powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Dom i ogród

Myślałam, że to sprzęt audio. Tym pokrętłem reguluje się jednak coś zupełnie innego

Zapach domu jest jedną z tych rzeczy, które zaczynamy zauważać zwykle wtedy, gdy coś poszło źle. Mokry pies, wczorajsza kolacja albo kosz na śmieci potrafią błyskawicznie przypomnieć, że wnętrze odbieramy również nosem. Dlatego świece, patyczki zapachowe i elektryczne dyfuzory rozgościły się w naszych mieszkaniach na dobre. Droplet uznał jednak, że skoro podkręcamy głośność muzyki, możemy równie dosłownie podkręcić zapach.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·4 minuty·
Myślałam, że to sprzęt audio. Tym pokrętłem reguluje się jednak coś zupełnie innego

fot. Droplet

Chcesz czytać więcej treści jak „Myślałam, że to sprzęt audio. Tym pokrętłem reguluje się jednak coś zupełnie innego"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Scent Amplifier wygląda jak miniaturowy wzmacniacz lampowy. Drewniana podstawa w orzechowym odcieniu, szklany element przypominający lampę elektronową, metalowe pokrętło i ciepłe światło sprawiają, że trudno od razu zgadnąć jego przeznaczenie. I muszę przyznać, że właśnie ten wizualny żart przekonuje mnie bardziej niż kolejny biały dyfuzor udający element skandynawskiego wnętrza.

Wzmacniacz, który zamiast muzyki podkręca zapach

Projektanci potraktowali analogię ze sprzętem audio bardzo konsekwentnie. Pokrętło na górze rzeczywiście służy do regulowania intensywności zapachu. Im mocniej je przekręcimy, tym intensywniejsze staje się rozpylanie. Urządzenie zaczyna również delikatnie świecić, a podczas pracy słychać cichy kompresor.

Efekt wizualny może kojarzyć się ze starym wzmacniaczem lampowym stojącym obok gramofonu. Tyle że zamiast Led Zeppelin albo Milesa Davisa dostajemy figę, kwiat pomarańczy lub mimozę.

Scent Amplifier pracuje w cyklach. Przez trzy minuty rozpyla zapach, następnie robi dwuminutową przerwę i wraca do działania. Ma to ograniczać sytuację dobrze znaną z mocnych odświeżaczy powietrza, kiedy po wejściu do pokoju człowiek czuje właściwie tylko zapach odświeżacza.

Bez wody i podgrzewania. Tu konstrukcja jest naprawdę ciekawa

Pod drewnem i szkłem kryje się rozwiązanie znane z nebulizatorów. Scent Amplifier wykorzystuje sprężone powietrze, które rozbija olejek zapachowy na bardzo drobne cząsteczki i wypuszcza je do pomieszczenia w postaci mgiełki.

fot. Droplet

Nie trzeba dolewać wody. Urządzenie nie podgrzewa również mieszanki, więc podczas pracy pozostaje chłodne. Brak zbiornika z wodą oznacza przy okazji brak dodatkowego nawilżania powietrza.

Do przeciętnego pokoju przewidziano około 15-20 kropli olejku. Marka deklaruje, że buteleczka o pojemności 10 ml przy regularnym korzystaniu może wystarczyć mniej więcej na miesiąc. Warto jednocześnie pamiętać, że konstrukcja została przygotowana przede wszystkim z myślą o olejkach Droplet. Zbyt gęste mieszanki innych producentów mogą zatkać mechanizm rozpylający.

To drobiazg, który trochę studzi wizję całkowitej swobody. Kupując urządzenie, w pewnym stopniu wchodzimy w kolejny ekosystem produktów. Coraz więcej przedmiotów domowych działa dziś właśnie w ten sposób – ekspres chce odpowiednich kapsułek, oczyszczacz konkretnego filtra, a elegancki wzmacniacz zapachu najchętniej korzysta z własnych aromatów.

Domowy zapach właśnie dostał własny gadżet premium

Sam sposób rozpylania jest ciekawy, ale sukces takiego produktu prawdopodobnie zależy od czegoś jeszcze. Scent Amplifier został zaprojektowany tak, żebyśmy chcieli go oglądać.

fot. Droplet

Szklany element jest wykonywany ręcznie, podstawę wykończono w kolorze drewna orzechowego, a całość uzupełnia stalowe pokrętło. Po uruchomieniu pojawia się ciepła poświata. Można postawić go obok książek, gramofonu czy lampy i nie ma się poczucia, że ktoś zapomniał schować odświeżacz powietrza.

Mam wrażenie, że właśnie w tę stronę coraz mocniej przesuwa się rynek wyposażenia domu. Funkcja już nie wystarcza. Nawet oczyszczacz, głośnik czy ekspres do kawy mają wyglądać tak, żeby świadomie zostawić je na widoku. Droplet poszedł o krok dalej i z urządzenia do rozpylania zapachu zrobił przedmiot przypominający dekorację.

Pasuje do tego również zestaw sześciu kompozycji przygotowanych w Grasse we Francji, mieście od stuleci związanym z perfumiarstwem. Są wśród nich między innymi Fig Leaf, Orange Blossom i Mimosa. Sama otoczka jest więc bliższa perfumerii niż półce z automatycznymi odświeżaczami.

Bez kabla przez 15 godzin

Scent Amplifier ma jeszcze jedną cechę, którą doceniam bardziej niż wiele designerskich ozdobników. Akumulator pozwala używać go bez stałego podłączenia do gniazdka.

Ładowanie odbywa się przez USB-C, a pełna bateria wystarcza na maksymalnie 15 godzin dyfuzji. Można więc przenieść urządzenie z salonu do sypialni, postawić je wieczorem w łazience albo zabrać do innego pomieszczenia bez ciągnięcia kabla po meblach.

To szczególnie logiczne właśnie przy zapachach. Nie zawsze chcemy przecież aromatyzować całe mieszkanie przez cały dzień. Czasami chodzi o godzinę przy książce, wieczór w salonie albo przygotowanie pomieszczenia przed przyjściem gości.

fot. Droplet

Cena? Jak na designerski gadżet jeszcze bez szaleństwa

Sam Scent Amplifier kosztuje 80 funtów, czyli około 403 zł. Zestaw z sześcioma olejkami zapachowymi po 10 ml wyceniono na 125 funtów, czyli około 629 zł.

Oczywiście tradycyjny dyfuzor z patyczkami można kupić za ułamek tej kwoty. Tyle że porównanie zaczyna się rozjeżdżać, gdy potraktujemy urządzenie również jako element wyposażenia wnętrza. Za dobre świece zapachowe znanych marek potrafimy płacić po kilkaset złotych, choć po kilkudziesięciu godzinach zostaje po nich głównie efektowne naczynie.

Czy wzmacniacz jest czymś, czego brakowało mi w domu? Raczej nigdy nie wpisałabym go na listę niezbędnych urządzeń. Widzę jednak urok pomysłu. Jest technologicznie ciekawszy od patyczków, bardziej mobilny od wielu elektrycznych dyfuzorów i wygląda na tyle dobrze, że nie trzeba zastanawiać się, gdzie go ukryć.

A skoro nasze mieszkania są już pełne sprzętu, który mierzy temperaturę, czyści powietrze, steruje światłem i puszcza muzykę, urządzenie pozwalające pokrętłem ustawić intensywność zapachu przestaje wydawać się szczególnie ekstrawaganckie. Być może właśnie doczekaliśmy się brakującej gałki w domowym centrum sterowania.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Myślałam, że to sprzęt audio. Tym pokrętłem reguluje się jednak coś zupełnie innego"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX