Small Second Serpentine ma tarczę wykonaną z zielonego serpentynitu pochodzącego z okolic Zermatt. Naturalne żyłki, przebarwienia i struktura kamienia sprawiają, że każdy plaster wygląda inaczej. Powstanie tylko 50 zegarków, ale nawet dwa egzemplarze stojące obok siebie nie będą identyczne. I mam wrażenie, że właśnie ten rodzaj niedoskonałej powtarzalności pasuje dziś do luksusu znacznie bardziej niż kolejna numerowana tabliczka na deklu.
Kawałek Alp wygląda ciekawiej niż perfekcyjny wzór
Serpentynit wykorzystany przez Chronoswiss pochodzi z Zermatt, miejsca niemal automatycznie kojarzonego z Matterhornem. Jego geologiczna przeszłość sięga znacznie dalej niż historia szwajcarskiego zegarmistrzostwa. Skały tego typu są związane z materiałem dawnego dna oceanicznego, który podczas ruchów płyt tektonicznych został wypiętrzony i stał się częścią Alp. Producent tnie wybrane fragmenty na bardzo cienkie płytki, a następnie obrabia je tak, aby mogły pełnić funkcję tarczy.

Efekt jest daleki od sterylnej perfekcji. Zielona powierzchnia przecinana jest jaśniejszymi liniami i plamami, których układu wcześniej nie da się dokładnie zaprojektować. Jednemu egzemplarzowi przypadnie spokojniejszy wzór, innemu bardziej nerwowy. W produkcji masowej taka zmienność byłaby koszmarem kontroli jakości. W zegarku za kilkadziesiąt tysięcy złotych staje się argumentem sprzedażowym.
Limitowane serie często bywają limitowane głównie dlatego, że ktoś postanowił wyprodukować 50 zamiast 500 sztuk. Tutaj istnieje dodatkowy element, którego później nie da się odtworzyć z pliku projektu. Nawet gdyby Chronoswiss chciał zrobić egzemplarz numer 51, identycznej tarczy już nie znajdzie.

Chronoswiss zostawił kamieniowi dużo miejsca
Projektanci mogli łatwo przesadzić. Przy tak charakterystycznym materiale wystarczyłoby dorzucić kilka ozdobników i mielibyśmy na nadgarstku coś na kształt bardzo drogiej witryny mineralogicznej. Small Second Serpentine zachowuje jednak stosunkowo klasyczny układ.
Koperta ma 40 mm średnicy i 11,5 mm grubości. Wykonano ją ze stali nierdzewnej oraz 18-karatowego czerwonego złota. Godziny i minuty wskazywane są centralnie, natomiast mały sekundnik trafił na godzinę 9. Jego powierzchnię wykonano techniką ręcznego giloszowania, dzięki czemu uporządkowany geometryczny wzór ciekawie zderza się z całkowicie nieprzewidywalną strukturą kamienia. Wodoszczelność wynosi 30 metrów, więc zdecydowanie bliżej temu zegarkowi do eleganckiego przedmiotu kolekcjonerskiego niż sprzętu na wakacje nad fiordem.

W środku pracuje już bardzo współczesna mechanika
Kamień przyciąga wzrok, ale Chronoswiss nie zostawił pod nim przypadkowego mechanizmu. Small Second Serpentine korzysta z automatycznego kalibru C.6000, opracowanego we współpracy z La Joux-Perret. Mechanizm pracuje z częstotliwością 4 Hz i zapewnia 55 godzin rezerwy chodu. Przez szafirowy dekiel można zobaczyć między innymi pasy genewskie, elementy pokryte rutenem oraz ażurowany rotor wykonany z wolframu.
Podoba mi się, że specyfikacja nie próbuje tutaj przejąć całej rozmowy. W świecie zegarków mechanicznych łatwo urządzić konkurs na liczbę komplikacji i parametrów, których większość właścicieli nigdy realnie nie wykorzysta. Tutaj mechanika ma być odpowiednio dobra, dopracowana i atrakcyjna dla kogoś, kto odwróci zegarek. Pierwsze skrzypce pozostają jednak po drugiej stronie.

Jest też spokojniejszy brat z niemieckiego kamienia
Serpentine nie pojawił się sam. Chronoswiss przygotował równocześnie Small Second Jasper z tarczą z naturalnego jaspisu pochodzącego z Idar-Oberstein w Niemczech, miasta znanego z wielowiekowej tradycji obróbki kamieni. To również seria 50 egzemplarzy, lecz wizualnie znacznie cieplejsza – pojawiają się odcienie beżu, brązu i kości słoniowej. Koperta jest w całości stalowa, a mechanizm pozostaje ten sam.
Wybór dwóch kamieni ma też sens biograficzny. Chronoswiss powstał w 1983 roku w Monachium, a dziś działa w Lucernie. Niemiecki jaspis i szwajcarski serpentynit można więc czytać jako dwa etapy życia marki. To subtelniejszy sposób opowiadania o własnej historii niż umieszczanie jubileuszowego logo na tarczy.

Za przypadek natury trzeba jednak sporo zapłacić
Small Second Serpentine kosztuje w Europie 18 500 euro, czyli około 79 600 zł. Small Second Jasper został wyceniony na 12 700 euro, czyli około 54 700 zł. Każda z wersji powstanie w liczbie 50 egzemplarzy.
Czy to dużo za zegarek z kawałkiem skały? Oczywiście. Tyle że w tym segmencie od dawna płaci się również za rzadkość, historię materiału i poczucie posiadania czegoś, czego sąsiad przy stoliku obok raczej nie będzie miał.
Coraz częściej widzę też, że luksus wraca do materiałów, nad którymi człowiek nie ma pełnej kontroli. Kamień, meteoryt, drewno czy nietypowe minerały mają jedną przewagę nad perfekcyjnie wykonanym elementem przemysłowym – zachowują przypadkowość. W epoce, w której niemal wszystko można skopiować z dokładnością do ułamka milimetra, właśnie ona zaczyna wyglądać naprawdę ekskluzywnie.
