CFMoto 550CL-C trafia dokładnie w tę lukę. To nowy cruiser średniej pojemności, pokazany w Chinach, który rozwija pomysł znany z 450CL-C. Zamiast iść w przesadę, dokłada trochę mocy, trochę masy, trochę technologii i nadal zostawia motocykl w kategorii tych bardziej przystępnych. I przyznam, że ten kierunek wydaje mi się dziś rozsądniejszy niż kolejna próba udowadniania, że prawdziwy cruiser musi ważyć tyle, co mały fortepian.
Większy silnik?
Nowy 550CL-C ma dwucylindrowy, chłodzony cieczą silnik o pojemności 526 cm³. Osiąga 39 kW, czyli około 52 KM, przy 9000 obr./min i 51 Nm przy 6000 obr./min. W praktyce oznacza to wyraźny krok względem 450CL-C, ale nadal mówimy o motocyklu, który nie powinien onieśmielać samą tabelką. W tej klasie łatwo przesadzić w obie strony – zrobić sprzęt zbyt zachowawczy albo taki, który przestaje być przyjazny dla mniej doświadczonych kierowców.
CFMoto podaje też przyspieszenie do 100 km/h w 5,2 sekundy. Na papierze brzmi to całkiem żwawo, szczególnie jak na cruisera, którego największą przyjemnością nie musi być walka o każdy metr spod świateł. Bardziej przekonuje mnie tu informacja o mocnym dole i dostępności momentu od startu. W takim motocyklu liczy się płynność, łatwość ruszania, spokojne wyprzedzanie i poczucie, że silnik nie trzeba ciągle prosić o współpracę.

W tle jest jeszcze wał korbowy 270 stopni i dwa wałki wyrównoważające. To techniczne szczegóły, ale akurat takie, które realnie wpływają na charakter jazdy. Dwucylindrowiec ma brzmieć i pracować przyjemniej, a jednocześnie nie męczyć wibracjami. W cruiserze to różnica między maszyną, którą zabiera się na przejażdżkę z przyjemnością, a taką, po której człowiek zaczyna negocjować z własnymi nadgarstkami.
Wygląd retro
W cruiserach stylistyka jest połową rozmowy. 550CL-C trzyma się klasycznego zestawu: okrągły reflektor, niska sylwetka, zbiornik w kształcie kropli, krótkie błotniki, okrągłe lusterka i spokojna, szeroka linia motocykla. Nie ma tu futurystycznego nadęcia.

Nowością jest większe nadwozie. Motocykl ma 2212 mm długości, 866 mm szerokości i 1120 mm wysokości, a rozstaw osi wynosi 1520 mm. Zbiornik mieści 14 litrów paliwa, a masa gotowa do jazdy to 195 kg. Nie jest to piórko, ale jak na cruisera nadal brzmi rozsądnie. Do tego dochodzi kanapa na wysokości 710 mm, czyli parametr, który może przyciągnąć osoby niższe albo takie, które nie chcą walczyć z motocyklem na parkingu.
Wygląda dojrzale, ale nie krzyczy. Ma wizualną pewność siebie, lecz nie zamienia się w karykaturę amerykańskiego cruisera. Zielona wersja z brązową kanapą wygląda szczególnie dobrze, bo ma w sobie trochę klasycznego motocyklowego spokoju. Taki sprzęt nie musi stać pod kawiarnią, żeby wyglądać sensownie, ale pewnie nie będzie mu to przeszkadzać.
Technologia tam, gdzie się przydaje
CFMoto dołożyło 3,6-calowy okrągły ekran TFT z łącznością MotoPlay, nawigacją i funkcją screen mirroringu. Brzmi nowocześnie, ale ważniejsze jest to, że ekran zachowuje analogową estetykę w klasycznym trybie. I dobrze. W cruiserze okrągły zegar nadal wygląda bardziej naturalnie niż tablet wsadzony między kierownicę a zbiornik.

Coraz częściej widzę, że producenci motocykli próbują pogodzić dwa światy: sentyment do prostoty i potrzebę codziennej wygody. Nawigacja, połączenie z telefonem czy czytelny wyświetlacz nie odbierają motocyklowi charakteru, o ile nie zaczynają dominować nad samą jazdą. 550CL-C wydaje się trzymać tej granicy. Przynajmniej na podstawie danych i zdjęć, bo prawdziwy test zacznie się dopiero wtedy, gdy motocykl trafi na drogi poza Chinami.
Jest też pasek napędowy Gates, który w takim motocyklu pasuje bardzo dobrze. Mniej brudu, mniej smarowania, mniej codziennego zawracania głowy. To jeden z tych elementów, które po kilku miesiącach użytkowania można bardzo docenić.
Cena zapwoiada się bardzo dobrze
W Chinach CFMoto 550CL-C kosztuje 25 880 yuanów, czyli około 13 850 zł. To oczywiście cena lokalna, bez europejskich podatków, homologacji, marż i całej tej księgowej gimnastyki, która potrafi zmienić atrakcyjny motocykl w znacznie mniej atrakcyjny paragon.

Na razie nie ma potwierdzonych informacji o europejskiej dostępności i cenie. CFMoto ma już jednak w Europie całkiem widoczną pozycję, a jego motocykle przestały być traktowane wyłącznie jako ciekawostka z kategorii taniej alternatywy. Marka krok po kroku buduje obraz producenta, który potrafi robić sprzęty dobrze wyposażone, przyzwoicie wyglądające i rozsądnie wycenione.
550CL-C może być kolejnym elementem tej układanki. Zwłaszcza że średnie cruisery są dziś ciekawą odpowiedzią na zmęczenie wielkimi maszynami. Nie każdy chce motocykla na całe życie, nie każdy chce ważyć każdą przejażdżkę jak wyprawę, nie każdy potrzebuje litrowego silnika, żeby poczuć przyjemność z jazdy. Czasem wystarczy sprzęt, który odpala, dobrze wygląda, nie męczy i pozwala przejechać wieczorem kilkadziesiąt kilometrów bez poczucia, że trzeba było się do tego psychicznie przygotować.
Mały cruiser dorósł, ale nie zgubił rozsądku
CFMoto 550CL-C podoba mi się właśnie dlatego, że rozwija formułę bez przesady. Jest większy, mocniejszy i nowocześniejszy od 450CL-C, ale nadal sprawia wrażenie motocykla dla ludzi, którzy chcą jeździć, a nie celebrować każdy postój jak rytuał przynależności. W tej klasie to spory komplement.
Nie wiem jeszcze, jak ten model poradzi sobie na europejskim rynku, o ile w ogóle szybko tu trafi. Wiem natomiast, że takie motocykle są potrzebne. Przypominają, że cruiser może być ładny, wygodny i przystępny. A czasem właśnie taki brak napinki jest najbardziej odświeżający.
