Podobno dawno temu, przed ponad 543 mln lat, ziemskie stworzenia żyły w pokoju i harmonii. Nikt nie potrzebował wówczas pancerzy czy muszli, bo nikt też nie dysponował czymś przypominającym kły i pazury. Od tamtej pory sporo się zmieniło, ale do dziś w ciepłych morzach żyją zwierzęta, które z pozoru ominął ewolucyjny wyścig zbrojeń. To ślimaki nagoskrzelne (Nudibranchia), które – jak sama nazwa wskazuje – narządy oddechowe bezwstydnie pokazują światu. Nie kryją swych miękkich ciał w muszlach ani w wykopanych w piasku korytarzach. Wręcz przeciwnie – reklamują je całemu światu bajecznymi kolorami.

Mięczaki te nie są jednak bezbronne. Praktycznie każdy z nich dysponuje chemiczną bronią, skutecznie zniechęcającą drapieżniki. Ciała niektórych odmian są nasycone wyjątkowo paskudnymi toksynami, inne posługują się parzydełkami. Co ciekawe, ślimaki nie produkują tej broni same, a jedynie „pożyczają” ją od stworzeń, którymi się żywią – gąbek, koralowców, stułbi itd.

Czy tak zabezpieczone stwory mogą paść ofiarą jakichś drapieżników? Naukowcy twierdzą, że tak, choć nadal mało jest danych na ten temat. Podobno ślimakami nagoskrzelnymi żywią się niektóre rozgwiazdy, kraby, ryby oraz... inne ślimaki nagoskrzelne. W sumie nic dziwnego – stworzenia te są odporne na działanie „własnych” toksyn, więc kanibalizm im nie szkodzi.