Jeśli myślisz, że to żart, to nic bardziej mylnego. Uczeni od lat badają niezwykłą substancję wytwarzaną przez gatunek karaczana Diploptera punctata i coraz częściej pojawiają się głosy, że może ona stać się jednym z najbardziej wartościowych źródeł składników odżywczych przyszłości.
Superfoods, czyli szalone produkty o fenomenalnych właściwościach odżywczych
Nie chodzi jednak o klasyczne mleko w takim rozumieniu, jakie znamy. D. punctata to wyjątkowy gatunek karalucha, ponieważ jako jeden z nielicznych nie składa jaj, lecz rodzi żywe młode. Aby je wykarmić, samica produkuje specjalną substancję bogatą w białka, tłuszcze i cukry. W organizmach młodych owadów tworzą się z niej kryształy proteinowe, które stały się obiektem zainteresowania biologów i specjalistów od żywienia.
Eksperymenty przeprowadzone przez międzynarodowy zespół badawczy wykazały, iż kryształy te są niezwykle skoncentrowanym źródłem energii. Według analiz zawierają one komplet niezbędnych aminokwasów, a także znaczące ilości tłuszczów oraz cukrów potrzebnych do rozwoju organizmu. Naukowcy zwrócili uwagę, że pod względem kaloryczności substancja ta może być nawet kilkukrotnie bardziej energetyczna niż mleko krowie, które do tej pory uznawano za jedno z najbardziej odżywczych mlek pochodzenia zwierzęcego.
Duże zainteresowanie wywołał zwłaszcza fakt, że takie karalusze mleko zawiera pełny zestaw aminokwasów egzogennych, czyli takich, których ludzki organizm nie potrafi samodzielnie produkować. To właśnie dlatego część badaczy zaczęła określać tę substancję mianem potencjalnego superfood, a więc żywności o wyjątkowo wysokiej wartości odżywczej.
Mleko z karaluchów nie brzmi jak coś, co mogłoby przekonać społeczeństwo
Oczywiście to nie tak, że w przyszłym tygodniu na marketowych półkach znajdziemy kartony z mlekiem z karaczanów. Największym problemem pozostaje sposób pozyskiwania tej substancji. W przeciwieństwie do krów czy kóz karaluchów nie da się po prostu wydoić. Proces pozyskiwania kryształów jest niezwykle skomplikowany, czasochłonny i całkowicie nieopłacalny na skalę przemysłową. Według części naukowców wyprodukowanie niewielkiej ilości takiego mleka wymagałoby wykorzystania ogromnej liczby owadów.
Z tego powodu badacze próbują znaleźć inne rozwiązanie. Zamiast hodować miliony karaluchów, chcą odtworzyć odpowiedzialne za produkcję białek geny i wykorzystać mikroorganizmy, na przykład drożdże, do syntetycznego wytwarzania podobnych kryształów w laboratorium. Taki proces mógłby sprawić, że karalusze mleko stałoby się bardziej dostępne i jednocześnie znacznie tańsze w produkcji.
Czytaj też: Narcyzm lubimy tłumaczyć dzieciństwem. Nowe dane sugerują, że to tylko część większej układanki
Choć sama idea budzi u wielu osób obrzydzenie – włącznie ze mną – świat nauki coraz poważniej analizuje owady jako potencjalne źródło pożywienia przyszłości. Rosnąca liczba ludności, problemy klimatyczne i ogromne koszty produkcji tradycyjnego mięsa sprawiają, że naukowcy szukają alternatywnych źródeł białka. Owady wymagają mniej wody, mniej przestrzeni i produkują mniej gazów cieplarnianych niż klasyczna hodowla zwierząt. W tym kontekście nawet tak egzotyczne pomysły jak mleko karalucha przestają być wyłącznie ciekawostką naukową.
Ale dla mnie jak na razie nią pozostaną. Nie istnieją obecnie żadne produkty spożywcze zawierające prawdziwe mleko karalucha dopuszczone do masowej sprzedaży. Nie ma także pełnych badań dotyczących bezpieczeństwa długotrwałego spożywania tej substancji przez ludzi. Zanim trafiłaby ona do przemysłu spożywczego, konieczne byłyby wieloletnie testy oraz uzyskanie zgody instytucji zajmujących się bezpieczeństwem żywności.
Źródło: Marca, AZ Animals
