Tak powstało Zero Components. Nowa marka rozpoczyna działalność od czterech karbonowych widelców przeznaczonych do szosy, all-roadu, gravela oraz coraz śmielej wchodzących na rynek rowerów z kołami 32-calowymi. Patrząc na to z boku, można uznać widelec za mało widowiskowy początek działalności. W praktyce właśnie na nim potrafi opierać się znaczna część charakteru współczesnego roweru.
Kiedy gotowa część zaczyna ograniczać cały rower
Zero Components wyrasta z programu Zero Ops, uruchomionego przez Mosaic w 2025 roku jako miejsce do bardziej eksperymentalnej pracy nad rowerami, materiałami i własnymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi. Wcześniej pojawiły się między innymi szosowy RT-Zero i all-roadowy AR-Zero, w których firma zaczęła stosować zaprojektowane przez siebie elementy.

Prawdziwy impuls przyszedł jednak przy rozwijaniu nowych graveli. Większe opony i zintegrowane prowadzenie przewodów coraz trudniej było pogodzić z widelcami dostępnymi na rynku. Zamiast więc dostosowywać geometrię ramy do gotowej części, Mosaic opracowało widelec razem z rowerem. Szczególnie dobrze widać to przy GT-1 i55 32, zbudowanym od początku pod koła 32-calowe. W takim projekcie znaczenie mają już centymetry i milimetry: wysokość od osi do korony, offset, miejsce na oponę oraz ryzyko zahaczania czubkiem buta o przednie koło.
Małe manufaktury często chwalimy za możliwość dopasowania ramy do konkretnego człowieka, ale ta swoboda trochę traci sens, jeśli później konstruktor musi wybierać spośród kilku widelców zaprojektowanych z myślą o znacznie bardziej masowym rynku.
Cztery widelce i zero pomysłu na uniwersalność
Na początek powstały cztery modele. Szosowy R35 mieści opony o szerokości do 35 mm, waży 490 g i występuje z offsetem 43 albo 50 mm. AR40 przeznaczony do all-roadu zwiększa prześwit do 40 mm, waży 510 g i daje wybór offsetu 47 lub 51 mm. Oba kosztują 575 dolarów, czyli około 2 130 zł.

Gravelowy G55 dla kół 700c pozwala zastosować opony do 55 mm. Ma 415 mm wysokości axle-to-crown, offset 55 mm i waży 555 g. Cena pozostaje taka sama – 575 dolarów, czyli około 2130 zł. Najbardziej osobliwy w całej rodzinie jest G55 przeznaczony do rowerów 32-calowych. Tutaj wysokość rośnie do 445 mm, offset do 60 mm, a masa wynosi 560 g. Cena to 640 dolarów, czyli około 2370 zł. Wersja pod duże koło otrzymała też oś 110 x 15 mm.
W całej rodzinie zastosowano zwężane rury sterowe, hamulce flat mount i możliwość prowadzenia przewodu hamulcowego wewnątrz lub na zewnątrz. Konstrukcje przeszły testy zgodne z normą ISO 4210. Trzy wersje przeznaczone do bardziej standardowych rozmiarów kół mają również mocowania błotników.
Uniwersalny komponent pasujący do wszystkiego zwykle kończy jako kompromis, który w niczym nie jest naprawdę idealny. W rowerach za kilka lub kilkanaście tysięcy złotych da się z tym żyć. Przy indywidualnie budowanej tytanowej maszynie kosztującej znacznie więcej taki kompromis zaczyna już trochę uwierać.
32 cale przestają wyglądać jak jednorazowy eksperyment
Jeszcze niedawno rower na 32-calowych kołach można było traktować jak ciekawostkę z targów. W 2026 roku robi się wokół tego formatu coraz tłoczniej. Mosaic ma już dwa gravele GT-1 i55 32 oraz GT-2 i55 32, a na targach MADE pojawiły się na nich prototypowe opony WTB Course 52 oznaczone jako 32 cale lub 800.


Sens większego koła jest dość łatwy do zrozumienia. Przy tej samej nawierzchni łagodniej pokonuje nierówności i powinno lepiej utrzymywać prędkość na kamieniach, koleinach czy poprzecznych nierównościach. Kłopot pojawia się później, bo większa średnica komplikuje geometrię całego roweru. Przesadnie długi tył albo wysoki przód mogą szybko zamienić potencjalnie szybkiego gravela w coś niezgrabnego.
Dlatego widelec Zero Components dla 32 cali wydaje mi się ciekawszy niż sam fakt wprowadzenia kolejnej karbonowej części na rynek. Jest dowodem, że producenci zaczynają budować prawdziwy ekosystem wokół tego standardu. A standard zaczyna być poważny właśnie wtedy, kiedy pojawiają się do niego opony, koła, widelce i kolejne ramy.
Mosaic chce mieć większą kontrolę nad całym rowerem
Od targów MADE nowe widelce mają trafiać do rowerów Mosaic, ale Zero Components powstało jako osobna marka. Komponenty mają być oferowane także innym niewielkim producentom, konstruktorom ram oraz klientom składającym własne rowery. Sprzedaż aftermarketowa planowana jest na wrzesień lub październik 2026 roku.

Mosaic zaczęło produkować części, ponieważ samo ich potrzebowało. Jeżeli rozwiązanie problemu jednej manufaktury okaże się przydatne dla innych, Zero Components może znaleźć sobie bardzo sensowne miejsce pomiędzy wielkimi producentami komponentów a małymi konstruktorami wymagającymi bardziej nietypowych wymiarów.
Na razie mamy cztery widelce. Sama nazwa Zero Components została jednak dobrana tak, by nie zamykać firmy w tej kategorii. Możliwe więc, że za jakiś czas Mosaic będzie kontrolowało znacznie większą część swoich rowerów niż tylko ramę i przedni widelec. W segmencie, w którym klient płaci właśnie za indywidualność projektu, taka niezależność może okazać się więcej warta niż kolejnych kilkadziesiąt gramów urwanych ze specyfikacji.
