformę lab-on-a-chip. Hydrożele są szczególnie wdzięcznym materiałem do takich zadań, bo dobrze naśladują miękkie środowisko biologiczne, a przy tym można je projektować tak, by reagowały na bodźce zewnętrzne. W tym przypadku chodzi o bardzo precyzyjne wywieranie nacisku na sieci białkowe przypominające macierz zewnątrzkomórkową, czyli rusztowanie, w którym osadzone są komórki w prawdziwych tkankach.

Wiele dzisiejszych modeli organoidów i układów organ-on-chip naprawdę dobrze odtwarza biochemię, ale gorzej radzi sobie z mechaniką. A przecież komórki reagują nie tylko na to, jakie cząsteczki je otaczają, lecz także na to, jak bardzo są ściskane, jak twarde jest ich podłoże i jak przenoszą się siły w całej tkance. Bez tego laboratorium bywa trochę jak teatr z piękną scenografią, ale bez grawitacji i ciężaru ciał aktorów. Niby wszystko się zgadza, a jednak czegoś fundamentalnego brakuje.

Nowe struktury mają właśnie ten brakujący element dołożyć. Badacze pokazali, że hydrożelowe mikromaszyny potrafią kompresować białkowe sieci w sposób kontrolowany, a reakcję otoczenia można śledzić mikroskopowo nawet setki mikrometrów dalej. To oznacza, że naukowcy nie oglądają już tylko punktowego nacisku, ale mogą patrzeć, jak mechaniczny impuls rozchodzi się przez całą miniaturową tkankę niczym drżenie po naciśnięciu sprężystej membrany.

To nie jest udawanie życia, tylko uczenie się jego języka

Najłatwiej byłoby napisać, że te mikromaszyny “naśladują komórki”, ale to sformułowanie warto dobrze rozumieć. One nie metabolizują, nie dzielą się i nie prowadzą własnej biologii. Naśladują konkretny aspekt życia: mechaniczne oddziaływanie komórek na otoczenie. To trochę jak różnica między zbudowaniem sztucznego ptaka a skonstruowaniem skrzydła w tunelu aerodynamicznym. Nie chodzi o skopiowanie całego organizmu, tylko o uchwycenie jednej zasady, która ma znaczenie.

A ta zasada ma znaczenie ogromne. Mechaniczne sygnały wpływają na rozwój tkanek, gojenie ran, wzrost naczyń krwionośnych, a także na zachowanie komórek nowotworowych. Gdy komórka czuje, że środowisko wokół niej jest sztywniejsze albo poddawane naciskowi, może zmieniać sposób działania równie radykalnie, jak po kontakcie z nową cząsteczką sygnałową. W biologii coraz częściej okazuje się, że siła fizyczna jest nie dodatkiem do chemii, lecz jej pełnoprawnym partnerem.

Od lewej: Vicente Salas-Quiroz, Dr. Katja Zieske, Katharina Esch. fot. MPL, Susanne Viezens

Dlatego to rozwiązanie wygląda tak obiecująco dla badań nad modelami chorób. Kontrolowana kompresja mogłaby pomóc lepiej testować organoidy nowotworowe, modele gojenia czy rozwijające się tkanki naczyniowe. W praktyce chodzi o to, by laboratoryjna tkanka nie była już tylko miniaturową atrapą narządu, ale środowiskiem, w którym naprawdę da się odtworzyć fizyczny stres obecny w organizmie.

Medycyna coraz bardziej potrzebuje nie tylko komórek, ale i nacisku

Współczesne modele 3D, w tym organoidy i systemy organ-on-chip, są znacznie lepsze niż tradycyjne hodowle 2D, ale nadal często upraszczają rzeczywistość. Tkanki w ciele człowieka nie są zawieszone w spokojnym żelu jak owoc w deserze. One są nieustannie ugniatane przez ruch, ciśnienie płynów, wzrost innych komórek i zmiany struktury otaczającej macierzy. Jeśli chcemy naprawdę zrozumieć chorobę albo przewidzieć reakcję na lek, trzeba odtwarzać również ten wymiar.

To może mieć znaczenie zwłaszcza tam, gdzie mechanika jest częścią samej patologii. Guzy nowotworowe często zmieniają sztywność tkanki, bliznowacenie przebudowuje środowisko komórkowe, a rozwój naczyń zależy od subtelnej gry sił i nacisków. Mikromaszyny hydrożelowe nie rozwiązują tych problemów, ale dają naukowcom coś bardzo cennego: możliwość powtarzalnego wprowadzania konkretnego mechanicznego bodźca i obserwowania skutków bez zgadywania, co dokładnie zadziałało.

W tym sensie cała technologia przypomina przejście od biernej obserwacji do aktywnego zadawania pytań. Zamiast patrzeć, jak tkanka zachowuje się sama z siebie, badacze mogą ją delikatnie “szturchnąć” i zobaczyć, co odpowie. A w biologii takie kontrolowane szturchnięcie bywa bezcenniejsze niż tysiąc eleganckich obrazów pod mikroskopem.

Źródła: Earth; Sci Tech Daily