Wbrew pozorom to nie nasz kraj jest ojczyzną moheru, ale prawdopodobnie daleki Tybet. Znano już moher zapewne w Babilonie, na co wskazują wizerunki osób w charakterystycznie zmechaconych ubraniach. Moherowe suknie długo były nieosiągalne dla zwykłych śmiertelników – Wiśnicka Księga Złoczyńców z XVII wieku podaje, że kosztowały 200 zł (równowartość 30 tys. zł). Za moher płacono krocie, bo trzeba go było sprowadzać z Angory (dawna Ankara).

Tamtejszy klimat upodobały sobie bowiem kozy o długiej, puszystej sierści. Do XIX wieku Turcja była jedynym dystrybutorem tej luksusowej wełny (arabskie „muchajjar” oznacza „wyborny”). Gdy kozy angorskie zaaklimatyzowały się w Afryce Południowej, Australii i Nowej Zelandii, kraje te stały się moherowymi potentatami, podobnie jak Teksas, w którym działa Amerykańska Rada ds. Moheru. Wypasione na łąkach odpowiednio puszyste kozy goli się. Wełna w formie czesanki jest podobna do waty i rwie się w rękach, trafia więc do przędzalni, gdzie zyskuje kolor i zamienia się w swetry, kamizelki, berety i włosy dla lalek. Gotowe wyroby wędrują dalej, ale rzadko docierają na polskie bazary. Tu, zamiast moheru, zazwyczaj sprzedaje się tradycyjną wełnę i ropopochodny akryl. Moher ma bowiem jedną wadę – wciąż jest drogi. Za beret trzeba zapłacić nawet 60 zł, a nie jest to wydatek na lata. Włos łatwo kołtuni się i potem „gryzie”, więc trzeba go czesać, a wtedy wygląda jak aureola wokół głowy. „Dorastałem w Szwecji.

Kiedy wróciłem do Polski, zaczarowały mnie babcie w autobusach. Były zupełnie inne niż nowoczesne szwedzkie babcie, które noszą się na sportowo. Czapki miały puszyste, jak aureole” – wspomina Dennis Wojda, współautor serii komiksów „Miasteczko Mikropolis”. Babcia głównego bohatera, Ozrabala, dba, by wnuczek zakładał moherową czapkę... W latach 70. moherowe berety były szczytem PRL-owskiej elegancji.

Jak większość ówczesnych strojów, stanowiły jedynie imitację dobrobytu. Ich czas przeminął wraz z upadkiem komunizmu, ale niektórym sentyment pozostał. Innych drażnią. Styliście Marcinowi Dąbrowskiemu kojarzą się z brakiem taktu. „Beretu często nie ściąga się, aby nie pokazać niedopracowanej fryzury. To kuriozum”. Kiedy Donald Tusk w debacie nad rządowym exposé powiedział, że Polska nie jest skazana na moherową koalicję (PiS + + Samoobrona + LPR), w kraju zawrzało. Słuchacze Radia Maryja poczuli się dotknięci. Na antenie nawoływali do demonstracyjnego noszenia moherowych beretów. Krajowe Forum Bezrobotnych postanowiło zasypać Klub Parlamentarny PO beretami, a „Nasz Dziennik” obwieścił, że moher jest trendy. W Olsztynie drogę Tuskowi zagrodziła niejaka Julitta Kon. „Proszę nas przeprosić za moherowe berety, bo obraził pan mnie i inne starsze panie” – domagała się emerytka. Przypomniała, że moher był kiedyś szczytem luksusu – w Peweksie się go kupowało!

MOHER RZĄDZI


Nie jako włókno, lecz symbol polityczny, skrót myślowy. Według Wikipedii „za typowego przedstawiciela »moherowych beretów« uchodzi osoba w starszym wieku, najczęściej kobieta, pewna swojego zdania, zamknięta na nowe, liberalne idee i prezentująca konserwatywne, katolicko- narodowe poglądy”. Ci, którym obcy jest taki stan umysłu, nie zostawiają na moherze suchej nitki. Kawały na jego temat zdeklasowały Chucka Norisa, policjantów i blondynki. W Sieci kwitnie radosna twórczość inspirowana puchatą wełną (www.moheroweberety.net, www.moher.wordpress.com), kwitnie handel. „Moher sprzedaje się świetnie i to we wszystkich kolorach. Nie można obok niego przejść obojętnie” – przyznaje pani Monika z opolskiego bazaru. Nie wszędzie wypada jednak o niego spytać. „Jesteśmy ideologicznie antymoherowi” – oznajmia kierowniczka sklepów odzieżowych House of Colours.

Za to w Internecie bez problemu kupimy nie tylko moherowe berety, ale i bieliznę, koszulki i kubki ze stosownymi nadrukami, bereciki- breloczki i puszyste pokrowce na komórki. Istny szał. „Już dawno nikt nie zachwycał się nowym typem gaci, kiecek czy stringów tak jak moherowymi beretami” – pisał w felietonie dla „Wprost” Krzysztof Skiba, lider Big Cyca. A ponieważ zespół nigdy poprawny politycznie nie był, wydał płytę pt. „Moherowe berety”. Przez złośliwe teksty („Moher to siła, moher to władza, moherowych kapeluszy się nie zdradza...”) utwory zbojkotowały wszystkie publiczne rozgłośnie i stacje, a z komercyjnych teledysk wyemitował tylko TVN. „Szefowie medialni mają na ogół niewolniczą mentalność. Boją się interwencji politycznych, więc wolą grać piosenki meteorologiczne – o wiosennej miłości albo zimowej depresji, bo nikomu nie zawadzają. Ale dzięki Internetowi nie można już dzisiaj nikomu założyć kagańca. »Moherowe berety« ściągnięto już ponad dwa miliony razy, a »Atakują klony« – milion 700 tysięcy” – mówi Dżej Dżej, basista i wokalista Big Cyca.

WEŁNA NIE WEŁNA