Wieść, że siostra Benedetta, przeorysza klasztoru w Pesci, doznaje objawień Chrystusa, podczas których jednoczy się z nim w duchowej rozkoszy, obiegła okolicę. Do miasteczka ściągały tłumy pielgrzymów, których dzięki otrzymanej mocy czynienia cudów leczyła i uzdrawiała. Benedetta miała jednak pecha, bo podwładne szczerze jej nie znosiły i postanowiły sprawdzić, co faktycznie dzieje się podczas jej nocnych uniesień. O tym co zobaczyły, powiadomiły lokalnego biskupa. W 1620 roku do Pesci zjechała kościelna komisja, która przesłuchała zakonnice. Zaprotokołowano: „Leżała naga na swoim łożu i dotykała palcami miejsc intymnych. Jej ciało podnosiło się i opadało, najpierw powoli, potem coraz szybciej, aż widać było wszystkie żebra. Na koniec wybuchała płaczem i krzykiem”.

W trakcie dalszych prac śledczy odkryli, że matka przełożona niekiedy zapraszała do celi jedną z młodych mniszek, by „sprawdzić, czy również ona jest godna dostąpienia nieziemskiej rozkoszy”. Po zakończeniu dochodzenia komisja stwierdziła, że zachowanie siostry Benedetty „nie było uduchowione, lecz sprośne” i zaleciła przeniesienie jej do innego klasztoru, gdzie miała odpokutować grzech nieczystości.

Psycholog i pisarz Gordon Rattray Taylor w monografii „Sex in History” doszedł do odmiennych wniosków i uznał, że włoska zakonnica znalazła najbardziej naturalny sposób rozładowywania napięcia seksualnego. W odróżnieniu od wielu kobiet uznanych za święte, które za zmagania z własną cielesnością zapłaciły „manią prześladowczą, halucynacjami i histerią”.
 

Na czworakach do nieba

„Tęsknimy za czasami, gdy życie ludzkie było wolne od zwierzęcych namiętności, a człowiek cieszył się jedynie Panem” – pisał w IV wieku św. Hieronim i stwierdzał autorytatywnie, że Adam i Ewa nie odczuwali pożądania, a żądze ogarnęły ludzi dopiero po wygnaniu z raju. Pogląd ten został powszechnie zaakceptowany i tylko świadomość, że powrót do rajskiej niewinności był niemożliwy bez skazania ludzkości na wymarcie, zapobiegła całkowitemu potępieniu stosunków seksualnych. Uznano je więc za zło konieczne, dopuszczalne wyłącznie w celach prokreacyjnych. Do wytęsknionego ideału bardziej jednak miała zbliżać całkowita wstrzemięźliwość. W kolejce do raju małżonkowie, którzy spłodzili dzieci, stanęli daleko za ascetami, mnichami i dziewicami.

Tłumienie popędu seksualnego nie było łatwe, zwłaszcza gdy wokół roiło się od pokus. Radykalne rozwiązanie wskazał św. Antoni, którzy wyprowadził się tam, gdzie nie było nic – na pustynię. Ale przed demonem seksu nie uciekł. Pustelnika nawiedzały ekstatyczne wizje, przed którymi zamykał się na całe tygodnie w ciemnym grobowcu. Wychodził z niego posiniaczony i zakrwawiony, a autorzy umoralniających żywotów świętego dowodzili, że rany zadawał mu osobiście diabeł. Inne wyjaśnienie wyłania się z obrazów artystów, którzy przedstawiali katalog pokus dręczących świętego, przede wszystkim wizje nagich kobiet i – czego zakazywała cenzura, by nie podsuwać mnichom niebezpiecznych pomysłów – młodzieńców.

Uczniowie i naśladowcy Antoniego nie oskarżali już mocy piekielnych, lecz przyznawali, że sami się okaleczali, by bólem zagłuszyć głos natury. Stosowali metody, które współczesna seksuologia z pewnością uznałaby za masochizm. Pustelnik Amonios w momentach podniecenia okładał przyrodzenie pokrzywami, Arseniusz tarzał się w nieczystościach, uczniowie św. Hilariona mocowali sobie na plecach kamienie tak ciężkie, że mogli się poruszać tylko na czworakach i dźwigali je aż do zupełnego wyczerpania.

 

 

Bądź moją narzeczoną

„Jeśli ktokolwiek doświadczy duchowego pocałunku ust Chrystusa, już zawsze będzie pragnął otrzymywać go ponownie. Będzie się poniżał, by doznać łaski ucałowania jego stóp, aż stanie się godny złożenia pocałunku na jego dłoni” – nauczał święty Bernard z Clairvaux. Ten XII-wieczny mistyk, teolog i reformator zakonu cystersów wskazał inną drogę do raju. Według niego człowiek żyjący w celibacie mógł kochać, ale całą swoją namiętność powinien kierować wyłącznie ku Bogu.

Chociaż św. Bernard przestrzegał przed porównywaniem tej miłości do małżeńskiej, uczucia mistyków szybko zwróciły się w stronę Dziewicy Marii, a mistyczek do Jezusa. Sam zresztą dał przykład ujawniając, że w momentach głębokiej ekstazy, w jaką popadał klęcząc przed figurą Marii, widział jak z jej piersi tryska na niego… strumień mleka.

Opowieść przemówiła do wyobraźni i w klasztorach zaroiło się od mnichów „kontemplujących” piersi Dziewicy. Alanus de Rupe zapoczątkował zwyczaj porównywania ich do rzeczy najbardziej godnych zachwytu – jedna miała np. symbolizować Nowy Testament, druga Stary; jedna miłość do Boga, druga do bliźnich. Francuski kartuz Filip poszedł na całość i nazwał je po prostu „szeroko otwartą drogą do raju”. W dwuznacznych zachwytach pomagały ryciny i obrazy przedstawiające Madonnę z odsłoniętą piersią, prawdziwe arcydzieło tego gatunku – zakazanego ostatecznie w okresie kontrreformacji – stworzył Jean Fouquet.

Mimo że w Ewangeliach nie ma wzmianek na temat wyglądu Matki Jezusa, licytowano się w zachwytach nad jej urodą. Anzelm z Canterbury dowodził, że miała „czarne włosy, ciemne oczy, skórę delikatną o różowobiałym odcieniu”. Bernard z Clairvaux stwierdzał krótko: „była najpiękniejszą z kobiet”. Nic dziwnego, że wzbudzała pożądanie. Mnich Jean de Marie (Jan od Marii) wołał: „Chcę cię posiąść jako moją jedyną. Moją narzeczoną, moją najpiękniejszą. Bądź Panią mojego serca”. Fantazjowano nawet na temat jej łona, zachęcając by „otworzyła je i wydała na świat Zbawiciela”.

Niemiecki religioznawca Joachim Kahl określił te zachowania jako „przejaw infantylnej, pokaleczonej seksualności”. Po nocnych wizjach mnisi budzili się ze śladami „mleka z dziewiczych piersi na swoim ciele”.

Sprawa stała się na tyle poważna, że nocnymi polucjami zajął się sobór w Konstancji (1414–1418). Wśród teologów przeważył pogląd, że niekontrolowana ejakulacja jest zachowaniem naturalnym i korzystnym dla zdrowia. Tak efektywna i traktowana z wyrozumiałością metoda rozładowywania napięcia seksualnego była jednak wyłącznie przywilejem mężczyzn.
 

Boskie oblubienice

„Musisz odrzucić dwie rzeczy: lęk i wstyd, a wówczas będę wiecznie zaspokajał twój wiecznie niezaspokojony głód” – mówił do św. Matyldy z Magdeburga Chrystus. A ona odpowiadała: „Ogrzej czystą duszę w należącym do Ciebie łonie. Uczyń to Panie, nie wahaj się”.

Już w IV wieku jeden z Ojców Kościoła, św. Ambroży, nazywał kobiety zachowujące dziewictwo oblubienicami Jezusa. Miał to być związek metaforyczny, ale wyobraźnia i podświadomość podsuwała im, tak jak św. Matyldzie, bardziej dosłowne sceny – z łóżkiem, objęciami i pocałunkami. Ostatnie bariery złamała wybitna mistyczka, pierwsza kobieta, której nadano tytuł Doktora Kościoła – św. Katarzyna ze Sieny. Pewnej nocy 1367 roku ukazał się jej Jezus w towarzystwie swojej Matki, proroka Dawida i kilku świętych. Biorąc ich na świadków, powiedział: „Poślubiam cię w wierze we mnie, twojego Stwórcę i Zbawiciela. Zachowaj tę wiarę, do czasu gdy przybędziesz do mnie w niebie i uświęcisz małżeństwo, które nie będzie miało końca”. Na potwierdzenie tych mistycznych zaślubin wsunął jej na palec złoty pierścień z czterema perłami i rubinem.

Odtąd już bez obawy oskarżenia o bluźnierstwo młode mistyczki zaczęły przedstawiać się jako poślubione Chrystusowi. Dowodem zawarcia mistycznego małżeństwa były – widziane najczęściej tylko przez nie – pierścienie, ale zdarzały się i bardziej niezwykłe obiekty. Katarzyna Ricci otrzymała naszyjnik i królewski płaszcz, Joanna de Maille koronę cierniową, a kilka mniszek z Niemiec… obrączkę w postaci napletka, jaki został po obrzezaniu Jezusa. Dziś dawna fascynacja mistyczek tą częścią ciała ich oblubieńca jest wstydliwie przemilczana, ale po pierwszych mistycznych zaślubinach Europę ogarnął kult tej relikwii. Do jej posiadania przyznawało się 14 miast. By rozwiać spory o to, kto posiada „autentyk”, mistyk Argelo Rocca obwieścił, że czczony obiekt został w cudowny sposób rozmnożony i może być widziany w wielu miejscach jednocześnie. W XV w. powstawały nawet bractwa św. Napletka.

W najbardziej oryginalny sposób ułożyło się „poślubne życie” św. Weronice Giuliani, która trzymała w celi barana i zasypiała, tuląc go w objęciach, bo takie polecenie usłyszała podczas objawienia. Według G.R. Taylora było to „przerażającym wołaniem udręczonej kobiety o pomoc”.

 

Krwawiące serca

Mistyczki opisywały swe doznania słowami, które nie różniły się od namiętnych wyznań świeckiej miłości. Teresa Martin, czczona jako święta Teresa od Dzieciątka Jezus, wyznawała w pamiętniku: „Ja, mój kochany, mogłabym aż do białego rana mówić Tobie o mojej miłości. Z Twych ukochanych ust słuchać skargi, bo wiem, że pragniesz miłości. Chciałabym zaspokoić to pragnienie, posiąść Twą miłość nieskończoną. O mój ukochany”. Teresa wstąpiła do zakonu karmelitanek jako 15-letnia dziewczyna, zmarła w wieku 24 lat. O swojej budzącej się kobiecości nie wiedziała nic, więc wszystkie uczucia skierowała ku jedynemu mężczyźnie jakiego znała – Jezusowi. Była to miłość platoniczna, bez łóżkowych dwuznaczności, ale rozpaczliwie niespełniona: „Błagam Cię o uścisk miłosny tak silny, żeby mnie szybko zniweczył i pozwolił stanąć przed Tobą”.

Tak jak mnisi Madonnę, mistyczki idealizowały wizerunek Chrystusa. Według św. Gertrudy był młodym mężczyzną o długich włosach, pięknym obliczu, bardzo silnym. Podczas jednego z objawień bez trudu przeniósł ją nad najeżonym kolcami płotem. Najdokładniej opisała go polska mistyczka Faustyna Kowalska, gdyż przekazał jej prośbę o namalowanie swego portretu. Zakonnica, która ukończyła jedynie trzy klasy szkoły podstawowej, nie potrafiła wykonać polecenia. Zrobił to, według jej wskazówek, Eugeniusz Kazimirowski. Korygowała jego pracę, konsultując się na bieżąco ze zleceniodawcą, który nawiedzał ją regularnie. Siostra Faustyna przeszła wszystkie etapy mistycznej zażyłości – od zauroczenia przez narzeczeństwo po zaślubiny. Kanonizowana w roku 2000 jest zazwyczaj przedstawiana jako nobliwa zakonnica, choć zmarła w wieku 33 lat.

Tak jak w czułych wyznaniach świeckich kochanków, jednym ze stale powtarzających się elementów mistycznych uniesień było serce. Małgorzacie Alacoque Jezus wyjął je z piersi, włożył do swojego, nasycił płomieniami miłości i oddał. Teresa z Avili zobaczyła anioła, który długą złotą włócznią przeszył jej pierś: „Ból był tak ostry, że wydałam kilka razy dźwięk podobny do lamentu, ale słodycz powodująca ten ból była tak niepohamowana, że nikt nigdy nie pragnąłby jej utracić”.

Nie bez powodu miłosne uniesienia mistyczek określano terminem kojarzącym się z rozkoszą seksualną – ekstaza. Psychoanalityk Geza Roheim już bez ogródek wskazywał na erotyczne podteksty doznań, nazywając je „mistycyzmem seksualnym”.
 

 

 

Bólu nigdy dosyć

Miłość ziemska wymaga poświęceń. Niebiańska też. Chcąc okazać swe bezgraniczne oddanie, niektórzy mistycy zadawali ciału i psychice niewyobrażalny ból. Świętej Marii Magdalenie Pazzi Jezus po przekazaniu widzianych tylko przez nią stygmatów i małżeńskiego pierścienia nakazał, by nie spała więcej niż pięć godzin na dobę i żywiła się chlebem i wodą. Gdy ktoś zauważył, że mimo ascezy nie traci urody, pocięła sobie twarz.

Święta Róża z Limy nosiła pod zakonnym woalem wieniec kwiatów z wbitymi gwoźdźmi i szpilkami. By żaden mężczyzna nawet nie pomyślał o konkurowaniu z jej Oblubieńcem, oszpeciła się, polewając twarz żrącym ługiem. Siostra Angela Foligno piła wodę, którą wcześniej przemywała rany trędowatych, Eustochia Calafato przypalała policzki świecą i biczowała piersi cierniami. „Nie znam żadnych cierpień, zdolnych dorównać poczuciu, że się cierpi za mało” – wyznawała Małgorzata Alacoque.

Filozof i pisarz Emil Cioran w książce „Święci i łzy” określił te zachowania „zachłannością na ból”. Pionier nowoczesnej psychologii Emil Kraepelin podejrzewał, że niektóre ze świętych masochistek cierpiały na schizofrenię. Neurolog Vilaynaur Ramachandran z Uniwersytetu Kalifornijskiego badał rezonansem magnetycznym mózgi kobiet przeświadczonych, że obcują z Bogiem i odkrył w nich podobne zmiany jak w niektórych rodzajach epilepsji. Kościół odrzucał te teorie, lecz nie pozostawał wobec nich obojętny. Reagował dyskretnie i tak skutecznie, że jeśli nawet celibatariusze wciąż doznają dwuznacznych wizji, od końca XIX w. wiedza o nich nie przedostaje się do opinii publicznej. Informacje o wydarzeniach, do jakich niedawno doszło w zgromadzeniu betanek w Kazimierzu, przeniknęły za klasztorne mury tylko dlatego, że zakonnice wymówiły posłuszeństwo przełożonym i wbrew nakazom nie opuściły budynku. Z relacji reporterów wynika, że przebywał wśród nich ekszakonnik, który pomagał im w osiąganiu duchowej ekstazy, a którego nazywały Jezusem.