Nowy RTR Signature Package do Forda Mustanga zaczyna się od 12 500 dolarów, czyli około 46 600 zł. I to dopiero wejście do zabawy, bo pakiet nie jest dostępny dla każdego Mustanga. Trzeba już mieć wersję RTR Spec 2 albo Spec 3, przygotowaną dla modeli od 2024 roku. W praktyce oznacza to, że mówimy o klientach, którzy wcześniej wydali co najmniej 18 995 dolarów, czyli około 70 800 zł, na Spec 2 albo 33 995 dolarów, czyli około 126 700 zł, na Spec 3. Ten Mustang nie zaczyna życia jako seryjny samochód z katalogu Forda. Trafia do RTR już z konkretną historią wydatków i bardzo określonym temperamentem.
Personalizacja, która ma przypominać projekt, a nie zakupy w sklepie tuningowym
RTR proponuje właścicielom Mustanga coś na kształt kontrolowanego bespoke. Klient ma indywidualną konsultację z zespołem projektowym, wybiera kolory, grafiki, wykończenie felg, barwy emblematów, elementy aerodynamiczne i detale oświetlenia. W teorii brzmi to trochę jak usługa dla ludzi, którzy chcą mieć własną wersję Porsche z programu Sonderwunsch, tylko zamiast niemieckiej dyscypliny dostają amerykański muscle car z limonkowymi akcentami i większym zapasem hałasu.
Nie chodzi jednak wyłącznie o dobór lakieru czy naklejek. Pakiet obejmuje malowane elementy aerodynamiczne, lusterka, podświetlane wloty powietrza, grafiki przygotowywane przez studio RTR, felgi lakierowane proszkowo oraz indywidualne oznaczenia. To zestaw, który łatwo byłoby zepsuć, gdyby właściciel wybierał wszystko samodzielnie, klikając kolejne pozycje w konfiguratorze o drugiej w nocy.

Mam wrażenie, że właśnie tu kryje się prawdziwa wartość tej usługi. Nie w samych częściach, lecz w tym, że ktoś pilnuje, aby biały Mustang z zielonymi felgami, splitterem, grafikami i podświetlanymi elementami nie wyglądał jak projekt zrobiony po trzech energetykach. W Stanach taki styl ma oczywiście swoich wiernych fanów. W Europie część kierowców pewnie odwróci wzrok z lekkim zakłopotaniem. Ale przynajmniej całość ma być spójna.
Pod maską też dzieje się więcej niż w katalogu akcesoriów
RTR nie zatrzymało się na estetyce. Signature Package może obejmować zawieszenie Tactical Performance Coilovers z regulacją wysokości oraz 30-stopniową regulacją tłumienia. To już konkret dla kierowcy, który rzeczywiście chce ustawić samochód pod własne potrzeby, a nie tylko obniżyć go tak, żeby ostrożniej wjeżdżać na każdy próg zwalniający.
Dochodzi do tego układ wydechowy RTR by Borla typu cat-back, czyli wymiana tylnej części układu wydechowego odpowiedzialnej za brzmienie i przepływ spalin. W Mustangu z silnikiem V8 taki element łatwo zamienić w konkurs na najgłośniejszy wyjazd z osiedla. Dobrze dobrany wydech potrafi jednak podkreślić charakter auta bez robienia z każdej podróży małego zlotu amerykańskich klasyków.

W wersji Spec 3 można dorzucić zestaw Whipple Stage 2, który podnosi moc do 870 KM. Dopłata wynosi 2500 dolarów, czyli około 9300 zł. To liczba z gatunku tych, które warto chwilę przetrawić. 870 KM w Mustangu to już poziom, przy którym rozsądek powinien siedzieć bardzo blisko prawej stopy, a tylne opony można chyba traktować jako część eksploatacyjną o wyjątkowo krótkim stażu.
RTR podkreśla, że Spec 3 w standardowej konfiguracji ma 810 KM, więc dodatkowe 60 KM raczej nie zmieni auta w inny gatunek samochodu. Bardziej chodzi o to, że klient kupujący taki pakiet nie płaci za konieczność. Płaci za możliwość powiedzenia, że jego Mustang ma 870 KM i dokładnie taki odcień felg, jakiego nie spotka na drugim końcu miasta.
Mustang jako przedmiot osobisty
W motoryzacji coraz częściej widać dwa równoległe trendy. Z jednej strony producenci dążą do ujednolicenia – ekrany są podobne, wnętrza są podobne, a elektryczne SUV-y coraz częściej można rozpoznać dopiero po znaczku na masce. Z drugiej rośnie apetyt na samochody, które mają mieć wyraźny charakter. Nawet wtedy, gdy ten charakter jest trochę przesadzony.

Mustang od lat dobrze odnajduje się po tej drugiej stronie. To samochód, który nigdy nie był szczególnie dyskretny. Właściciel Mustanga zwykle nie kupuje go po to, żeby zniknąć w ruchu ulicznym. Kupuje go dla dźwięku, proporcji, tylnego napędu i tego przyjemnego poczucia, że auto może być trochę niepraktyczne, jeśli daje coś w zamian.
Signature Package wpisuje się w tę filozofię całkiem uczciwie. RTR nie obiecuje, że zrobi z Mustanga wyścigową maszynę z homologacją na Nürburgring. Sprzedaje raczej możliwość stworzenia auta, które wygląda i jeździ dokładnie tak, jak jego właściciel chce. To luksus mniej elegancki niż ręcznie szyta skóra w Bentleyu, ale w pewnym sensie równie osobisty.

Tyle że personalizacja ma swoją cenę
Kwota 12 500 dolarów, czyli około 46 600 zł, nie jest mała nawet przy samochodzie, którego baza kosztuje znacznie więcej. Po doliczeniu pakietu Spec 2 lub Spec 3, opcjonalnych zmian mechanicznych oraz samego Mustanga robi się z tego budżet, przy którym można zacząć oglądać auta z wyższej półki.
Tylko że klient RTR prawdopodobnie nie będzie porównywać swojego Mustanga z klasycznym coupe premium. Bardziej interesuje go pytanie, czy znajdzie drugi egzemplarz wyglądający podobnie, brzmiący podobnie i dający podobne poczucie własności. A odpowiedź brzmi raczej: nieprędko.

To akurat rozumiem. W czasach, gdy samochody coraz częściej zamieniają się w podobne do siebie urządzenia na kołach, Mustang z własnym językiem wizualnym może być czymś więcej niż drogą zachcianką. Może być po prostu przypomnieniem, że auto nadal potrafi wywoływać emocje, a nie tylko dobrze współpracować ze smartfonem.
