Wo publikowanym w 1778 roku dziele „Rozważania o naturze kwasów” Antoine Lavoisier poinformował świat o swej rewolucyjnej teorii. Zdaniem francuskiego chemika ludzie i zwierzęta żyją dzięki temu, że w powietrzu unosi się „oxygene” (od greckiego słowa oxys, czyli „kwas”, i francuskiego gine – „począć”). Ów dający się wyodrębnić z kwasów pierwiastek odgrywa kluczową rolę w procesie oddychania, a także – jak zauważył Lavoisier – okazuje się niezbędny w czasie spalania każdej substancji. Aby postawić tę rewolucyjną hipotezę, chemik nie musiał przeprowadzać żadnych nowatorskich eksperymentów. Wystarczyło, że poszedł śladami swych poprzedników, zgromadził ich wiedzę i jako pierwszy w pełni zrozumiał, z czym ma do czynienia.

POLSKIE TLENU POCZĄTKI


„Człowiek jest stworzony z ziemi, żyje zaś z powietrza. W powietrzu jest bowiem ukryty pokarm życia, który my nazywamy rosą nocy i rozrzedzoną wodą dnia” – napisał w wydanym w 1604 r. dziele pt. „De lapide philosophorum” („O kamieniu filozoficznym”) Michał Sędziwój. Najsławniejszy wówczas w Europie alchemik ośmielił się zanegować obowiązujące od starożytności twierdzenie Arystotelesa, że świat tworzą cztery żywioły (pierwiastki): ziemia, woda, ogień i powietrze.

Dodał do nich bowiem jeszcze jeden, niezwykle trudno uchwytny. Zaczęło się od tego, że udało mu się dokonać termicznego rozkładu saletry potasowej (KNO3) i uzyskać coś, co nazwał „nitrą”. Jego zdaniem ów „powietrzny pokarm”, będący czynnikiem „niezbędnym do życia”, krążył między powietrzem a ziemią.

Jak bardzo odkrycie to wyprzedzało swą epokę, świadczył fakt, że w Europie rozniosła się wieść, iż sławny mag poznał tajemnicę kamienia filozoficznego. Materiału niezbędnego dodokonania „chryzopei”, czyli przemieniania rtęci w złoto. Stojąc o krok od wyodrębnienia tlenu, Sędziwój w 1605 r. wybrał się w podróż do Stuttgartu na dwór księcia wirtemberskiego Fryderyka. Władca ów, mając stałe problemy finansowe, za radą swego alchemika Mülenfelsa uwięził Polaka, żeby wydobyć od niego sekret „chryzopei”. Z niewoli Sędziwój uciekł, spuszczając się z więziennej wieży po podartym w pasy i skręconym w linę prześcieradle. Od tej przygody alchemik dużo ostrożniej ujawniał wyniki przeprowadzanych przez siebie eksperymentów. Nigdy też ostatecznie nie dowiódł istnienia tlenu.

Jednak gdy w 1650 r. w Londynie ukazały się dzieła zebrane Sędziwoja w angielskim przekładzie, z miejsca stały się inspiracją dla chemika Johna Mayowa. Podobnie jak Polak uznał on, że w powietrzu musi istnieć czynnik niezbędny do podtrzymania wszelkich procesów życiowych. Nazwał go cząstkami „nitro-aerial” (lotna saletra) i opisał w wydanej w 1674 r. pracy „Tractatus Quinque Medico–Physici”. Jak zaobserwował Mayow, opary powstające podczas rozkładu termicznego saletry wdychane przez zwierzęta powodowały, iż krew tętnicza miała bardziej czerwoną barwę. Jego zdaniem owa lotna saletra „zasila ogień i to ona, wdychana, przechodzi do krwi zwierząt”. Tezy angielskiego chemika nie zdobyły uznania w świecie nauki. Odrzucono je, ponieważ większość uczonych była pewna, że powietrze jest niepodzielnym pierwiastkiem. Do tego jeszcze w 1702 r. niemiecki fizyk Georg Ernst Stahl stworzył teorię flogistonu (phlogios – z greckiego „płomień”).

PASTOR ODKRYWA WODĘ SODOWĄ