powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Myślisz, że smartfon wykończył odtwarzacze muzyczne? Trochę się myliliśmy

Smartfon zabił budzik, kalkulator, aparat kompaktowy, nawigację samochodową i sporą część rynku przenośnych odtwarzaczy muzycznych. Wydawało się, że z tym ostatnim rozprawił się szczególnie skutecznie. Tymczasem Astell&Kern pokazuje PD5 i przypomina, że są ludzie, dla których telefon jako źródło muzyki jest rozwiązaniem mniej więcej tak satysfakcjonującym, jak picie dobrego espresso z papierowego kubka.

M
Monika Wojciechowska
2h temu·4 minuty·
Myślisz, że smartfon wykończył odtwarzacze muzyczne? Trochę się myliliśmy

fot. Astell&Kern

Chcesz czytać więcej treści jak „Myślisz, że smartfon wykończył odtwarzacze muzyczne? Trochę się myliliśmy"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Nowy PD5 ma być najprzystępniejszym cenowo przenośnym odtwarzaczem hi-fi koreańskiej marki i następcą A&norma SR35. Słowo przystępny warto tu jednak traktować z pewnym dystansem. Poprzednik debiutował za 799 dolarów, czyli około 2980 zł, więc jesteśmy daleko od nostalgicznego powrotu odtwarzacza MP3 za kilkaset złotych.

Osiem przetworników DAC, bo cztery najwyraźniej przestały wystarczać

Astell&Kern ma własne rozumienie umiaru. SR35 korzystał maksymalnie z czterech przetworników cyfrowo-analogowych, a w PD5 znalazło się osiem układów Cirrus Logic CS43198. Użytkownik będzie mógł zdecydować, czy chce korzystać z czterech, czy uruchomić cały zestaw.

fot. Astell&Kern

Sens tego rozwiązania jest całkiem praktyczny. Tryb Octa-DAC ma zapewniać najwyższą jakość dźwięku, natomiast Quad-DAC pozwala oszczędzać energię. W tym drugim wariancie producent deklaruje do 28 godzin ciągłego odtwarzania, czyli o osiem godzin więcej niż oferował SR35. Nie wiadomo jeszcze, jak mocno czas pracy spadnie po uruchomieniu wszystkich ośmiu przetworników. Pełne ładowanie z wykorzystaniem PD 3.0 ma zajmować około 2,5 godziny.

PD5 obsługuje materiały PCM do 32 bitów/384 kHz oraz natywne DSD256. Dla większości ludzi jest to poziom specyfikacji należący do świata liczb, których podczas słuchania muzyki nikt rozsądny nie analizuje. Dla grupy docelowej Astell&Kerna takie liczby mają jednak znaczenie. To sprzęt dla osób, które rzeczywiście dobierają słuchawki, wzmacniacze i pliki zamiast włączać playlistę oznaczoną jako muzyka do pracy.

fot. Astell&Kern

Jest też funkcja, która słucha otoczenia

Znacznie bardziej interesuje mnie EnviroTune. PD5 ma analizować poziom hałasu wokół użytkownika i na tej podstawie dostosowywać charakter odtwarzanego dźwięku. Producent chce w ten sposób zachować czytelność muzyki zarówno w spokojnym pomieszczeniu, jak i podczas spaceru przy ruchliwej ulicy czy jazdy komunikacją miejską.

To ciekawy kierunek, bo audiofilskie podejście zwykle zaczyna się od stworzenia możliwie idealnych warunków odsłuchowych. Tyle że przenośny odtwarzacz z definicji takich warunków nie dostaje. Raz siedzimy w kawiarni, za chwilę w pociągu, później idziemy chodnikiem obok sześciopasmowej ulicy. Jeśli EnviroTune faktycznie będzie potrafił sensownie reagować na te zmiany, może się okazać znacznie bardziej użyteczny niż kolejna imponująca liczba w tabeli ze specyfikacją.

fot. Astell&Kern

Nie myliłabym go jednak z klasycznym ANC. System ma optymalizować brzmienie zależnie od hałasu otoczenia, a nie magicznie usuwać świat zewnętrzny z naszych uszu.

Stary pomysł dostał bardzo współczesne wnętrze

Całość zamknięto w aluminiowej obudowie z dużym ekranem dotykowym. PD5 korzysta z ośmiordzeniowego procesora i platformy opartej na Androidzie, więc lokalne pliki hi-res nie mają być jedyną opcją. Odtwarzacz został przygotowany także z myślą o streamingu.

fot. Astell&Kern

Do dyspozycji są wyjścia słuchawkowe 3,5 mm oraz zbalansowane 4,4 mm. Jest też dwuzakresowe Wi-Fi, Bluetooth 5.3 oraz obsługa kodeków aptX HD, LDAC i LHDC. Można więc zachować cały audiofilski ceremoniał z przewodowymi słuchawkami, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby któregoś dnia skapitulować i połączyć z PD5 słuchawki bezprzewodowe.

Podoba mi się właśnie ta sprzeczność. Kupujemy osobne urządzenie, ponieważ telefon jest zbyt uniwersalny, a później wymagamy od niego Wi-Fi, Bluetooth, ekranu dotykowego, aplikacji i streamingu. W pewnym sensie budujemy smartfon od nowa, tylko bez powiadomień z komunikatora, skrzynki mailowej i piętnastu aplikacji domagających się uwagi.

I może właśnie o to chodzi.

Osobny odtwarzacz muzyki znowu ma pewien sens

Przez lata specjalistyczne odtwarzacze wyglądały jak relikt czasów, gdy przed wyjazdem kopiowało się albumy na urządzenie i trzeba było pamiętać, ile zostało wolnego miejsca. Dzisiaj ich atrakcyjność może wynikać z czegoś zupełnie innego.

fot. Astell&Kern

Muzyka na smartfonie stała się jedną z kilkudziesięciu funkcji. Włączamy utwór, przychodzi wiadomość. Odpisujemy. Wracamy do muzyki, pojawia się mail. Za chwilę zaczynamy przewijać coś zupełnie innego. Osobny odtwarzacz przywraca słuchaniu pewną intencjonalność. Bierzesz urządzenie do ręki właśnie po to, żeby słuchać.

Oczywiście łatwo tu popaść w przesadę i próbować przedstawiać zakup drogiego DAP-a jako duchową terapię dla przebodźcowanych. Spokojnie. To nadal elektronika użytkowa, a PD5 najprawdopodobniej będzie kosztował kilka tysięcy złotych.

Cena zdecyduje, czy przystępny pozostanie tylko etykietą

Astell&Kern nie podał jeszcze oficjalnej ceny ani dokładnej daty rozpoczęcia sprzedaży PD5. Pełna specyfikacja także pozostaje częściowo tajemnicą. Wiemy za to, że poprzedni SR35 startował od 799 dolarów, czyli około 2 980 zł, a nowy model ma przejąć jego miejsce na dole oferty marki.

fot. Astell&Kern

Trudno więc oczekiwać urządzenia, które nagle wejdzie do sklepów za 1 000 zł. Bardziej ciekawi mnie, jak duża będzie dopłata za osiem DAC-ów, dłuższy czas pracy i EnviroTune.

Sam pomysł PD5 rozumiem jednak zaskakująco dobrze. Żyjemy w czasach, gdy jedno urządzenie potrafi robić prawie wszystko. Coraz częściej zaczynam dostrzegać atrakcyjność sprzętów, które robią jedną rzecz, za to traktują ją bardzo poważnie. Nawet jeśli oznacza to noszenie w kieszeni czegoś, co przypomina iPoda zaprojektowanego dla człowieka posiadającego więcej par słuchawek niż butów.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Myślisz, że smartfon wykończył odtwarzacze muzyczne? Trochę się myliliśmy"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX