Ludzka walka o zrozumienie materialnego świata zaczęła się zapewne z chwilą, gdy narodziła się świadomość. Pytanie tylko, czym ona jest. Przez ostatnie 300 lat jednym z elementów metody naukowej był podział świata na ciało i umysł. Nauka zajęła się ciałem, a umysł (i duszę) oddała religii. Mieliśmy więc po jednej stronie świat subiektywnych wartości, całą estetykę, moralność i wierzenia, a po drugiej „twardą” naukę. „W zasadzie nauka nieźle wyszła na tej transakcji. Wzięła prawie wszystko...” – stwierdził brytyjski biolog Rupert Sheldrake.

Co prawda kartezjański dualizm duszy (której prawa fizyki nie dotyczą) i ciała (działającego jak maszyna) mocno rozróżniał te dwie sfery, ale intencją twórcy tej doktryny nie było podzielenie człowieka, lecz raczej wskazanie na jego wyjątkowość we Wszechświecie – Kartezjusz chciał zwrócić uwagę, że tylko my posiadamy coś tak wyjątkowego jak umysł. Nie poradził sobie jednak z odpowiedzią na pytanie, jak przebiegają interakcje ciała i umysłu, bo zaproponowana przezeń koncepcja, jakoby to szyszynka miała stanowić punkt styczny między tymi dwoma światami, była oczywiście błędna. Ta kartezjańska koncepcja umysłu lokowała jednak człowieka w szczególnym miejscu i stworzyła niebezpieczny antykopernikański precedens, a oddziaływała na tyle długo i silnie, że w pewnym momencie niemal stała się zagrożeniem dla nauki. Trzeba było czekać prawie do drugiej połowy XX w., by sytuacja uległa zmianie.

Świadomość jest jak krzesło

Amerykański neurobiolog Roger W. Sperry twierdził, że świadomość należy traktować jako nieredukowalną, emergentną właściwość, tak jak „bycie krzesłem” jest właściwością krzesła, obserwowalną tylko w odpowiedniej skali; to właściwość, która znika, gdy przyglądamy jej się ze zbyt bliska, bo wtedy obserwujemy cząsteczki, z których krzesło (obiekt fizyczny) się składa, ale właściwości tych cząsteczek w żadnym razie nie przekładają się na „bycie krzesłem” w makroświecie. Sperry był jednym z pierwszych neuronaukowców, którzy zajmowali się funkcjonalnym zróżnicowaniem lewej i prawej półkuli mózgu, i w dużej mierze na podstawie prowadzonych w tym obszarze badań mógł stwierdzić, że świadomość jest nieredukowalna do procesów czysto fizycznych, albowiem wyłania się dopiero jako konsekwencja złożonej aktywności mózgu. Kiedy jednak tę aktywność zaczynamy dzielić na odrębne procesy, efekt emergencji znika.

Nauka długo traktowała umysł i materię jako należące do odrębnych światów. Z drugiej jednak strony wszyscy ludzie doskonale zdają sobie sprawę z łączących te dwie sfery bardzo silnych związków. Od dawna też o tej bliskiej więzi dyskutowali filozofowie – Nietzsche np. pisał: „Ciało jest wielkim rozumem, mnogością o jednej treści, jest wojną i pokojem, jest trzodą i pasterzem. »Ja« – powiadasz i chełpisz się z tego słowa. Lecz rzeczą większą, w co wierzyć nie chcesz, jest twe ciało i jego wielki rozum: ono nie mówi »ja«, ono  »ja« czyni”. Dziś jednak naukowcy analizujący stany umysłu skupiają się raczej na mózgu, a coraz więcej badań wskazuje, że procesy, o których wcześniej sądziliśmy, że mają odzwierciedlenie wyłącznie mentalne, mają też aspekt czysto fizyczny. Np. pod wpływem stymulacji mózgu bodźcami elektrycznymi może zmienić się nawet system przekonań jednostki i zmiana ta trwa tak długo, jak długo podmiot jest poddawany działaniu bodźców. Badania prowadzone z udziałem mnichów buddyjskich wykazały, że długotrwała medytacja zmienia fizyczną budowę mózgu. Nie tylko zresztą medytacja – okazało się, że u londyńskich taksówkarzy obszary mózgu powiązane funkcjonalnie z pamięcią są znacznie silniej rozwinięte niż u przedstawicieli innych zawodów.

Mózg to część Wszechświata