Mieczysław Rakowski, ostatni I sekretarz KC PZPR i premier PRL, zamierza kandydować do sejmu z listy SLD – napisano w kwietniu  1997 roku w dzienniku „Trybuna”. Inne gazety podchwyciły wiadomość, ale aby wyjaśnić czytelnikom, niepamiętającym już, kim był Rakowski, opisywały szeroko historię tak zwanej moskiewskiej pożyczki. To historia jakby żywcem wyjęta z gangsterskiego filmu.

 

Czarny opancerzony samochód marki Czajka zatrzymuje się w południe na ul. Rozbrat. Wysiadają z niego funkcjonariusze KGB. Dźwigając wypchane dolarami dwa płócienne worki i walizkę, kierują się do siedziby SdRP. Funkcjonariusze KGB mają ciemne okulary, spod przyciasnych marynarek i skórzanych kurtek wystają im rewolwery. Obok idą dwaj żołnierze w mundurach Armii Czerwonej – tak wyglądał happening młodych ludzi z Socjaldemokratycznej Alternatywy SODA, zorganizowany w 1998 roku przed siedzibą postkomunistów na ul. Rozbrat w Warszawie.

 

Pilnujący gmachu agenci ochrony wpadli we wściekłość: „Zabierajcie się stąd, idioci!” – syczał przez zęby jeden z nich. Próbował wyszarpnąć uczestnikom happeningu transparent. Gdy mu się to nie udało, w bezsilnej furii pokazał język. Inni rzucili się w drzwiach na delegatów KGB. Po krótkiej szarpaninie wypchnęli ich na zewnątrz i zabarykadowali drzwi drewnianym drągiem. 

 

Happening nie różnił się wiele od rzeczywistych wydarzeń, choć te prawdziwe odbywały się rzecz jasna bez rozgłosu.

 

Mieczysław Rakowski został premierem w 1988 roku. Za jego rządów odbyły się rozmowy Okrągłego Stołu i pierwsze częściowo wolne wybory parlamentarne. Rakowski w owych czasach przełomu sprawował też funkcję I sekretarza KC PZPR. Jesienią 1989 r. – wiedząc, że w najbliższym czasie PZPR zostanie rozwiązana – poprosił Michaiła Gorbaczowa, sekretarza generalnego bratniej Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, o  pożyczkę. Rakowski obawiał się, że partia i jej działacze w najbliższym czasie znikną z powierzchni ziemi. Pieniądze chciał przeznaczyć na założenie nowej formacji – SdRP, sfinansowanie ostatniego zjazdu PZPR i odprawy dla etatowych działaczy. W  1990 roku otrzymał od Gorbaczowa 1 232 000 USD na rok. 

 

Tak zeznawał w tej sprawie w Moskwie w 1992 roku przesłuchiwany na prośbę polskich prokuratorów Władymir Wierszynin, oficjalnie dyplomata radziecki, a naprawdę wysoki rangą oficer KGB:  „W Warszawie, na lotnisku, przywitali nas przedstawiciele kierownictwa PZPR i od razu z lotniska pojechaliśmy do gmachu KC PZPR. Do Ambasady Radzieckiej nie zajeżdżaliśmy. W tym samym dniu w gmachu KC PZPR, w gabinecie I sekretarza przekazałem mu dewizy, które zostały tam  przeliczone. Przy przekazaniu pieniędzy obecny byłem ja i oficerowie łączności, a  ze strony polskiej oprócz Rakowskiego jego zastępca i jeszcze dwóch mężczyzn, których nie znam. Dewizy dostarczono w workach dyplomatycznych, które nazywają się »walizami«. R(akowski) pokwitował odbiór dewiz”.

 

Wierszynin zeznał ponadto, że już później część pieniędzy (600 tys. dol. w gotówce) oddał lider SdRP Leszek Miller. Przekazanie pieniędzy odbyć się miało jesienią 1990 r. w warszawskim mieszkaniu radcy ambasady radzieckiej. UOP przypuszczał, że tym radcą był szpieg-dyplomata Władimir Ałganow, zamieszany w aferę Olina. Miller zarówno w śledztwie, jak i dzisiaj zaprzecza, że przekazywał jakiekolwiek pieniądze. 

 

W tę szpiegowską fabułę wpisana jest jeszcze jedna osławiona postać: Giennadij Janajew. W 1991 roku Janajew stał na czele puczu, którego uczestnicy chcieli obalić Michaiła Gorbaczowa. Pucz upadł, ale Gorbaczow stracił wpływy. Pierwszoplanową postacią Rosji stał się Borys Jelcyn i powstał system władzy istniejący w Rosji do dziś. To Janajew przyjechał do Polski odebrać część pożyczki. Oto fragment ściśle tajnej w 1990 roku notatki: „Podczas mojej roboczej wizyty w Polsce (…) M.Rakowski i sekretarz generalny SdRP L. M iller poinformowali mnie w zaufaniu, że Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej jest w wyjątkowo trudnej sytuacji materialnej z powodu dyskryminacyjnych działań obecnych władz, które pozbawiły partię praktycznie całego majątku i źródeł dochodów. Z otrzymanego od nas kredytu pozostało około 700 tys. dolarów. 300 tysięcy wydano na założenie nowej gazety partyjnej »Trybuna«, 200 tys. na wypłatę odpraw. Kierownictwo SdRP gotowe jest już teraz zwrócić KPZR 500 tys. dolarów, a pozostałe 200 tys. puścić w obieg, aby z tytułu otrzymywanych dochodów wypłacić dług ratami. Uważamy za celowe wyjść naprzeciw polskim przyjaciołom”.  

 

Rakowski oczywiście wszystkiemu zaprzeczał. Twierdził, że pieniędzy nie wprowadził do obiegu, trzymał je w sejfie i oddał Rosjanom osobiście w dwóch ratach. Dokumenty dotyczące pożyczki odtajnił Zbigniew Ziobro, gdy został ministrem sprawiedliwości. Dochodzenia w tej sprawie umorzył inny minister i prokurator generalny, działacz SdRP Jerzy Jaskiernia. Rakowski zmarł w 2010 r. 

 

Pamiętam, jak w czerwcu 1992 r., po ujawnieniu sprawy pożyczki, znalazłem się w sejmowej restauracji. Przy stoliku samotnie siedział Leszek Miller. Pocił się w ciemnym garniturze. Po jednej stronie stołu stały kieliszki z czystą wódką, po drugiej z kolorową. Na środku puste, już opróżnione. Miller nagabywał przechodzących: „Mam dziś imieniny, proszę się ze mną napić. Jest wódeczka czysta i kolorowa”. Mało kto jednak na propozycję przystawał. Większość zapraszanych wymawiała się brakiem czasu lub obowiązkami. Wydawało się, że kariera tego polityka się skończyła.