W zestawie z gramofonem dostajemy ramię, ale już wkładkę trzeba wybrać i kupić samodzielnie. Kwota wygląda jeszcze ciekawiej, kiedy dowiemy się, że producent przedstawia T-01 jako bardziej przystępnego krewniaka flagowego Grandioso T1.
Ten ostatni w konfiguracji z ramieniem kosztował około 80 tysięcy dolarów. Mam wrażenie, że gdzieś pomiędzy słowami bardziej przystępny i 200 tysięcy zł świat zwykłego domowego audio ostatecznie znika z pola widzenia. Zaczyna się za to fascynująca opowieść o tym, jak daleko można pójść w walce z jednym z największych wrogów płyty winylowej – drganiami.
Silnik obraca talerz, choć właściwie go nie dotyka
Esoteric wykorzystał w T-01 rozwiązanie opracowane wcześniej dla Grandioso T1. System MagneDrive przekazuje napęd za pomocą pola magnetycznego. Przy silniku znajduje się element z naprzemiennie ułożonymi biegunami magnetycznymi, a wokół dolnej części aluminiowego talerza biegnie pierścień z miękkiego żelaza. Obracające się pole magnetyczne wprawia talerz w ruch bez mechanicznego połączenia między nim a napędem.

W tradycyjnym gramofonie jednym z problemów konstruktorów jest przedostawanie się drgań silnika do talerza, płyty, wkładki i w końcu do sygnału audio. Tutaj droga transmisji mechanicznej została przecięta. Esoteric deklaruje dzięki temu bardzo niski poziom zakłóceń, stabilną prędkość i wysoki moment obrotowy. Sam system MagneDrive powstawał przez ponad pięć lat, zanim doczekał się patentu i komercyjnego zastosowania.
W czasach, gdy spora część muzyki mieści się w telefonie i zaczyna grać po jednym dotknięciu ekranu, taka komplikacja może wyglądać wręcz ekscentrycznie. Tylko że właśnie na tym opiera się znaczna część uroku hi-endowego analogu. Konstruktorzy potrafią poświęcić lata na wyeliminowanie zjawiska, którego większość słuchaczy nigdy świadomie nie zauważy. Potem powstaje urządzenie ważące kilkadziesiąt kilogramów, którego zadaniem pozostaje obracanie płyty z prędkością 33 1/3 albo 45 obrotów na minutę.
13 kilogramów, które zachowują się jak cztery
Sam aluminiowy talerz T-01 waży aż 13 kg. Esoteric stosuje jednak system Magne-Float wykorzystujący odpychanie magnetyczne, dzięki któremu jego efektywna masa obciążająca łożysko spada do około 4 kg. Mniejsze obciążenie oznacza niższe tarcie na osi i kolejną próbę ograniczenia źródeł zakłóceń.

Do tego dochodzi odwrócone łożysko, specjalna obudowa tłumiąca drgania silnika, rozbudowane nóżki izolacyjne oraz trójwarstwowa konstrukcja podstawy wykorzystująca aluminium i drewno. Zasilacz znalazł się w osobnej obudowie, żeby również jego wpływ możliwie odsunąć od najdelikatniejszej części układu. T-01 potrafi nawet synchronizować się z zewnętrznym zegarem 10 MHz.
To ostatnie dobrze pokazuje skalę audiofilskiej obsesji na punkcie precyzji. Zewnętrzny generator zegara kojarzymy częściej z cyfrowym audio, tymczasem tutaj może pomagać kontrolować prędkość obrotową gramofonu. Producent pozwala też regulować ją w zakresie ±12,5% z dokładnością do 0,1%. Deklarowany wow and flutter wynosi maksymalnie 0,06%.
Mniejszy brat nadal waży 42 kg
Esoteric zrobił sporo, żeby T-01 był łatwiejszy w instalacji od Grandioso T1. Silnik MagneDrive został zintegrowany z główną konstrukcją, podczas gdy we flagowym modelu stanowił osobny moduł. Słowo łatwiejszy warto jednak potraktować w odpowiedniej skali.
Główna część T-01 waży 35 kg, a oddzielny zasilacz kolejne 7 kg. Razem otrzymujemy 42 kg sprzętu audio zajmującego ponad pół metra szerokości. Konstrukcja pozwala zamontować dwa ramiona, choć standardowa wersja otrzymuje jedno ramię TA-9S.
Współczesna elektronika przyzwyczaiła nas do miniaturyzacji. Kolejne urządzenia mają być cieńsze, lżejsze i bardziej zintegrowane. High-endowy gramofon biegnie dokładnie w stronę masy, izolacji i mechanicznej przesady. Ciężki talerz jest odciążany magnetycznie, silnik zostaje odseparowany od niego bezkontaktowym napędem, zasilacz wyprowadza się do osobnej skrzynki, a podstawę buduje warstwowo niczym element precyzyjnej maszyny laboratoryjnej.

Za ponad 200 tysięcy zł nadal trzeba dokupić wkładkę
Europejska cena Esoteric T-01 wynosi 48 tysięcy euro, czyli około 207 tysięcy zł. Wersja T-01 AL bez ramienia kosztuje 45 tysięcy euro, czyli około 194 tysiące zł. Dostawy mają rozpocząć się pod koniec września 2026 roku. Co znamienne, nawet droższy wariant nie zawiera wkładki gramofonowej.
Absurdalnie drogi? Oczywiście, jeśli patrzymy na T-01 jak na sposób słuchania muzyki. Spotify, dobry streamer czy gramofon kosztujący ułamek tej sumy też odtworzą ten sam album. Myślę jednak, że w urządzeniach tej klasy funkcja użytkowa jest tylko częścią rachunku. Płaci się za inżynierię doprowadzoną do poziomu, na którym producent zaczyna rozwiązywać problemy niemal mikroskopijne.
Trudno mi twierdzić, że gramofon za ponad 200 tysięcy zł jest rozsądnym zakupem. Rozsądek zresztą nie wydaje się kategorią, według której Esoteric projektował T-01. I chyba właśnie dlatego tak dobrze pokazuje on najbardziej fascynującą stronę świata hi-end audio – przekonanie, że nawet po ponad stu latach od wynalezienia płyty można jeszcze wymyślić niezwykle skomplikowany sposób na obracanie jej trochę lepiej.
