Tyle że powiedzmy sobie szczerze, z narcyzmem jest dużo trudniej niż z popkulturowym obrazkiem człowieka zakochanego we własnym lustrze. Uważam, że pewna dawka skupienia na sobie jest normalna, czasem nawet zdrowa. Problem zaczyna się wtedy, gdy potrzeba podziwu, poczucie wyjątkowości, pragnienie statusu i trudność w empatii zaczynają niszczyć relacje albo codzienne funkcjonowanie. Zaburzenie osobowości narcystycznej jest rzadkie, ale same cechy narcystyczne fascynują naukowców od lat, bo dotykają bardzo niewygodnego pytania: skąd bierze się przekonanie, że własne ja powinno zajmować w pokoju więcej miejsca niż wszyscy inni?
Łatwo obwinić dom rodzinny. Nowe badanie trochę psuje tę prostą opowieść
Przez lata dobrze trzymała się intuicyjna opowieść: narcyzm rodzi się w dzieciństwie. Z chłodu, krytyki, nierealistycznych oczekiwań albo przeciwnie, z przesadnego wynoszenia dziecka na piedestał. To atrakcyjne wyjaśnienie, bo daje historię z przyczyną i skutkiem. Ktoś był za bardzo chwalony, więc uwierzył we własną wyjątkowość. Ktoś był odrzucany, więc zbudował wielkie ego jako zbroję. Psychologicznie brzmi to prawdopodobnie, literacko działa świetnie, a w rodzinnych rozmowach bywa wręcz wygodne. Nie lubię jednak zrzucania wszystkiego na dom rodzinny. Z czasem stajemy się w pełni odpowiedzialni za swoje decyzje i zachowania.
Duże niemieckie badanie bliźniąt i ich rodzin sugeruje jednak, że wspólne środowisko domowe może mieć mniejsze znaczenie, niż zakładano. Naukowcy przeanalizowali dane ponad 1300 par bliźniąt, a także ich rodziców, partnerów i rodzeństwa niebędącego bliźniakami. Uczestnicy wypełniali testy osobowości związane m.in. z potrzebą podziwu, uwagi, prestiżu i statusem. Wynik jest dość mocny: podobieństwo narcystycznych cech w rodzinach miało wynikać głównie z genetyki, a wspólne czynniki środowiskowe, takie jak styl wychowania czy status społeczno-ekonomiczny, odgrywały tylko niewielką rolę.
Czytaj też: Dlaczego Twój mózg „wyłącza się” podczas kłótni? Mechanizm emocjonalnego zalania
Genetyka nie jest wyrokiem
W badaniu genetyka i środowisko niewspólne tłumaczyły po około 50% zróżnicowania cech narcystycznych. Dziedziczność w badaniach bliźniąt nie oznacza, że istnieje jeden gen narcyza ani że człowiek dostaje osobowość w pakiecie startowym jak kolor oczu. Oznacza raczej, że różnice między ludźmi w danej populacji można w znacznym stopniu powiązać z różnicami genetycznymi.
To przypomina bardziej ustawienie czułości instrumentu niż zapisany z góry koncert. Ktoś może mieć większą podatność na pewne sposoby reagowania, szukania uwagi albo budowania obrazu siebie, ale to nadal nie mówi, jak zagra całe życie. Środowisko niewspólne ma tu ogromne znaczenie: szkoła, rówieśnicy, relacje, przypadkowe sukcesy i upokorzenia, nauczyciele, pierwsze grupy społeczne, internetowa popularność albo jej brak. Dwoje dzieci może mieszkać pod tym samym dachem, a i tak dorastać w zupełnie innych mikroświatach.

Narcyzm jako lustro epoki
Badanie nie dotyczyło mediów społecznościowych, ale moim zdaniem trudno nie myśleć o nich przy takim temacie. Żyjemy w kulturze, która bardzo sprytnie nauczyła się nagradzać autoprezentację. Profil, wizerunek, status, widoczność, liczba reakcji, mikrohierarchie w pracy i w internecie – to wszystko daje świetną pożywkę cechom, które dawniej mogły być bardziej lokalne. Ktoś potrzebujący podziwu kiedyś musiał zdobywać go w szkole, biurze albo rodzinie. Dziś ma pod ręką scenę, która nigdy się nie zamyka i co kilka sekund pokazuje, czy publiczność jeszcze patrzy.
Nie oznacza to, że media społecznościowe produkują narcyzów. Bardziej prawdopodobne, że wzmacniają pewne skłonności u osób, które już mają na nie podatność, a innym po prostu podsuwają język autopromocji jako domyślny tryb obecności.
Czytaj też: Mówimy o przeciążonym układzie nerwowym, bo łatwiej to znieść niż przyznać, że mam za dużo na głowie
Co z terapią, szkołą i pracą?
Autorzy badania sugerują potrzebę przesunięcia myślenia o źródłach narcyzmu: więcej uwagi dla genetyki, środowisk indywidualnych i ich wzajemnego oddziaływania. To ma praktyczne znaczenie. Jeśli cechy narcystyczne nie wynikają głównie ze wspólnego stylu wychowania, samo szukanie winnego w rodzicach może być ślepą uliczką. W terapii, pracy czy edukacji ważniejsze może być rozumienie konkretnych wzorców: jak dana osoba reaguje na krytykę, jak szuka uznania, co robi z poczuciem porażki, jak buduje relacje i gdzie kończy się zdrowa ambicja, a zaczyna potrzeba dominowania nad innymi.
Skoro środowisko indywidualne ma duże znaczenie, doświadczenia nadal mogą kształtować człowieka. Relacje, szkoła, terapia, kultura organizacyjna w pracy, granice stawiane w bliskich związkach – to wszystko nie znika z równania. Geny mogą zwiększać prawdopodobieństwo pewnych kierunków, ale nie odbierają sensu pracy nad zachowaniem. Człowiek z narcystycznymi cechami nie przestaje odpowiadać za to, jak traktuje innych.
Może więc warto zostawić sobie trochę więcej ostrożności przy diagnozowaniu ludzi z kanapy? Nie każdy egoista ma zaburzenie osobowości, nie każde trudne dziecko zostało „źle wychowane”, nie każdy pewny siebie człowiek jest narcyzem, a nie każda rodzina da się sprowadzić do jednego wyjaśnienia.
