Fendi Fender idealnie wpisują się w ten kierunek. Na pierwszy rzut oka mamy skórzane sneakersy o dość klasycznych proporcjach. Dopiero po chwili uwagę przyciąga konstrukcja oplatająca piętę. To właśnie od niej model dostał swoją nazwę i, co ważniejsze, dzięki niej przestaje wyglądać jak kolejna para drogich białych butów.
Fendi Fender powstały na jesień i zimę 2026
Model zadebiutował podczas pokazu Fendi na sezon jesień-zima 2026/2027. Była to zarazem pierwsza kolekcja nowego rozdziału domu mody pod kierunkiem Marii Grazii Chiuri, więc trudno dziwić się, że nawet pozornie zwyczajne sneakersy dostały kilka detali wymagających bliższego spojrzenia.

Podstawowa wersja Fendi Fender to niskie, sznurowane buty wykonane ze skóry cielęcej. Biały wariant ma perforowany przód, gumową podeszwę z kontrastową krawędzią oraz nakładające się na siebie skórzane elementy. Jest też czarna odmiana z celowo postarzaną, przecieraną powierzchnią skóry, a dla osób, które uznają białe sneakersy za zbyt zachowawcze, przygotowano wariant z brązowym zwierzęcym wzorem i czarnymi detalami. Wszystkie powstają we Włoszech.
Fender mają wystarczająco dużo charakteru, żeby zainteresować, ale nadal można wyobrazić je sobie z jeansami, szerokimi spodniami czy prostym jesiennym płaszczem.
Pasek wokół pięty jest znakiem rozpoznawczym tych sneakersów
Najważniejszym elementem konstrukcji jest skórzany fragment zachodzący i oplatający tylną część buta. Fendi wręcz wyprowadziło od niego nazwę Fender. Marka opisuje go jako charakterystyczną nakładającą się konstrukcję otaczającą piętę.
Nie dorabiałabym tutaj opowieści o rewolucyjnej stabilizacji stopy, skoro producent takich deklaracji nie składa. Funkcja tego rozwiązania jest przede wszystkim konstrukcyjna i wizualna – wzmacnia bryłę tylnej części buta i tworzy jego najbardziej charakterystyczną linię.

Jest jednak jeszcze jeden detal, który dobrze pokazuje, w jakim kierunku zmierza luksus. Fender można personalizować inicjałami. Opcję dodania własnych liter udostępniono między innymi przy białych niskich i czarnych wysokich wersjach.
To drobiazg, ale całkiem logiczny. Jeżeli ktoś wydaje kilka tysięcy złotych na sneakersy, coraz trudniej przekonać go samym nazwiskiem marki. Personalizacja daje przynajmniej poczucie, że para została przygotowana trochę bardziej dla właściciela niż dla anonimowego klienta numer 4827.
Fendi sięga nawet do starożytnego Rzymu
Na butach pojawiają się kontrastowe żółte przeszycia, tłoczone napisy oraz detale określane jako Fendi Cuneo. Ich forma została zainspirowana znakami przypominającymi interpunkcję spotykanymi na starożytnych rzymskich kolumnach.

Brzmi to jak opis, przy którym można już lekko unieść brew. Buty sportowe, starożytny Rzym i luksusowy dom mody w jednym akapicie potrafią stworzyć mieszankę dość osobliwą. Z drugiej strony właśnie takie szczegóły odróżniają modę luksusową od masowego produktu. Nawet jeśli większość właścicieli nigdy nie będzie analizowała pochodzenia pojedynczego znaku na cholewce.
Wysokie Fendi Fender dostają dodatkowo pikowane, miękko wykończone okolice kostki. Biała odmiana jest dzięki temu wyraźnie bardziej masywna i wygląda trochę jak spotkanie klasycznych koszykarskich sneakersów z włoskim krawiectwem.
Cena przypomina, że nadal jesteśmy w świecie Fendi
Białe niskie Fendi Fender kosztują 890 euro, czyli około 3860 zł. Na polskiej stronie marki są obecnie oferowane w przedsprzedaży. Czarna wysoka wersja została wyceniona na 950 euro, czyli około 4120 zł, natomiast białe high-topy kosztują 980 euro, czyli około 4250 zł.

Za tę kwotę można kupić kilka bardzo dobrych par sneakersów, więc argument o racjonalnym zakupie nie będzie tutaj szczególnie przekonujący. Tyle że produkty Fendi od dawna funkcjonują według innych zasad. Płaci się za materiały i wykonanie, ale równie mocno za projekt, ograniczoną dostępność, personalizację oraz przynależność do świata konkretnej marki.
Mam za to wrażenie, że Fender dobrze pokazują pewną zmianę w luksusowych sneakersach. Projektanci nie muszą już powiększać podeszwy do rozmiarów małego pontonu, żeby stworzyć rozpoznawalny model. Czasem wystarczy zmienić konstrukcję pięty, dodać kilka dobrych przeszyć i zostawić resztę względnie spokojną.
