TVS Raider Doomsday znalazł dla siebie znacznie ciekawsze miejsce. Wygląda jak sprzęt przygotowany dla złoczyńcy z Marvela, a kosztuje w Indiach równowartość niespełna 4 tysięcy złotych.
Mam wrażenie, że właśnie ten kontrast sprawia, że trudno przejść obok niego obojętnie. Doktor Doom może kojarzyć się z metalową zbroją, władzą nad fikcyjnym państwem i planami przejęcia świata. Tymczasem jego motocykl ma silnik 125 cm³, waży około 125 kg i został pomyślany przede wszystkim jako lekki sprzęt do codziennego przemieszczania się po mieście. Bardzo przyziemny środek transportu dostał więc oprawę godną kogoś, kto raczej nie martwiłby się korkiem w drodze do pracy.
Doktor Doom na baku wygląda zaskakująco dobrze
Doomsday jest kolejną odsłoną serii TVS Raider Super Squad Edition. Wcześniej na motocyklach pojawiali się już między innymi Deadpool, Wolverine, Black Panther oraz Iron Man. Tym razem producent sięgnął po Victora von Dooma i trzeba przyznać, że pod względem kolorystycznym był to wdzięczny wybór.

Raider dostał lakier Spectral Green, sporo czerni oraz grafikę charakterystycznej metalowej maski Dooma umieszczoną na zbiorniku paliwa. Sam motocykl już wcześniej miał dość agresywną sylwetkę, ostro narysowaną lampę LED i mocno zaznaczony zbiornik, więc komiksowa stylizacja nie wygląda tutaj jak przypadkowa naklejka z kiosku. Wszystko zaskakująco dobrze do siebie pasuje.
Skoro motocykl ma dostać motyw bohatera albo złoczyńcy, można potraktować temat trochę odważniej niż poprzez umieszczenie małego logo na bocznej owiewce. Doomsday pozostaje sprzętem, którym bez problemu można jeździć na co dzień, ale na parkingu raczej nie pomyli się go z kilkunastoma identycznymi 125-tkami.
Pod komiksowym kostiumem kryje się rozsądny miejski motocykl
Mechanicznie nie wydarzyła się rewolucja. Raider korzysta z jednocylindrowego silnika o pojemności 124,8 cm³ współpracującego z pięciobiegową skrzynią. Jednostka rozwija około 11,2 KM, a maksymalny moment obrotowy sięga 11,75 Nm. Takie liczby nie przyspieszą pulsu komuś wychowanemu na litrowych nakedach, ale w miejskiej 125-tce mają zupełnie inne zadanie. Liczą się niska masa, łatwość prowadzenia, niewielkie zużycie paliwa i możliwość sprawnego przeciskania się przez zatłoczone ulice.

TVS podaje przyspieszenie od 0 do 60 km/h w 5,8 sekundy w wersjach korzystających z iGO Assist. Raider ma teleskopowy widelec, tylny monoshock, a zależnie od odmiany także hamulce tarczowe. W praktyce jest to więc dokładnie ten rodzaj motocykla, którego pojemność może wyglądać skromnie w tabeli, lecz w zatłoczonym Delhi, Mumbaju czy Bengaluru ma znacznie więcej sensu niż maszyna oferująca czterokrotnie większą moc.
Europejska motoryzacyjna wyobraźnia często każe traktować 125 cm³ jako pierwszy szczebel przed czymś poważniejszym. W wielu częściach świata taki motocykl jest pełnoprawnym środkiem transportu. TVS doskonale o tym wie i właśnie dlatego wyposaża Raidera znacznie hojniej, niż można byłoby oczekiwać po budżetowej maszynie.
Mały silnik, zadziwiająco dużo elektroniki
Na pokładzie znalazł się cyfrowy wyświetlacz, a system SmartXonnect obsługuje ponad 85 funkcji. Kierowca może korzystać między innymi z nawigacji zakręt po zakręcie, informacji o połączeniach i wiadomościach czy ostrzeżenia o niskim poziomie paliwa. Są też funkcje głosowe oraz możliwość obsługi części informacji ze smartfona.

Trochę mnie bawi zestawienie tych dwóch światów. 125 cm³, około 11 KM i ponad 85 funkcji łączności brzmią jak znak naszych czasów. Moc można ograniczyć, pojemność również, ale ekranu i połączenia z telefonem najwyraźniej odpuścić już nie wypada.
Jednocześnie rozumiem, dlaczego to działa. Raider jest kierowany przede wszystkim do młodszych odbiorców, dla których telefon, nawigacja i powiadomienia są elementem codziennego przemieszczania się. Producent sprzedaje więc tani środek transportu w opakowaniu, które daje właścicielowi również trochę zabawy i charakteru.
Cena sprawia, że europejski motocyklista może poczuć lekką zazdrość
TVS Raider Doomsday kosztuje na rynku indyjskim 95 320 rupii, czyli około 3725 zł. To oczywiście cena charakterystyczna dla tamtejszego rynku i nie oznacza, że motocykl mógłby trafić do Polski z identyczną metką. Nadal trudno zignorować fakt, że za równowartość kilku tysięcy złotych powstała pełnoprawna 125-tka z rozpoznawalną stylistyką, cyfrowym kokpitem i rozbudowaną łącznością.


Sama marka TVS też zasługuje na więcej uwagi, niż zwykle otrzymuje w Europie. W roku finansowym 2025-2026 sprzedała rekordowe 5,89 miliona pojazdów i określa się obecnie jako trzeci największy producent jednośladów na świecie. Do tego od 2020 roku jest właścicielem brytyjskiego Nortona, a z BMW Motorrad od lat współpracuje przy motocyklach o mniejszych pojemnościach. Za kolorowym Raiderem stoi więc firma o skali zdecydowanie większej, niż sugeruje jej rozpoznawalność w Polsce.
Doomsday wydaje mi się ciekawszy od wielu znacznie droższych edycji specjalnych. Pozwala potraktować motocykl trochę mniej śmiertelnie poważnie. Można mieć grafikę Doktora Dooma na baku, zielony lakier i wygląd małego streetfightera, a następnego ranka zwyczajnie pojechać nim do pracy. Świata raczej się na nim nie podbije. Za to miasto – całkiem możliwe.
