Teraz przyszła kolej na toster. Revolution R180 Connect Plus ma 7-calowy ekran dotykowy, dostęp do internetu, pokazuje pogodę, godzinę i rodzinne zdjęcia. Oczywiście nadal przypieka pieczywo. I właśnie ta ostatnia funkcja wydaje się przy całej reszcie niemal staroświecka.
Rodzinne zdjęcia obok okruszków
Revolution R180 Connect Plus podczas bezczynności zamienia swój ekran w cyfrową ramkę. Można wgrać do 24 zdjęć, więc podczas robienia śniadania zamiast patrzeć na metalową obudowę, zobaczymy psa na wakacjach, dzieci na plaży albo fotografię z ostatnich świąt. Urządzenie po połączeniu z Wi-Fi wyświetla również lokalną pogodę, datę i godzinę.
Brzmi trochę jak pomysł powstały podczas spotkania, na którym ktoś zadał pytanie: skoro ekran już tam jest, to co jeszcze możemy na nim pokazać? Trudno mi znaleźć sytuację, w której naprawdę potrzebowałabym sprawdzić prognozę pogody właśnie na tosterze. Mam telefon, zegarek, komputer i zapewne kilka innych ekranów znajdujących się w promieniu paru metrów.
A jednak rozumiem, skąd bierze się ten kierunek. Kuchnia coraz częściej staje się centrum domowego życia, a sprzęty stoją na blacie przez cały czas. Producenci próbują więc sprawić, by wyglądały bardziej jak część wyposażenia wnętrza niż przedmioty wyciągane z szafki wyłącznie wtedy, gdy są potrzebne.
Pod ekranem kryje się całkiem zaawansowany toster
Cała zabawa ze zdjęciami mogłaby łatwo przysłonić fakt, że Revolution rzeczywiście mocno rozbudował sam mechanizm opiekania. Do wyboru jest 38 rodzajów pieczywa i innych produktów, siedem poziomów przypieczenia oraz tryby dla produktów świeżych, mrożonych i odgrzewanych. Są ustawienia przeznaczone między innymi dla bajgli, gofrów, pieczywa wieloziarnistego, chleba na zakwasie czy produktów bezglutenowych.
Producent wykorzystuje system grzewczy InstaGLO 2.0 oraz czujniki temperatury, które mają na bieżąco regulować sposób opiekania. Zamiast tradycyjnej dźwigni jest automatyczne opuszczanie i podnoszenie pieczywa. Na ekranie pojawia się licznik czasu, a urządzenie potrafi nawet przypomnieć, że pora opróżnić tackę na okruszki.
Każdy, kto choć raz wyjął z tostera kromkę bladą z jednej strony i niemal zwęgloną z drugiej, wie, że idea powtarzalnego rezultatu nie jest całkiem pozbawiona uroku. Dotykowy wybór rodzaju chleba i stopnia przypieczenia może być wygodniejszy niż ustawianie małego pokrętła, którego skala niewiele mówi.
Dodatkowo szerokie szczeliny pozwalają wkładać grubsze pieczywo i bajgle. Można również dokupić Toastie Press, czyli przystawkę pozwalającą przygotowywać kanapki, panini czy quesadille. Sam toster pozostaje jednak urządzeniem dwukromkowym.

Inteligentny dom dochodzi do bardzo zabawnego momentu
R180 Connect Plus dobrze pokazuje zmianę, która zachodzi na rynku AGD. Kiedyś technologia w kuchni miała przede wszystkim skracać czas pracy. Dzisiaj coraz częściej ma również personalizować doświadczenie. Sprzęt pamięta nasze ustawienia, rozpoznaje produkty, łączy się z aplikacjami, pokazuje informacje i próbuje przewidzieć, czego będziemy potrzebować.
Czasem faktycznie jest to wygodne. Czasem powstaje toster z albumem rodzinnym.
Nie jestem przekonana, czy właśnie tej funkcji brakowało mi podczas przygotowywania śniadania. Jest jednak coś rozczulającego w urządzeniu, które w przerwach między przypiekaniem bajgli pokazuje zdjęcie rodzinnego psa. Taki drobiazg nie uzasadnia ceny, ale bardzo dobrze tłumaczy, jak producenci zaczynają myśleć o sprzętach domowych.
Toster przestaje zajmować się wyłącznie grzankami. Ma być ekranem, ozdobą blatu i elementem domowego ekosystemu.
1680 zł za dwie grzanki naraz
Największym problemem pozostaje cena. 449,95 dolarów, czyli około 1680 zł, stawia R180 Connect Plus w zupełnie innej kategorii niż zwykłe tostery. Co więcej, producent oferuje go obecnie wyłącznie w Stanach Zjednoczonych, a wersja ma zasilanie 120 V.
Nie spodziewam się więc masowej wymiany klasycznych tosterów na urządzenia z cyfrowymi albumami. Bardziej widzę tu pokaz możliwości i zapowiedź tego, co może trafić do znacznie tańszego AGD za kilka lat.
Bo historia elektroniki domowej wielokrotnie wyglądała podobnie. Najpierw pojawia się kosztowna funkcja, z której trochę się śmiejemy. Później tanieje, trafia do kolejnych urządzeń i po paru latach dziwimy się, że kiedyś jej nie było.
Czy tak samo będzie ze zdjęciem kota wyświetlanym podczas opiekania chleba? Tego akurat nie jestem pewna. Ale przyznaję, że poranny komunikat o konieczności wysypania okruszków brzmi już zaskakująco praktycznie.
