W XIX wieku apteczne półki uginały się pod ciężarem dostępnych bez recepty preparatów opium w proszku, pastylkach, plastrach, maści, ciasteczkach, a nawet roztworach do lewatywy. Opium wchodziło w skład leków dla dzieci: mikstury na wiatry produkowanej przez firmę Dalby oraz syropu Godfrey. Do najpopularniejszych medykamentów należały pigułki z opium zmieszanego z mydłem czy korzeniem wymiotnicy, nalewka paregoric (opium, kwas benzoesowy i olejek kamforowy), no i oczywiście laudanum, które do dziś (!) można kupić na receptę w USA jako środek leczący uporczywą biegunkę czy zespół abstynencyjny u noworodków. Dawniej opium uznawano nie tylko za substancję uśmierzającą bóle, ale też działającą uspokajająco, leczącą bezsenność, migreny czy „dolegliwości kobiece” (z tego powodu w XIX wieku uzależnionych od opium było trzy razy więcej kobiet niż mężczyzn).

Kiedy w połowie XIX wieku wynaleziono strzykawki, upowszechnił się szatański pogląd, iż opium uzależnia tylko wtedy, gdy zażywa się je doustnie. W związku z tym zaczęto je sobie masowo wstrzykiwać. Podczas amerykańskiej wojny domowej w narkomanię popadło ponad 400 tys. żołnierzy. Opium zażywali m.in. lord Byron, Charles Dickens, Edgar Allan Poe, Charles Baudelaire oraz Lewis Carroll. Kiedy wreszcie do powszechnej świadomości dotarły narkotyczne właściwości opium, wynaleziono inny cudowny środek mający leczyć to uzależnienie, a przy okazji działać nasennie i przeciwbólowo. 3 grudnia 1898 roku w czasopiśmie medycznym „Lancet” ogłoszono wprowadzenie do użytku tego nowego leku. Nadano mu nazwę heroina.

Aleksandra Kowalczyk