powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Archiwum

Migiem do Japonii. Jak radziecki pilot uciekł ze swojego kraju?

Radziecki pilot uciekł supertajnym myśliwcem do Japonii. Tam MiG trafił w ręce Amerykanów. Czy pilot był agentem CIA, czy raczej marzył o wolności? A może po prostu świetnie kalkulował?

Focus Historia 10/2015
08.10.2022·7 minut·
Migiem do Japonii. Jak radziecki pilot uciekł ze swojego kraju?
Chcesz czytać więcej treści jak „Migiem do Japonii. Jak radziecki pilot uciekł ze swojego kraju?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Rankiem 6 września 1976 roku władze ZSRR zelektryzowała alarmująca informacja. Zniknęła radziecka superbroń: MiG-25P. Około godz. 7 ten najnowszy myśliwiec przechwytujący wystartował z lotniska Sokołówka. Miał wykonać rutynowy lot ćwiczebny, ale po wejściu na przewidywaną wysokość nagle ostro zanurkował i zniknął z radarów. Maszynę z numerem pokładowym 31 pilotował doświadczony starszy lejtnant Wiktor Bielenko.

AFERA W JAPONII

Władze początkowo zareagowały spokojnie. „To przecież lotnictwo, tu czasami awarie się zdarzają, pilot pewnie katapultował się, więc wyślijcie śmigłowce na jego poszukiwanie” – skwitował wydarzenie znajdujący się wówczas z inspekcją we Władywostoku marszałek lotnictwa Jewgenij Sawicki.

Prawdziwe zamieszanie zaczęło się kilka godzin później, kiedy na antenach radiowych i telewizyjnych całego świata podano wiadomość, że MiG wylądował… na japońskiej wyspie Hokkaido! Wylądował zresztą „po hajdamacku”, o mały włos nie powodując katastrofy pasażerskiego Boeinga 727. Bielenko nie trafił w początek pasa startowego i zabrakło mu miejsca do wyhamowania. W efekcie ugrzązł na żwirowym odcinku bezpieczeństwa. Jakby tego było mało, pilot zachowywał się mało elegancko – coś krzyczał w niezrozumiałym dla Japończyków języku (jak się później okazało, był to wyjątkowo kiepski angielski), groził pistoletem dziennikarzom, którzy ruszyli fotografować i filmować sensacyjne wydarzenie, a nawet oddał kilka ostrzegawczych strzałów w powietrze.

Kiedy udało się jakoś porozumieć z pilotem, zażądał okrycia samolotu plandekami oraz spotkania z konsulem. Nie było jednak jasne, z jakim konkretnie! Dlatego strona radziecka starała się przekonać cały świat, że chodziło o radzieckiego. Strona japońska natomiast utrzymywała, że amerykańskiego. W końcu policja opanowała sytuację: rozbrajając pilota, zakuwając go w kajdanki i z workiem na głowie pakując do samochodu. Ten odjechał w nieznanym kierunku.

AWARYJNA WERSJA MOSKWY

Po tym, jak relacje z miejsca wydarzenia obiegły media całego świata, Kreml nie mógł już zamieść sprawy pod dywan. Moskwa natychmiast wystąpiła ze sprzeciwem wobec przetrzymywania w Japonii pilota – który jej zdaniem dokonał awaryjnego lądowania – oraz jego samolotu, którego zaawansowana konstrukcja objęta była tajemnicą. W radzieckiej telewizji pokazano matkę pilota (choć Bielenko nie widywał się z nią od kilkunastu lat) i jego żonę, które nawoływały władze japońskie do natychmiastowego zwrócenia im kochanego syna i męża.

Tokio miało twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony skandal międzynarodowy i zatargi z potężnym sąsiadem nie były Japończykom do niczego potrzebne. Z drugiej Waszyngton „opiekujący się” Japonią od czasów jej kapitulacji w II wojnie światowej wyraził życzenie, by zatrzymać samolot na co najmniej miesiąc. W takiej sytuacji władze japońskie podjęły iście salomonową decyzję. Pilotowi wy-toczyły sprawę karną z racji nielegalnego przekroczenia granicy, przewiezienia materiałów wybuchowych oraz posiadania i użycia broni palnej. Samolot natomiast zabezpieczyły jako dowód rzeczowy w sprawie. Zdemontowano go i zapakowano do amerykańskiego transportowca S-5A Galaxy, który dostarczył go do bazy wojskowej Hyakuri, leżącej 80 km od Tokio. Na wszelki wypadek nietypowy lot eskortowało aż czternaście japońskich myśliwców.

Nic dziwnego, bo był to niesamowity łup. MiG-25 (Foxbat wedle nazewnictwa NATO) był maszyną bardzo nowoczesną i groźną. Pod względem pułapu i prędkości nie mógł z nim konkurować żaden ówczesny myśliwiec przechwytujący. Co więcej, jego uzbrojenie rakietowe pozwalało zwalczać nawet obiekty znajdujące się w tzw. bliskim kosmosie.

Zagrażał więc nie tylko lotom amerykańskich samolotów zwiadowczych nad sowieckim terytorium odbywanym na dużej wysokości, lecz także amerykańskiemu programowi „Wojen Gwiezdnych” (SDI, Strategic Defense Initiative), ujawnionym przez Amerykanów w 1983 r., ale rozpoczętym de facto kilka lat wcześniej.

A JEDNAK UCIECZKA

Zaproponowana przez sowiecką propagandę wersja o awaryjnym lądowaniu szybko okazała się bezużyteczna. Już powierzchowna analiza lotu wskazywała, że działania pilota były celowe i dobrze przemyślane. Zejście do minimalnego pułapu (nawet poniżej 200 m) miało na celu ukrycie lotu przed radarami obrony przeciwlotniczej. Po przekroczeniu granicy państwowej ZSRR pilot wzbił się wyżej – na optymalną wysokość lotu. Od lotniska wojskowego w Sokołówce, skąd wystartował Bielenko, do lotniska Hokadate na wyspie Hokkaido jest 620 km w linii prostej. To mniej niż wynosi zasięg bojowy (uwzględniający możliwość powrotu) MiGa-25. Możliwe jednak, że do lotu ćwiczebnego nie zatankowano samolotu do pełna i pilot o tym wiedział. Poza tym Hokadate to najbliższe japońskie cywilne lotnisko dysponujące pasem takiej długości, że MiG-25 w ogóle mógł na nim wylądować. Na rzecz wersji o z góry planowanej ucieczce przemawiał też fakt, że z domu Bielenki zniknęły wszystkie jego dokumenty: poczynając od aktu urodzenia, a kończąc na dyplomie i świadectwach kwalifikacyjnych.

Moskwa nie miała więc wyjścia i w końcu przyznała, że Bielenko dokonał aktu dezercji, uprowadzając przy okazji najnowszy supertajny samolot. Naturalnie okrzyknięto pilota zdrajcą. Pojawiła się hipoteza, że Bielenko został zwerbowany przez amerykański wywiad jeszcze podczas nauki w Armawirskiej Szkole Lotnictwa Wojskowego (na Kaukazie) i jego ucieczkę z góry zaplanowano. Taka wersja była rozpatrywana przez KGB, jednak niezbitych dowodów nie znaleziono. Nie można bowiem uznać za obciążające, że Bielenko był pilnym kadetem, dobrze się uczył i interesował się dostępnymi w czytelni szkoły zastrzeżonymi dokumentami i publikacjami.

SPRYTNY PLAN

Najbardziej wiarygodna pozostaje więc wersja o ucieczce na własną rękę. Dobrze wpisuje się w to również fakt, że Bielenko trafił na Daleki Wschód z Kaukazu niejako na własne życzenie. Wywołał bowiem skandal, ujawniając, że jego dowództwo nadużywa alkoholu. Dla nikogo nie było tajemnicą, że oficerowie Armii Radzieckiej nie wylewają za kołnierz – tym bardziej w lotnictwie, gdzie praktycznie nieograniczone ilości używanego w systemach przeciwoblodzeniowych spirytusu znajdowały się dosłownie w zasięgu ręki. Nikt jednak nigdy na to nie narzekał. Możliwe więc, że i skandal, i żądanie przeniesienia na Daleki Wschód, niedaleko Japonii, były częścią planu ucieczki.

Czemuż jednak Bielenko, chcąc uciec za granicę, nie zrobił tego podczas swej służby w Stawropolu? Przecież odległość do najbliższych lotnisk Turcji, członka NATO, jest jeszcze krótsza i wynosi zaledwie 400 km? Odpowiedź okazuje się prosta. Z jaką kartą przetargową uciekałby Bielenko do Turcji? Ze starym, nikogo w zasadzie już nieinteresującym samolotem szkoleniowym? I co dalej? „Przepustką” Bielenki do nowego życia mógł być tylko nowy utajniony dotąd samolot, którym Amerykanie chętnie by się zainteresowali i za jego dostarczenie udzielili pilotowi sowitego wynagrodzenia. A taką maszynę można było podwędzić jedynie z przygranicznych jednostek wojskowych, znajdujących się w strategicznych miejscach. Daleki Wschód był idealny.

Niewykluczone, że nawet szopka z wymachiwaniem bronią na lotnisku to dobrze przemyślane zagranie. Bielenko musiał zdawać sobie sprawę, że Amerykanom jest potrzebny samolot, on sam zaś – już znacznie mniej. Wywołując sensacyjną scenę przed kamerami, Bielenko zabezpieczył się, że po przekazaniu samolotu on sam nie przepadnie w tajemniczych okolicznościach. Stało się wręcz przeciwnie: ostatecznie Amerykanie przyznali mu azyl polityczny i wywieźli do USA. Dodajmy, że już po rozpadzie ZSRR żona lotnika Ludmiła w wywiadzie dla gazety „Komsomolskaja Prawda” powiedziała, że od momentu odlotu do Japonii jej mąż nigdy nie podjął żadnej próby skontaktowania się ani z nią, ani z ich synem.

SPRAWDZONY CO DO ŚRUBKI

„Supertajny” MiG wrócił do ZSRR dopiero 12 listopada 1976 r., czyli po upływie ponad 2 miesięcy. Został zwrócony w 13 kontenerach, rozłożony niemalże do ostatniej śrubki. Amerykanie sprawdzili wszystko: od składu użytych w konstrukcji stopów po elektronikę. Pechowy samolot nie powrócił już do czynnej służby. Został przekazany do szkoły lotniczej w mieście Daugavpils (Łotwa), a w końcu lat 80. wycofany ze służby i rozebrany na pamiątki. Po tym, jak dostał się w ręce Amerykanów, model MiG-25 przestał być asem w rękawie Moskwy. Dlatego zniesiono na niego ograniczenia eksportowe. W ten sposób Kreml nieco poprawił sobie humor, sprzedając dziesiątki maszyn Egiptowi, Syrii, Irakowi i Indiom. Gorzej, że w ZSRR musiano zmienić cały system rozpoznawania „swój czy obcy” identyfikujący maszyny w przestrzeni powietrznej (rodzaj obszernego zestawu z góry zdefiniowanych pytań i odpowiedzi funkcjonujący na podstawie pewnego algorytmu; wraz z MiG-iem algorytm ten dostał się w ręce Amerykanów), co kosztowało budżet około 2 mld dolarów.

LOSY UCIEKINIERA

Trudno powiedzieć, jakie materialne wynagrodzenie otrzymał od Amerykanów Bielenko. Wiadomo, że w 1980 r. dostał amerykańskie obywatelstwo i został objęty programem ochrony: jego nowe personalia i miejsce zamieszkania utajniono. Wiadomo też, że w 1983 r. włączono go w skład grupy specjalnej CIA pracującej nad odczytaniem rozmów rosyjskich pilotów i dyspozytorów lotu po domniemanym zestrzeleniu nad Sachalinem południowokoreańskiego pasażerskiego Boeinga 747 przez radziecki myśliwiec. Wykładał też w amerykańskiej szkole taktykę walki powietrznej stosowaną przez radzieckich pilotów. Potem przeszedł do pracy w cywilnej branży jako konsultant lokalnych linii lotniczych.

Bielenko ożenił się z Amerykanką, miał z nią trójkę dzieci. Wspólnie z pisarzem Johnem Barronem wydał w1980 r. książkę „MiG Pilot: The Final Escape of Lt. Belenko”. Usprawiedliwiał w niej swój czyn dążeniem do wolności. Jednocześnie zachwycał się wszystkim, co dotyczyło amerykańskiego stylu życia. Już pierwsza wizyta w supermarkecie tak go oczarowała, że aż zaczął podejrzewać Amerykanów o zainscenizowanie otaczającego go dobrobytu. Z kolei pierwszy artykuł spożywczy nabyty tam przez uciekiniera okazał się przez pomyłkę… konserwą dla kotów. Aczkolwiek swoimi walorami smakowymi górował – zdaniem Bielenki – nad radzieckimi mięsnymi konserwami.

Po ucieczce Bielenki pojawiały się w mediach dywagacje na temat zaocznego osądzenia pilota i skazania go na karę śmierci. Okazały się jednak przesadzone. Kolejna plotka dotyczyła tego, że uciekinier zginął w USA w wypadku sfingowanym przez KGB. Także i to okazało się nieprawdą. Bielenko żyje za Atlantykiem do dziś.

Tematy:brońlotnictwoZimna WojnaZSRR

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Migiem do Japonii. Jak radziecki pilot uciekł ze swojego kraju?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX